Słowo na niedzielę #16

Utraćcie nadzieję, wszyscy, którzy wierzycie w moc Rydzyka, czy polskiego Rzymsko-Katolickiego Kościoła, do powstrzymania przybywania zła do naszego kraju. Mam tu na myśli konkretne rzeczy, a nie np. święto Halloween.

Oto nad Wisłą będziemy mieli widowiskową mszę świętą z biskupem uzdrowicielem. Będzie czynił cuda, może nawet wskrzeszał zmarłych, a wszystko to za jakiś 40 zł. Normalnie okazja życia.

Takie msze-show, to jest coś, co chyba najbardziej mnie zniesmacza we wszelkich przejawach życia religijnego. Krzykliwość, marketing, chaos i masowe ogłupienie, tak obce i tak dalekie od kontemplacji i wyciszenia, jakie rzekomo przynieść ma nam to, czy tamto wyznanie. Tutaj dodatkowo zaprawione jeszcze cudotwórstwem, żerowaniem na ludzkiej nadziei. Jestem pewien, że w Piekle, tuż obok centrum, jest specjalny krąg przeznaczony na tych, którzy bezczelnie tak łudzą cierpiących.

I nasz Katolicki Kościół przed tym nie obronił. Zawiódł. Nie powiem, żeby mnie to bardzo zdziwiło, ale chciałem to napisać dla tych, którzy wciąż myślą, że tylko dzięki wierze moherów nie mam u nas Islamu (swoją drogą, mamy).

PS. Chichotem historii jest fakt, że protestanci tak bardzo komercjalizują religię, mimo, iż cały ich ruch zaczął się od ostrego sprzeciwu temu zjawisku.

Słowo na niedzielę #15 – Unikajmy religii w debatach publicznych

Wprowadźmy nowe prawo do wszelakich dyskusji publicznych: Argumenty oparte jedynie na wierze, wynikające bezpośrednio z doktryny religijnej, czy zwyczajów kultowych, powinny być od razu uznawane za nieistotne.

Uzasadnienie

W przypadku publicznych debat, zwłaszcza dotyczących całych społeczeństw, część dyskutantów NIE będzie pochodziła z kręgu współwyznawców człowieka na mównicy. Jak łatwo się domyśleć, dla ateistów, czy wiernych innej religii takie argumenty są zwykle słabe. Wątpię by przekonały one takie osoby. Oszczędźmy więc sobie od razu nieco czasu.

Dalsze zalety

To też doskonały test na sensowność podejmowania pewnych tematów. Jeśli nie ma dla nich argumentów innych niż oparte na bardzo specyficznym światopoglądzie, to być nie może nie powinno się ich w ogóle podnosić?

Przykład

Wyobraźcie sobie, jak uprościło by to niedawny spór (on ciągle trwa, co nie?) o zakaz handlu w niedzielę. Według zaprezentowanej przeze mnie zasady, skończył by się jeszcze tego samego dnia, w którym ponownie się rozpoczął.

Źródło homoseksualizmu

Poranna prasówka, czytam artykuł: Prawo do rodziny, do dzieci, dla tej brzydszej połowy płci pięknej.

I znalazłem tam takie oto kwiatki:

Dzisiaj właściwie dominacja kobiet to już fakt i dlatego mężczyźni uciekają w związki homoseksualne, a nawet na zachodzie Europy wychowują wspólnie dzieci.

I nie potrafię pojąć co stało się z umysłem autora, którego litościwie nazwiska nie przytoczę, aby zwieńczyć swój tekst taką idiotyczną konkluzją. Nie jestem pewien czy on w ogóle wie o czym pisze. Coś słabo z tym dziennikarstwem obywatelskim.

Umberto Eco – Cmentarz w Pradze

Zarzuca się tej powieści antysemityzm. I nawet rozumiem postawę tych, którzy tak uważają. Z drugiej strony, czy nie widzą oni, iż całość jest rodzajem wykpienia zjawiska?

Najczęściej poruszany temat

Otóż, choć rasowych wynaturzeń skierowanych przeciwko ludowi Abrahama jest na kartach książki co nie miara, to jak się dokładnie przyjrzeć, jego źródła są zawsze leżą w ludzkiej nienawiści, głupocie i ignorancji. Wszystko co główny bohater wie na temat Żydów, jest jego własnym wymysłem, lub wynika z opowieści jego dziadka. Skąd dziadek Simoniniego miał takie pomysły? Też pewnie większość powymyślał, a resztę zaczerpnął od Mordechaja, starszego i nieco oszalałego mieszkańca getta, który plótł co mu ślina na język przyniosła.

Innymi słowy: autor wydaje się drwić z antysemitów, jako idiotów, którzy tylko ze względu na swoją antypatię wierzą święcie w najróżniejsze bzdury, jakie usłużnie i za gotówkę dostarczają różni oszuści.

Morał

Warto wspomnieć, że nie tylko Żydom się dostaje, także szeregu innych organizacji, religii, czy ugrupowań. Generalnie przesłaniem powieści wydaje się znana nam wszystkim prawda: tylko głupcy wierzą w światowe spiski.

Pióra Eco

Niektórzy zarzucają “Cmentarzowi …” nudę. W mojej opinii pozycja ta nie odbiega od innych tworów pisarza, więc jeśli ktoś przeczytał np. “Wahadło Foucaulta”, tutaj raczej nie będzie narzekał. O ile zniesie te wszystkie antysemickie teksty.

O czym to właściwie jest?

Jest to dziennik francuskiego fałszerza o imieniu Simonini. Dorabia on sobie pracując dla kilku agencji wywiadowczych. Daje mu to wspaniałą okazję pojawiania się w centrum ważnych wydarzeń oraz spotykania ciekawych i znanych czytelnikowi z innych źródeł ludzi. Ciekawy jest powód, dla którego on w ogóle prowadzi ów dziennik, ale niech zainteresowani sami zerkną do książki.

Czy czytać?

Podsumowując: Wspomnienia fikcyjnego bohatera, który bierze czynny, acz skryty udział w tworzeniu historii. Gęsto przeplecione z przepisami kulinarnymi (Simonini jest smakoszem) i zaprawione błądzeniami umysłu cynicznego antysemity. To nie jest pozycja dla każdego czytelnika. Doradzam zapoznanie się z nią znawcom twórczości Umberta Eco.

Z moralnego punktu widzenia

Otwarta pozostaje jedynie kwestia: czy autorowi wolno tak beztrosko zbierać i publikować te wszystkie idiotyzmy, w jakie tak namiętnie wierzą wszyscy doszukujący się przyczyn zła wszelkiego w knowaniach jednej rasy (organizacji itp)? Czy nie wyłuskają oni sobie tych bardziej smakowitszych kąsków i nie będą przedstawiać dalej jako prawdy, pomimo oczywistości literackiej fikcji? Jak na ironię, dokładnie jak to autor opisał.

W mojej opinii, nie ma sensu oskarżać wspomnianego Włocha o promowanie niepoprawnych politycznie postaw. Wszak i bez jego pomocy są ludzie, którzy bezmyślnie tworzą swoją wizję świata. I już oni sami zapewniają sobie źródła.

Linki

Winston Groom – Forrest Gump

Literacki pierwowzór znanego i cenionego, całkiem zresztą zabawnego filmu o tym samym tytule. To chyba jedna z tych niewielu adaptacji filmowych, które choć bardzo odbiegają od oryginału, są udane.

Książka jest po prostu inna. Ponieważ podejrzewam, że jak większość populacji, obejrzałem film bez wcześniejszego zapoznania się z książkową wersją, byłem całkiem zaskoczony jak jak bardzo się te przedstawiania różnią. Ale pomimo tych różnic, w filmie zachowano ducha powieści. Wszelkie zmiany wynikają jedynie z odmienności pomiędzy historią napisaną, a wyświetlaną na ekranie.

Innym słowy, jeśli spodobał wam się film, zachęcam do zapoznania się z papierowym “Forrestem Gumpem”. Warto przy okazji zwrócić uwagę na to, co scenarzysta uznał za ważne, godne przedstawienia, no i jak to się ma do materiału wejściowego.

Byłbym zapomniał

Dla tych którzy nie wiedzą, książka traktuje o losach pewnego Amerykanina, imieniem Forrest. Może i niezbyt rozgarniętego, ale bardzo sympatycznego młodzieńca, którzy przeżywa niezwykłe przygody. Być może część jest mocno fantastyczna, ale za to całkiem zabawna. Można doszukiwać się tu motywu tzw. amerykańskiego snu.

Linki

Johnny Mnemonic (1995)

Przymierzałem się do tego filmu już kilka razy w ciągu ostatnich kilku lat. Zawsze coś szło nie tak. Dziś obejrzałem pierwszą scenę. Według danych na ekranie, mamy dzień 17 stycznia 2021, który wypada w czwartek. W rzeczywistości ten dzień przypada w niedzielę. A to dopiero początek.

W mojej opinii, scenarzysta zmaltretował opowiadanie. No, takie było moje zdanie, dopóki nie zajrzałem na nazwisko autora scenariusza. Toż to sam Gibson we własnej osobie taki, za przeproszeniem spartolił robotę. Choć pierwowzór czytałem tak dawno temu, że nawet nie wiem, czy w ogóle, ale bardziej mi się podobało wtedy. Tu, na ekranie dodano sporo dodatkowych wątków, również wziętych z innych książek tego samego autora.

Ograbienie oryginalnej historii z jej prostoty oraz dodanie mnóstwa zupełnie zbędnych elementów, włączają nawet motyw ratowania świata przez kolesia, który chce mieć tylko obsługę hotelową, doprawiając to czymś na rodzaj romansu, zupełnie się nie sprawdziło. Fabuła jest przez to sztampowa, no i śmieszna. Jak to się czasem parodiuje filmy fantastyczno naukowe.

Ale, w tym wszystkim potrafię podać dwa powody, dla którego jednak warto poświęcić kilka wolnych chwil dla tego obrazu. Po pierwsze: animacje VR, są naprawdę niezłe. Znacznie lepsze niż sceny walk żywych aktorów. Zastanawiałem się nawet, czy nie zostały specjalnie podrasowane niedawno.

Drugim powodem jest Dolph Lundgren, który wcielił się w ulicznego kaznodzieję. To już moje, oczywiście, prywatne skrzywienie, ale strasznie podobała mi się ta postać mordercy, który cytuje co rusz Biblię a idą do ataku potrafi się zaanonsować przez Jesus time.

Niestety, “Johnny Mnemonic” to słaby film. Obznajomieni z twórczością ojca cyberpunka mogą wyłapać parę motywów, ale chyba nic ponadto. A szkoda.