To ci czarni pasterze

Afrykański kardynał Peter Turkson, uznawany za poważnego kandydata na papieża, dał się właśnie poznać jako homofob. Po pierwsze, obwinia homoseksualistów za przypadki pedofilii w Kościele Katolickim, a po drugie, pochwalił afrykański tradycyjny system wartości za aktywne zwalczanie homoseksualizmu.

To ostatnie oczywiście oznacza często: gwałty, tortury i śmierć. Oto, jakiego papieża mieć możecie drodzy, miłujący wszystkich swoich bliźnich Katolicy. Docenić wypadałoby niezwykłą przebiegłość kardynała Turkson: owszem mamy pedofilów w naszych szeregach, ale widzicie, to ci cholerni geje, więc pomóżcie nam pousuwać te chwasty!

I na koniec mała ciekawostka: ten nius był na głównej onetu rano, ale przed chwilą miałem straszne problemy z jego odnalezieniem.

Linki

Jezusa powtórne przyjście

Przyznam szczerze wątpiłem… wyśmiewałem, ale faktom nie mogę zaprzeczyć: oto nadchodzi apokalipsa. Najpierw Grodzka chciała zostać wicemarszałkiem, papież abdykował, boży gniew w Rosji, a teraz w Norwegii pokazała się na niebie twarz naszego Zbawiciela!

Korzystając z okazji, mała lekcja zdrowego podejścia: warto zwrócić uwagę, co powiedział sam fotograf: Nie widziałem nic na niebie, twarz zobaczyłem dopiero, kiedy przeglądałem zdjęcia w aparacie. Czyli: obrazu nie było na niebie, powstał dopiero na kliszy (np. przez za długi czas naświetlania, rozmazanie jakiegoś obiektu etc.).

A ponadto: zajrzałem sobie na oryginalną stronę niusa. Autor portretu, wbrew pozorom, wcale nie jest naiwny. Zdaje sobie sprawę, że jest to złudzenie (zresztą nie pierwsze w jego karierze). Nawet nie ma skojarzeń z najsłynniejszym Nazarejczykiem. Po prostu wrzucił to jako ciekawostkę na Facebook. I wywołał małą burzę.

Zarabiając na wieczności #1

Dzisiejszy Onet. Na środku ekranu nagłówek: “Cudotwórca czy szarlatan?” z podpisem:

Uważa, że człowiek może schudnąć bez ćwiczeń i diet. Twierdzi, że jeśli będziemy ściśle stosować się do jego zasad, spadek wagi mamy zagwarantowany. Metoda jest dość dziwna…

Artykuł jest tłumaczeniem wywiadu z “The Times”. Stefanie Marsh, jego (oryginału) autorka opisuje swojego gościa nieco sarkastycznie, zwłaszcza przy wymienianiu jego niezwykłych osiągnięć, czy możliwości. Jednak trochę brakuje mi tutaj stwierdzenia wprost, że za Paulem McKen­na’em nie stoi żadna nauka, a produkty jakie oferuje, są stratą pieniędzy. Bo jak domyślam się, klinicznych prób nie przeprowadzał, a ta jego skuteczność 70% jest po prostu wyssana z palca.

Za to pozytywnie zaskoczyli mnie czytelnicy Onetu, w komentarzach poniżej przeważają raczej zdroworozsądkowe opinie. Czyżby trolle przeniosły się na inne portale?

The Ledge (2011)

Walentynki walentynkami, ale można też coś sobie obejrzeć. Omawiany tytuł ma pewne zadatki na romans, na pewno większe niż Zmierzch na horror, więc mógłby od biedy się nadać. Ale ja nie o tym. Film polecić można tylko z jednego powodu, który pokrótce za moment przytoczę.

Naprawdę krótko o fabule

Głównego bohatera Gavina (Charlie Hunnam) poznajemy w momencie jak staje on na szczycie dachu i spogląda w dół. Po chwili dołącza do niego policjant, który miał wyjątkowo fatalny dzień (problemy w małżeństwem). Korzystając z pięknego dnia petent-samobójca przybliża historię, jakiej finał zawiódł go na krawędź dachu. Za sprawą stoi oczywiście kobieta. Ale to tylko wątek poboczny, pierwsze skrzypce gra tu niewiara głównego bohatera, w konfrontacji z wiarą innych.

W głębi

Tak, główny bohater jest ateistą. Jednym w okolicy. Dla równowagi, jego sąsiad jest graniczącym z fanatykiem chrześcijaninem (nie katolikiem, tym jest owy policjant z dachu). Intencją reżysera było pokazanie (miałem okazję słuchać wywiadu z nim na temat filmu), iż osoby niewierzące są normalnymi ludźmi, którzy mają swoje wady, ale mają też zalety i wbrew obiegowej opinii, kodeks moralny (ten ostatni bez pomocy nadprzyrodzonych sił).

Jest więc to obraz, który może niejednego zaszokować. W kinie popularnym, zwłaszcza USA, osoby areligijne, jeśli w ogóle się pojawią, to zwykle źle wychodzą na swoim braku wiary (ewentualnie się nawracają). Dlatego polecam “The Ledge”, bo wnosi pewnego rodzaju świeżość.

Na co trzeba przymknąć oko

Produkcja jest niskobudżetowa. To widać, ale też nie bardzo przeszkadza. Przynajmniej nie tak bardzo jak fakt, iż główny bohater jest zbyt kryształowy. Według scenarzysty miał on być ludzki, czyli także popełniać błędy. Można dogrzebać się do dwóch, ale są jakby sztuczne, naciągane. Znacznie lepiej pod tym względem wychodzi jego oponent (nawrócony sąsiad-fanatyk), który nie czyni tylko i wyłącznie zła.

W przypadku tego ostatniego wiele osób może uznać, iż obraża się ludzi religijnych. Ogólnie rzecz biorąc, całe dzieło można odebrać jako propagandę, ale jak już wspomniałem, jest to odgięcie w inną stronę niż to się normalnie przyjęło.

Jeśli komuś jeszcze mało, wspomnę o słabej grze Liv Tayler, albo o logice scenariusza, wyrażonej pewnym zgrabnym pytanie, zadanym tuż przed dwunastą przez policjanta z dachu.

Podsumowanie

Trochę romans, trochę thriller(?), nieco zadumy. Choć skierowany zapewne do osób wierzących (ci powinni raczej obejrzeć), sięga po niego reszta ludzkości, zainteresowana bliską sobie tematyką. Pomijając zupełnie kwestie przekazu, to jest to pozycja do obejrzenia, taki średniak, czyli nie wspaniały ale też nie tragiczny.

Linki

Minuta ciszy po Benedykcie XVI

Dzisiaj w dobrym tonie wydaje się pożegnanie naszego miłościwie panującego papieża. Choć zostanie na urzędzie jeszcze przez siedemnaście dni, to właściwie dzisiaj strony serwisów informacyjnych zapełnione są wszelkiego rodzaju wspominkami o nim. Dorzucę się zatem i ja. Temat: “O ewolucji w ustach Benedykta XVI”.

Teoria Darwina o stopniowym udoskonalaniu się form życia na Ziemi jest “nie do końca udowodniona”, a także że “nauka niepotrzebnie marginalizuje poglądy na temat kreacjonizmu”

Ogólnie rzecz biorąc, kardynał Joseph Ratzinger nie przepada(ł), za teorią ewolucji. Nie jest jej całkowitym przeciwnikiem, tak aby jej jawnie zaprzeczać, niemniej jednak nie lubi jej. Może nie tyle samej teorii, ale bardziej filozofii, jaką można by zbudować na darwinizmie. Swego rodzaju anty-teologii, argumentu przeciw Bogu, tym groźniejszemu, bo stoi za nim murem współczesna nauka (w oczach religii często, prawdziwe pochodzenie gatunków, jest tzw. ateistyczną konkurencją).

Benedykt XVI stara się więc ewolucję jej bogobójczej mocy pozbawić. Przez sugerowanie, że to nie do końca udowodniana teza (przypominam, że to nieprawda), lub pokazać wiernemu, że przecież teoria ta nie tłumaczy powstania życia, czy jego sensu. Coś, co mniej więcej oddają słowa:

Nie jesteśmy przypadkowym i pozbawionym znaczenia produktem ewolucji. Każdy z nas jest owocem zamysłu Bożego. Każdy z nas jest chciany, każdy miłowany, każdy niezbędny.

Słowo komentarza: ewolucja jak każda teoria naukowa nie niesie ze sobą żadnego wyznania, czy szczególnej filozofii. Te dorabiają sobie ludzie później. Nie ma więc większego sensu zaprzeczać faktom, czy ich implikacjom, bo to i tak nie znaczenia dla twórców tego, przed czym staramy się bronić. No, ale to oczywiście najłatwiejsze.

A dzisiaj znalazłem taki oto cytat:

Lecz równocześnie wewnętrzny pociąg do seksualności jest czymś innym. Można by powiedzieć, że ewolucja dokonała podziału na płeć w celu reprodukcji gatunku. Tak też jest to widziane teologicznie.

Jak widać, wszystko jest w porządku, gdy pilnie potrzebujemy jakiekolwiek argumentu.

Linki