Call of Duty: Modern Warfare 2

Patos! Wzniosłe monologi! Patos! Akcja! Akcja! Patos! I tak przez jakieś pięć godzin. Tak w skrócie można opisać kampanię dla pojedynczego gracza w Modern Warfare 2. Chcecie czytać dalej?

Po wybraniu opcja kampania

Gdybym był zawodowym recenzentem, nie wypadało by mi się pewnie przyznać, że nie połapałem się w tych całych meandrach fabuły omawianej produkcji. Naprawdę, niby gram kolejny raz, nawet przejrzałem pobieżnie streszczenie, ale dalej nie potrafię wyjaśnić jak to wszystko wynika z siebie i prowadzi do finału.

O czym to to jest? Ano, zaczyna się od Afganistanu, gdzie dzielni amerykańscy chłopcy tłumaczą tubylcom jak się prawidłowo używa broni. Co z tego, że owi mają stopnie kapitańskie i kto wie, może niektórzy pamiętają jeszcze czasy sowietów. Ale co tam. Po tym, sami jesteśmy sprawdzani (krótki test, który sugeruje nam jaki poziom gry powinniśmy wybrać) i jedziemy na pierwszą akcję.

A jak to wygląda w praktyce?

Dużo przerywników, strzelania nieco między nimi, skryptowane scenki. Fabuła radośnie rzuca nas pomiędzy miejscówkami, jak i postaciami w które przyjdzie nam się wcielić. To trzęsiemy się z zimna gdzieś w środku Rosji, to za chwilę patrzymy na Jezusa w samym centrum faweli w Rio de Janeiro.

Młodszy brat starszego

Jeśli pytacie o cechy charakterystyczne, nie tylko tej części, ale i poprzedniczki, to zaczniemy od filmowości. Tutaj wkrada nam się jednak już przesada. Np. niepotrzebne spowolnienie przy scence pojmania ściganego terrorysty przez naszego kamrata.

Kolejnym punktem byłby patos, gloryfikacja armii, militariów i wojskowości. Oczywiście w wydaniu amerykańskim. Trudno winić autorów, że lubią własne podwórko. Ale żeby wymyślić powrót ZSSR (bo do tego niby sprowadzają się zmiany polityczne w tym kraju)? W MW1, jeszcze jakoś dało się przeboleć jednego ekstremistę z nostalgicznymi ciągotkami, tutaj jednak rosyjscy żołnierze lądują na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej.

Dosłownie słówko o fabule

Warto wspomnieć, czemu się tam znaleźli. Bo niejaki Makarow, jak rozumiem najemnik, postanowił urządzić masakrę na moskiewskim lotnisku (imienia głównego złego z poprzedniej części). A winę za to zwalono właśnie na obrońców demokracji.

Konkretniej o grze

Ale może już dość o fabule. Można o jej problemach pisać długo, pewnie i dłużej niż trwa sama rozgrywka. Kampanię można spokojnie ukończyć w jeden dzień. Po pierwsze: jest dość prosto. Po drugie, jest bardzo krótka. Osobiście mi to pasuje. Stopień trudności w serii polega na tym, że mamy większe prawdopodobieństwo umrzeć zupełnie przypadkową śmiercią. A czas rozgrywki ogranicza nam kontakt z wiekopomnym dziełem reżysera, no i wzmaga wspomnianą filmowość.

Warto też wspomnieć, co ważne w tej serii gier, iż przeciwnicy nie mają zwyczaju się generować. Koniec z cierpliwym ostrzeliwaniem tych samych miejsc, w których pojawiają się kolejni bracia bliźniacy, czy też wariackich ataków frontalnych. Bardzo spodobało mi się zachowanie ludzików, choć dalej nazbyt często zdarza im się zachowywać zupełnie dziwnie.

Ta lepsza część gry

W trybie dla pojedynczego gracza postanowiono rozwinąć ideę epilogu z pierwszej odsłony. Takich jednoetapowych misji, które należy przechodzić wiele razy dla coraz to lepszego wyniku, mamy prawie tyle, że uzbierała się z tego druga kampania. I muszę przyznać, że zabawa jest przednia. Nawet jeśli część z nich to odtwarzanie wybranych fragmentów trybu dla pojedynczego gracza.

Czysta opinia moja

Choć powiedzieć, że scenariusz ma pewne braki i wymaga poprawek, jest sporym uproszczeniem, to jednak grało (i gra) mi się przyjemnie. Prostota formuły rozgrywki jakoś do mnie przemówiła. Oskryptowane sekwencje nawet mi nie przeszkadzały. Dałem się porwać tym wszystkim sztuczkom reżysera, jak obrona przedmieść USA, odbijanie Białego Domu, no i te bardziej kontrowersyjne sceny. Na to, co postaci mówią, nauczyłem się nie zwracać uwagi.

Podsumowując

Polecam, jeśli macie dostęp do gry za niewielkie pieniądze, albo wypożyczenia. Kupować to opłaca się jedynie dla trybu multiplayer, choć dziś nie ma to większego sensu (są już kolejne części, no i gra ma system rozwoju postaci online). Polecam więc, ale z zastrzeżeniem, że wiecie czego można się spodziewać.

Linki