Stieg Larsson – trylogia Millennium

Z mojej perspektywy, książki te wyskoczyły na mnie znienacka już jako bestsellery. Nim się obejrzałem, to w kinach zapowiadano “Dziewczynę z tatuażem”, a co poniektórzy użytkownicy publicznych środków komunikacji, przewracali strony powieści Larssona. Do dziś zresztą ich widuję. Ja sam dołączyłem do tej gromadki dopiero po obejrzeniu niemiecko-szwedzko-amerykańsko-brytyjskiej ekranizacji.

Wcześniej zdążyłem się nasłuchać, jakie to świetnie powieści. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przebrnąłem przez pierwsze rozdziały i już było dla mnie jasnym, że jest to prosta czarno-biała historia. Rozumiem przez to, że jeśli na przykład ktoś jest miły dla głównego bohatera, to jest postacią pozytywną i już. Jak nie, to będzie prawdziwym wrzodem na tyłku[1]. Oczywiście będzie też gorszym gatunkiem człowieka, np. homofobem, albo odbiorcą treści pornograficznych (bo tylko takie kreatury przeglądają jakąkolwiek erotykę).

Innym przejawem braku kolorytu tej trylogii, jest fakt, że ci dobrzy praktycznie nie posiadają wad. Nie popełniają też błędów. A jeśli nawet autor sili się na jakieś defekty, to zwykle są to takie dodające uroku skazy, np.: sskopałem go, bo nie mogłem już stać i patrzeć jak on się wyżywa na tej bezbronnej staruszce.

Trochę nie jestem w stanie pojąć fenomenu tych publikacji. W tym wypadku może to kwestia pochodzenia trylogii. Ostatecznie, dla większości osób, ostatnim kontaktem z literaturą szwedzką były “Dzieci z Bullerbyn”. A może ludzie potrzebują nieskomplikowanych historii po tym, jak widzą co dzieje się np. w polityce. Przejdźmy do krótkich streszczeń:

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Poznajcie Mikaela Blomkvista. Ma on niesamowitą biografię: były komandos, obecnie dziennikarz, znany i poważany w kraju (przypominam: Szwecji). Ma powodzenie u kobiet. Znany jest z demaskowania niecnych knowań kapitalistycznych świń, których chciwość zawiodła ma margines prawa. Przynajmniej przed fabułą powieści.

Albowiem na początku, przegrywa on proces o pomówienie. Jego przeciwnik, niezbyt uczciwy biznesmen, po prostu go zmiótł. Blomkvist traci swoją reputację (najcenniejsze co jako dziennikarz posiadał) a także popada w spore tarapaty finansowe. Wtedy właśnie dostaje propozycje pracy od Henrika Vangera. Oficjalnie ma napisać jego biografię. Nieoficjalnie, szukać mordercy jego bratanicy Harriet. Podejrzanymi są pozostali członkowie rodziny Vangerów. Sama zbrodnia wydarzyła się niemal przed 40 laty.

W drugim wątku poznajemy postać Lisbeth Salander. Młoda zdolna dziewczyna, mająca sporo problemów z kontaktami z innymi ludźmi i ze swoim ubezwłasnowolnieniem. Jej losy splatają się gdzieś w połowie książki z losami Blomkvista.

Ciekawostki: jako przypisy do poszczególnych części, autor przytacza policyjne statystyki związane z przemocą wobec kobiet. Wspomniana jest też Polska.

Dziewczyna która igrała z ogniem

Mam nadzieję, że polubiliście Lisbeth Salander? Druga powieść została hakerce niemal w całości poświęcona. Wszystko co chcielibyście wiedzieć o tej postaci zostało w końcu ujawnione. W sumie nie tylko czytelnikowi, ale również i na łamach popołudniówek całej Szwecji.

Jest to historia dość zawiła. Sięga niemal do Zimnej Wojny oraz jest uwikłana o działającą w Szwecji mafię. Moralnie jednak jest bardzo prosta.

Tym razem przypisy do części to opisy równań.

Zamek z piasku który runął

Ta książką stanowi bezpośrednią kontynuację wątków z poprzedniczki. Zawiera też oczywiście zwieńczenie całej tej historii. Jednak pojawia się tu mała różnica: o ile w poprzedniej złymi był Zalachenko i jego pomagier, tu pierwsze skrzypce gra Sekcja, czyli wewnętrzna komórka Säpo (szwedzkiego wywiadu). Wszystko ociera się o teorie konspiracyjne oraz skandal rządowy.

Do poszczególnych części wprowadzają nas historyczne ciekawostki o kobietach-wojowniczkach.

Podsumowując

Zacznę podsumowanie od tego, że nie jest to powieść dla konserwatystów. Ci są przedstawiani głównie jako starzy ramole, którzy stanowią przeszkodę dla dobrych rozwiązań. No i ta pochwała równouprawnienia i tolerancji, to może zaboleć. Jednocześnie powieści te nie są żadnego rodzaju manifestem politycznym. Autor po prostu nie zawahał się przekazać swojej wizji świata.

Po samych tytułach, przypisach i tematyce można domyśleć się, że bardzo ważna dla pisarza była kwestia pozycji i zagrożenia kobiet we współczesnym świecie. Podobno ma to związek z jego przeżyciami. Nie twierdzę, że jest coś złego, jednak wątek ten tak bardzo jest na widoku, że odbieram go, jak zbyt nachalny.

Czy czytać, czy nie? Jest to lektura czysto rozrywkowa. Znakomicie spełnia tą swoją rolę. Fabuła wciąga i wręcz ciężko oderwać się od lektury. Jednak nie widzę tu nic ponadto. Podobne do publikacji Dana Browna, ale lepiej napisane. Polecam wszystkim, którzy nie szukają skomplikowanych fabuł.

Przypisy

[1] Od czasu do czasu, autor tę zasadę, na szczęście, łamie.

Linki