Dlaczego ciemno widzę przyszłość Star Trek?

Przed kilkoma laty pojawiło się kolejne wcielenie serii “Star Trek”. Seria sięga dawnych czasów, lat sześćdziesiątych jeszcze, czasów kiedy poprawność polityczna była czymś, nawet w USA, niezwykle rzadkim. Miała swoje lepsze momenty, jak i te gorsze. Ale trzymajmy się ostatniego dzieła o gwiezdnej wędrówce. Kilka osób zapytało mnie: Sigvatrze, jak tobie to się podobało?. Cóż, jako uważni czytelnicy pewnie wiecie, że wymownie nic nie pisałem na ten temat. Ale za chwilę ma wyjść kolejna część nowego cyklu. Postanowiłem więc w końcu publicznie odpowiedzieć na to pytanie.

Przed dywagacjami właściwymi

Otóż “Star Trek” z 2009, w ogóle mi się nie podobał. To pokraczne żałosne truchło tego, co kiedyś było taką przyjemną serią. Praktycznie jedną liczącą się, sensową wizją niedalekiej przyszłości, społeczeństwa, dla której podróże międzyplanetarne są częścią normalnego życia. Jeśli w tym momencie chcesz napomknąć coś o “Gwiezdnych Wojnach”, to drogi czytelniku muszę poprosić cię o wyjście, ponieważ ten tekst nie jest dla ciebie. Będzie miał zbyt skomplikowaną składnie, zbyt wysublimowanie wyrażenia i zawierał części mowy, jakie są zapewne tak obce dla ciebie, jak nie przymierzając język klingoński. Wierzę, że za twoim oknem jest jakaś miła piaskownica. Tam powinieneś się więc niezwłocznie (czytaj natychmiast, już, teraz) udać.

Na tych z was, którzy wymienili serię takie jak “Battlestar Galactica“, czy choćby “Babilon 5”, patrzę nieco łagodniej, ale krótko utnę dyskusję argumentem, że za dużo w nich mistycyzmu (szczególnie to pierwsze). Jeśli chodzi o “Firefly”, czy “Gwiezdne Wrota”, to na tyle specyficzne uniwersa, że nie podejmę się porównywania. Ale do rzeczy Sigvatrze!

Dywagacje właściwe

Nawet nie jestem zły na tych całych, kogoś tam…, że zrobili film akcji, z mnóstwem wybuchów, czy innych pierdół. Zły jestem, bo ktoś ewidentnie, jak to się pisuje czasem nie odrobił zadania domowego. Ktoś na szybko streścił naszym milusińskim, o co w tym całym ST chodzi, a oni (twórcy omawianej szmiry) to wszystko przekreślili, aby nie musieć się przejmować w przyszłości, kiedy będą wyciskać z marki kolejne dzięgi.

Nawet jestem w stanie wybaczyć product placement Nokia’e. Co z tego, że po paru wojnach nuklearnych i kontakcie z obcymi, ekonomia już odeszła od współczesnej. Nawet na tę katanę Sulu mogę przymknąć oko (w oryginalnej serii używał europejskiego oręża – w ten sposób chciano podkreślić fakt wymieszania się ziemskich kultur). Ale nie mogę zignorować tego, iż Kirk jest równolatkiem swojej załogi. Nie, nie był nim. Był kapitanem statku, a tego stopnia nie dają za nic, więc musiał wcześniej wykazać (motyw jego starszeństwem wobec reszty załogi też się przewijał przez oryginalną serię). To jest błąd z cyklu logicznych, podobnie jak to, że Spock jest nieco za młody – a tego też się nie będę czepiał (wieku Spocka, nie Kirka). Dla odmiany przyczepię się do pomysłu teleportacji na bardzo długi dystans, w dodatku statku, który jest w warp. Jest to głupie ponieważ przekreśla potrzebę podróżowania statkami. Powinno się zrobić z tego podręcznikowy przykład, jak słaby pisarz próbuje wybrnąć przez deus ex machine, z bajora jakie sam sobie zafundował.

Ale jest jeszcze jeden bardzo poważny błąd. Błąd, który powinien skojarzyć każdy, kto obejrzał odcinek “Balance of Terror“. Otóż o tym, że Romulanie i Vulkanie mają wspólne pochodzenie, nikt, ale to nikt w calutkiej Federacji w ogóle nie powinien wiedzieć (może sami Vulkanie wiedzieli, ale nie kwapili się z ujawnianiem tego faktu). Właśnie dlatego twierdzę, iż ktokolwiek podpisał się pod scenariuszem “Star Trek” nie znał się na tym serialu. A w konsekwencji nie powinien brać się za tworzenie w tym uniwersum!

I na deser

Okładać batogiem wypada też niektórych recenzentów, za podobne teksty:

“Star Trek” J.J. Abramsa ostatecznie zamyka dotychczasową linię fabularną serii i otwiera zupełnie nowy rozdział w historii. Czyni to w sposób zdecydowany, prosty, a zarazem całkowicie akceptowalny przez fanów starego “Star Treka”. Wystarczyła jedna czarna dziura i teoria alternatywnych czasoprzestrzeni, byśmy zapomnieli o tym, co na temat uniwersum Star Treka wiemy, jednocześnie wcale tego nie negując. Twórcy dokonali salomonowego wyroku tak, że i wilk jest syty (lojalni fani oryginału), i owca cała (nowi widzowie, którzy serii nie znają).

Wstydźcie się! Cholerne gryzipiórki, które piszą o rzeczach, o których nie mają większego pojęcia.

Konkluzja

Czyli jak wspomniałem nie podoba mi się nowy ST. To podszycie się pod znany tytuł, bo nikt z zarządu wielkich wytwórni nie ma tyle w sobie ikry, by zlecić opracowanie jakiemuś dobremu pisarzowi stworzenie czegoś nowego. Ten rak, toczy nie tylko gwiezdną wędrówkę, ale także wszystko inne, choć oczywiście najbardziej ubodło mnie to w tym przypadku.

Oto wylałem tą moją żółć, jaka zebrała się we mnie od czasu premiery omawianego tytułu. Zgodnie z sztuką psychologii, powinno teraz na mnie spłynąć ukojenie, utulić mnie do snu, gdzie wyśnię godnego następcę co lepszych produktów z serii. Sen, który pewnie potrwa jeszcze ze trzy dni, do czasu, kiedy w kinach zaczną wyświetlać “Star Trek Into Darkness“.

Linki

3 thoughts on “Dlaczego ciemno widzę przyszłość Star Trek?

  1. Po (nieuniknionym) sukcesie filmowej “Gry Endera” otworzy się nowe ciekawe uniwersum filmowe (to apropos wizji niedalekiej przyszłości z podróżami kosmicznymi).

    A na przywołany cytat z recenzji też zareagowałem lekkim WTF; bo autor nieświadomie (oby) obnaża niepochlebną opinię o fanach ST: że wystarczy trochę “skoncentrowanego technobełkotu” i łykną wszystko, zapomniawszy co im się w klasycznym ST podobało. I jak się zdaje, taką opinię mają też producenci.

    Like

  2. Jakkolwiek zgadzam się z zarzutami autora, jednak StarTrek AD 2009 oglądało mi się całkiem przyjemnie. Jeśli patrzeć na to jako akcyjniak SF to nawet bardzo przyjemnie. Plus kilka smaczków (młody Chekov).

    Babylon 5 z przyległościami jest i tak najlepszym serialem ever 😛 No i lepiej ubranym 🙂

    Like

  3. Po (nieuniknionym) sukcesie filmowej “Gry Endera” otworzy się nowe ciekawe uniwersum filmowe (to apropos wizji niedalekiej przyszłości z podróżami kosmicznymi).

    Nie, też bym uznał to za dość specyficzne, tam każda podróż to praktycznie bilet w jedną stronę (dotrzesz na miejsce po kilku latach), to nie to.

    że wystarczy trochę “skoncentrowanego technobełkotu” i łykną wszystko, zapomniawszy co im się w klasycznym ST podobało. I jak się zdaje, taką opinię mają też producenci.

    Niestety…

    Jakkolwiek zgadzam się z zarzutami autora, jednak StarTrek AD 2009 oglądało mi się całkiem przyjemnie.

    A mi nie. Bo to był ST. Czy jakby nie miał emocjonalnego stosunku do uniwersum, czy oglądał by przyjemnie? Nie wiem. Wciąż to był nieco głupkowaty film. Może. Ale to nie jest film, na który mogę sobie bezkrytycznie patrzeć.

    Jeśli patrzeć na to jako akcyjniak SF to nawet bardzo przyjemnie.

    Słabe raczej.

    Babylon 5 z przyległościami jest i tak najlepszym serialem ever

    Nie zgodzę się. Oglądałem wszystko i to jest serial, który zaprzepaścił swoją szansę. Jedynym w miarę motywem z niego było… haha – ale może o tym kiedy indziej:D

    Like

Comments are closed.