Gemini Rue

Jakaś zapomniana przez wszystkich planeta, gdzie chyba ciągle pada deszcz. Na ulicach zalegają nieprzytomni narkomani, a realną władzę sprawuje lokalna mafia. Z drugiej strony sterylne pomieszczenia tzw. “ośrodka rehabilitacyjnego”. Oto XXIII wiek w wizji pana Joshua Nuernbergera, niegdyś studenta, który postanowił stworzyć grę.

Obietnica bez pokrycia

I to grę przygodową. Ukierunkowaną na opowieść, inspirowaną kryminałami w stylu noire, czy filmami takimi jak “Memento” i “Blade runner”. Historia, która miała gracza trzymać w niepewności, sprawić, że będzie zadawać pytania o istotę człowieka.

Przyznam, że na niektórych to działa. Jak dla mnie, fabuła wodzi za nos, słodko nęci obietnicami trudnych wyborów, poważnych pytań; komu możesz zaufać? Takie właśnie sprawia wrażenie na początku. Jednak szybko wychodzi na jaw, że jest to opowieść całkowicie liniowa. A to znaczy, że nasze decyzje, jakiekolwiek by nie były, doprowadzą do tego samego rezultatu. Nie ma wiec potrzeby prowadzenia notatek, czy chwil intensywnego pomyślunku, zakończonego zdaniem się na intuicję.

O opowieści

Ale może najpierw krótko przedstawię o czym jest produkcja. Mamy zasadniczo dwie jej części. W pierwszej wcielamy się w chodzącego w prochowcu policjanta, który szuka swojego brata, w drugiej przyjdzie nam pokierować losami więźnia(?), pewnie właśnie brata tamtego, karnie pozbawionego własnych wspomnień za swoją ucieczkę z czegoś na rodzaj przymusowego obozu szkoleniowego.

Retro jest w modzie

Wielu recenzentów, podkreśla znakomitą pikselkową grafikę. Mnie drażniły jednak spore obszary czerni, jakie często i ludnie goszczą na ekranie. No i fakt, iż większość filmików to w zasadzie statyczne obrazki. Nie pomaga też grze recykling otoczenia, tą oszczędnością twórca się też chwali.

Rozumiem, iż student (co prawda związał się z małą firmą “Wadjet Eye Games”, ale gra wciąż jest tak zwaną indie) może mieć problemy z rysowaniem i animacjami, ale moim zdaniem trzeba wówczas o tym jasno powiedzieć. Takie retro może i jest urocze, ale nie w co drugiej gierce przygodowej. Zamiast być stylem graficznym, wynikającym z wizji artysty staje się ono cięciem kosztów.

Jak w to się gra?

Jak na przygodówkę przystało, większość czasu przyjdzie spędzić nam na rozmowach z postaciami i wykombinowaniem jakiego przedmiotu na czym użyć. I tu należy się autorom plus za to, że zagadki są logiczne, nie ma niczego co by wymagało ślepego klikania wszystkiego na wszystkim. Być może przez to całość gry jest dość prosta. Jest bardzo mało minigierek logicznych.

Ortodoksyjnych fanów gier typu wskaż i kliknij, mogą zacząć zgrzytać na momenty zręcznościowe, a będąc dokładnym sceny strzelanin. Zawsze można sobie obniżyć poziom trudności tychże.

Podsumowanie

Gemini Rue to nie jest zła gra. Nie jest też to gra wspaniała. Mam jej za złe liniowość opowieści. To, że jednak zbyt cięto wydatki na warstwę wizualną. Pewnie gdybym zapłacił pełną cenę (około 10$) byłbym nieco nierad, jednak nie żałuję zakupu z promocji.

Linki

Postscriptum

Pomysł ze wstawianiem w fabułę, w wypowiedzi bohaterów, uwag o klawiszologii uważam za chybiony. Drodzy twórcy, od tego są komunikaty wyświetlane na ekranie, nie musicie burzyć czwartej ściany. I proszę nie róbcie tego.