The Ledge (2011)

Walentynki walentynkami, ale można też coś sobie obejrzeć. Omawiany tytuł ma pewne zadatki na romans, na pewno większe niż Zmierzch na horror, więc mógłby od biedy się nadać. Ale ja nie o tym. Film polecić można tylko z jednego powodu, który pokrótce za moment przytoczę.

Naprawdę krótko o fabule

Głównego bohatera Gavina (Charlie Hunnam) poznajemy w momencie jak staje on na szczycie dachu i spogląda w dół. Po chwili dołącza do niego policjant, który miał wyjątkowo fatalny dzień (problemy w małżeństwem). Korzystając z pięknego dnia petent-samobójca przybliża historię, jakiej finał zawiódł go na krawędź dachu. Za sprawą stoi oczywiście kobieta. Ale to tylko wątek poboczny, pierwsze skrzypce gra tu niewiara głównego bohatera, w konfrontacji z wiarą innych.

W głębi

Tak, główny bohater jest ateistą. Jednym w okolicy. Dla równowagi, jego sąsiad jest graniczącym z fanatykiem chrześcijaninem (nie katolikiem, tym jest owy policjant z dachu). Intencją reżysera było pokazanie (miałem okazję słuchać wywiadu z nim na temat filmu), iż osoby niewierzące są normalnymi ludźmi, którzy mają swoje wady, ale mają też zalety i wbrew obiegowej opinii, kodeks moralny (ten ostatni bez pomocy nadprzyrodzonych sił).

Jest więc to obraz, który może niejednego zaszokować. W kinie popularnym, zwłaszcza USA, osoby areligijne, jeśli w ogóle się pojawią, to zwykle źle wychodzą na swoim braku wiary (ewentualnie się nawracają). Dlatego polecam “The Ledge”, bo wnosi pewnego rodzaju świeżość.

Na co trzeba przymknąć oko

Produkcja jest niskobudżetowa. To widać, ale też nie bardzo przeszkadza. Przynajmniej nie tak bardzo jak fakt, iż główny bohater jest zbyt kryształowy. Według scenarzysty miał on być ludzki, czyli także popełniać błędy. Można dogrzebać się do dwóch, ale są jakby sztuczne, naciągane. Znacznie lepiej pod tym względem wychodzi jego oponent (nawrócony sąsiad-fanatyk), który nie czyni tylko i wyłącznie zła.

W przypadku tego ostatniego wiele osób może uznać, iż obraża się ludzi religijnych. Ogólnie rzecz biorąc, całe dzieło można odebrać jako propagandę, ale jak już wspomniałem, jest to odgięcie w inną stronę niż to się normalnie przyjęło.

Jeśli komuś jeszcze mało, wspomnę o słabej grze Liv Tayler, albo o logice scenariusza, wyrażonej pewnym zgrabnym pytanie, zadanym tuż przed dwunastą przez policjanta z dachu.

Podsumowanie

Trochę romans, trochę thriller(?), nieco zadumy. Choć skierowany zapewne do osób wierzących (ci powinni raczej obejrzeć), sięga po niego reszta ludzkości, zainteresowana bliską sobie tematyką. Pomijając zupełnie kwestie przekazu, to jest to pozycja do obejrzenia, taki średniak, czyli nie wspaniały ale też nie tragiczny.

Linki

2 thoughts on “The Ledge (2011)

Comments are closed.