Vivisector: Dusza Bestii

Dzisiejszy tytuł to drugi, jaki można było pozyskać za darmo w tej samej promocji, co “You are EMPTY”. Obie gry łączy też wspólne pochodzenie: to samo ukraińskie studio “1C”. I mają nawet kilka wspólnych elementów.

Ponownie dostaje nam się około siedmioletni shooter. Tym razem akcja umiejscowiona została w niedalekiej przyszłości. A pierwszą rzeczą jaka się rzuca w oczy, to fakt, że broni nie trzeba przeładowywać!

Opowiem wam bajeczkę

Fabuła nawiązuje podobno do książki pt. “Wyspa doktora Moreau” H. G. Wellsa. Dzieło to jest mi nie znane, więc muszę jedynie przytoczyć opinię autorów. Głównym bohaterem jest Kurt, żołnierz wysłany na pewną wyspę w celu stłumienia tamtejszej rebelii. Na miejscu jednak jego oddział zostaje zaatakowany przez jakieś dziwne bestie, a Kurt jako jedyny ocalały, stara się przeżyć.

Dalej oczywiście fabuła nieco się zagęszcza, okazuje się, że nie przypadkiem nasz protagonista znalazł się na tym odludziu. Potem dowiaduje się co nieco o swojej przeszłości, o planach pewnych osób odpowiedzialnych za sytuację na wyspie. Jednak w większości strzelamy do hybryd zwierząt, ludzi i maszyn.

W tej historii odnaleźć można kolejne podobieństwo do wspomnianego “You are EMPTY”. Obie gry poruszają motyw poszukiwania człowieka idealnego, którego należy sprawdzić przez konfrontację z wielką masą wrogów. Jak dla mnie sprawy nie ratują porozrzucane tu i ówdzie rysunki Leonarda da Vinci, czy podniosłe monologi dr Morheada.

A gra się w to

Rozgrywka to jak wspomniałem strzelanka, w której biegniemy od jednego punktu kontrolnego do kolejnego. Wpadamy w zastawione przez twórców oskryptowane pułapki. W grze zaimplementowano coś na kształt punktów doświadczenia, za które możemy sobie dokupić ulepszenia naszego wojaka. Takie bardzo proste cRPG.

Poziom trudności nie jest taki znowu niski, a przez małe zapasy warto oszczędzać to co mamy. W zasadzie jest to chyba jedyny powód dla którego mógłbym ten tytuł polecać. Bo opowieść jest raczej nudna.

Warto wspomnieć o chlubie tej produkcji, mianowicie możliwości odstrzelenia wierzchnich fragmentów ciała przeciwników. Aż do kości. Co wcale nie powoduje spadku umiejętności bojowych przeciwnika. Niezależnie, czy widać już kość piszczelową, czy trzewioczaszkę.

O robactwie

I to by było na tyle. Ale wspomnę jeszcze o nagminnych bugach, które wydają się charakteryzować nagłym spadanie przedmiotów pod ziemię (na stałym gruncie). Niestety są też miejsca, gdzie dotyczy to gracza i wtedy będziemy ginąć bo tak. Częściej jednak dotyczy to skrzynek.

Miałem też problem z ze zwariowany radarem, który działa jak dla mnie niezbyt intuicyjnie. Inna sprawa, że można było w końcu się przyzwyczaić.

Podsumowanie

Generalnie: odradzam. Chyba, że ktoś szuka takiego starogrowego wyzwania. No i załapie się na tą samą promocję, co ja.

Linki