Johnny Mnemonic (1995)

Przymierzałem się do tego filmu już kilka razy w ciągu ostatnich kilku lat. Zawsze coś szło nie tak. Dziś obejrzałem pierwszą scenę. Według danych na ekranie, mamy dzień 17 stycznia 2021, który wypada w czwartek. W rzeczywistości ten dzień przypada w niedzielę. A to dopiero początek.

W mojej opinii, scenarzysta zmaltretował opowiadanie. No, takie było moje zdanie, dopóki nie zajrzałem na nazwisko autora scenariusza. Toż to sam Gibson we własnej osobie taki, za przeproszeniem spartolił robotę. Choć pierwowzór czytałem tak dawno temu, że nawet nie wiem, czy w ogóle, ale bardziej mi się podobało wtedy. Tu, na ekranie dodano sporo dodatkowych wątków, również wziętych z innych książek tego samego autora.

Ograbienie oryginalnej historii z jej prostoty oraz dodanie mnóstwa zupełnie zbędnych elementów, włączają nawet motyw ratowania świata przez kolesia, który chce mieć tylko obsługę hotelową, doprawiając to czymś na rodzaj romansu, zupełnie się nie sprawdziło. Fabuła jest przez to sztampowa, no i śmieszna. Jak to się czasem parodiuje filmy fantastyczno naukowe.

Ale, w tym wszystkim potrafię podać dwa powody, dla którego jednak warto poświęcić kilka wolnych chwil dla tego obrazu. Po pierwsze: animacje VR, są naprawdę niezłe. Znacznie lepsze niż sceny walk żywych aktorów. Zastanawiałem się nawet, czy nie zostały specjalnie podrasowane niedawno.

Drugim powodem jest Dolph Lundgren, który wcielił się w ulicznego kaznodzieję. To już moje, oczywiście, prywatne skrzywienie, ale strasznie podobała mi się ta postać mordercy, który cytuje co rusz Biblię a idą do ataku potrafi się zaanonsować przez Jesus time.

Niestety, “Johnny Mnemonic” to słaby film. Obznajomieni z twórczością ojca cyberpunka mogą wyłapać parę motywów, ale chyba nic ponadto. A szkoda.

5 thoughts on “Johnny Mnemonic (1995)

  1. Opowiadanie, z tego co pamiętam, nie miało nawet dziesięciu stron, więc pełnometrażowy film siłą rzeczy nie mógł mieć wiele wspólnego z oryginałem. Ale moim zdaniem był całkiem fajny (choć głębi nie ma tam co szukać, tylko się nastawić na sensacyjną nawalankę), a kaznodzieja-terminator nawet bez skrzywienia wyróżniał się jako nietuzinkowy bad guy.

    Like

  2. Gdyby ktoś się chciał w ogóle zorientować, o co chodzi z tym cyberpunkiem, to w JM ma jak na talerzu: wszechwładne korporacje/mafie (ciężko czasem rozróżnić), dominacja Azji, cyborgizacje (których nadmiar pozbawia empatii lub rzuca się na mózg), rozwarstwienie społeczne — no i oczywiście wirtualna rzeczywistość. Wszystkim innym filmom określanym jako “cyberpunkowe” jakiegoś składnika tego koktajlu brakuje. No dobra, jest jeszcze GITS, ale to A) arcydzieło poza klasyfikacją B) animacja.

    A co do kaznodziei: chyba coś pokręciłeś, bo Biblii co prawda używa, ale jako schowka na krucyfiks z bagnetem i do komunikacji, gada specyficzną frazą i często wspomina o Jezusie, grzechu itp, ale dosłownego cytatu chyba nie było (a wiele tam nie mówi, więc chyba bym za którymś razem zauważył). Film oglądałem kilka razy, ale z tego kilka tylko jednym okiem jak puszczali akurat w TV.

    A Johnny nie miał bynajmniej imperatywu na ratowanie świata: cały czas chronił tylko własny tyłek i chciał się pozbyć niesionego ładunku, który mógł mu rozsadzić czachę; taki bohater mimo woli.

    Like

  3. Opowiadanie, z tego co pamiętam, nie miało nawet dziesięciu stron, więc pełnometrażowy film siłą rzeczy nie mógł mieć wiele wspólnego z oryginałem

    Ale przyznasz chyba, że robienie z tej historii potem Johnniego ratującego świat, to lekka przesada? Można było, jasne pewne wątki rozszerzyć, ale tutaj zrobiono to źle.

    mnie najbardziej rozwaliło używanie całego mózgu jakiegoś typka żeby przesłać jpega 😀

    Toś chyba jednym okiem na całość patrzył. Johnny miał w mózgu jakieś 350 GB danych (sorry, pamięć może mnie mylić), obrazki były jedynie kluczem do tych danych.

    Gdyby ktoś się chciał w ogóle zorientować, o co chodzi z tym cyberpunkiem, to w JM ma jak na talerzu

    Co nie zmienia faktu, że zrobiono to zwyczajnie źle. Trailer do Deus Ex (najnowszego) jest znacznie lepszym pod tym względem. A co do ulepszeń, to jakoś więcej o tym mówiono niż faktycznie było pokazane to całe odrutowanie – w mojej opinii.

    A co do kaznodziei: chyba coś pokręciłeś, bo Biblii co prawda używa, ale jako schowka na krucyfiks z bagnetem i do komunikacji

    Nie, po prostu uogólniłem 🙂

    A Johnny nie miał bynajmniej imperatywu na ratowanie świata

    Ta… do ostatnich scen.

    Aaa, no tak: morderca cytujący Biblię to przecież “Pulp Fiction” 😉

    Nie ta bajka. Mnie podobała się cała ta postać.

    Like

Comments are closed.