Google Chrome: jak pozbyć się translatora?

Dobra wiadomość dla tych, którzy nie brzydzą się przejścia na Google Chrome: da się wyłączyć te głupie propozycje na tłumaczenie każdej strony, jaka nie jest w naszym rodzimym języku. Nie jest to łatwe, ale wykonalne.

Ja również należę do ludzi, których ten wysuwający się co chwila pasek zwyczajnie irytuje. Już nawet pomijając kwestie prywatności, bo domyślam się, że to jedyny powód dla którego obsługa tzw. tłumaczeń została domyślnie wbudowana w tą przeglądarkę. Drażni mnie to i już. Tyle na ten temat.

Aby wyłączyć te natrętne pytania o użycie Google’owego tłumacza, należy:

  1. Uruchomić Google Chrome
  2. Po prawej od paska adresu znajdujemy przycisk “Dostosowanie i kontrola Google Chrome”, klikamy
  3. Wybieramy opcje “Ustawienia” (można też od razu wejść na adres: chrome://settings/)
  4. Klikamy na “Pokaż ustawienia zaawansowane”
  5. Wyszukujemy sekcję “Języki”
  6. Odznaczamy opcję “Oferuj tłumaczenie stron w innych językach”

Tylko tyle i aż tyle potrzeba było, aby świat (z Google Chrome włącznie) stał się dla mnie przyjemniejszym miejscem. Dlaczego nie dało się umieścić w opcjach tego całego irytnika “nie oferuj mi tłumaczeń w ogóle”? No cóż, pewnie Google nie chciało tracić danych na temat stron jakie oglądamy. Nasuwa się też pytanie: w jaki sposób przeglądarka rozpoznaje język strony? Czy ma lokalnie jakiś zaimplementowany na to algorytm, czy też może przesyła tekst strony na serwer korporacji w ramach zapytania? Mam nadzieję, że to pierwsze. A jeśli nie, to miejmy nadzieję, że wyłączenie całkowite propozycji tłumaczenia deaktywuje też sprawdzanie języka.

W kolejnym odcinku, jeśli pobawię się Chromem nieco więcej, to może zajmiemy się jakimś Adblockiem

Linki

Spec Ops: The Line

“Spec Ops: The Line” to gra w jaką zdecydowanie warto zagrać. O ile cenicie fabułę. Jako strzelanka z systemem osłon, którą jest, wypada mocno średnio. Ani bardzo nie zachwyca, ani bardzo nie odstaje. Skusić się jednak można na ten tytuł właśnie dla historii. No i dla muzyki. A i miejscówka jest całkiem ładna.

Fabuła

Wcielamy się w postać kapitana Martina Walkera, z który z dwoma podkomendnymi rusza zbadać sygnał o pomoc, do zniszczonego przez potężną burzę piaskową Dubaju. Ponieważ opowieść jest największym plusem tej gry, pozwolę sobie resztę pominąć. Dopiszę jednak, że dzieło czerpie pełnymi garściami z “Czasu Apokalipsy”. Co do książki “Jądro ciemności”, której tytuł często można przy okazji najnowszych Spec Opsów usłyszeć, wzięto chyba jedynie postać Kurtza (a raczej jego ogólną koncepcje).

Dlaczego tak bardzo mi się podoba?

Chyba nie było do tej pory tak otwartej na interpretacje gry (pomijając niezależne, małe produkcje). W filmach, czy książkach, to w sumie nic nowego. Bardzo ujęło mnie na poważne potraktowanie historii, w serii słynącej raczej z nisko budżetowego kopiowania aktualnych przebojów.

A jakby tego było mało, to scenarzyści zwyczajnie bawią z graczem. Łudzą go sztampowością, by za chwilę poruszać bardzo ciężki tematy i zmuszać do zadania sobie kilku niewygodnych pytań. I właśnie dla tych doświadczeń warto wydać te parę złotych. Naprawdę doceniać kogoś, kto nie zrobił kolejnego shootera ze współczesnymi realiami militarnymi. Kto jednak umie i ma odwagę zrobić coś ciekawszego.

A warto też posłuchać

Inną mocną stroną tej produkcji jest oprawa muzyczna. Dobór piosenek oraz ich umiejscowienie jest na prawdę dobre. Większość inspirowana przez wojną wietnamską, co jest zapewne kolejnym ukłonem w stronę znanego filmu Coppolii, ale nie ma co czepiać.

Co jeszcze mi się podoba?

Od strony graficznej jest całkiem porządnie. Ale warto pochwalić dobór kolorów, czy budynków. Dubaj w “Spec Ops: The Line”, choć to w większości ruiny, jest na prawdę pięknym miastem.

Posumowanie, czyli nie ma róży bez kolców

Jednak nie zalecam zapłacenie pełnej ceny. Nawet tej już mocno zredukowanej po tych kilku latach. Warto odczekać na jakąś promocję. Z dwóch powodów: gra jest dość krótka, a tryb wieloosoby jest niegrywalny. Nawet jak udało mi się jakoś połączyć z jakimś serwerem, po kilku minutach albo byłem rozłączany, albo lagi uniemożliwiały mi kompletnie zabawę. Tak więc kupujecie ten tytuł jednie dla tych kilku godzin kampanii. Ale i tak warto.

Uwagi końcowe

Warto też grać od razu na wyższym poziomie trudności. Ten normalny jest nieco za prosty na dłuższą metę, a te parę sytuacji to niewielka cena. Niektórzy recenzenci utrzymują nawet, że problemy ze strzelaniem są tutaj zrobione naumyślnie, aby odbiorca mógł czuć narastającą frustrację głównego bohatera. Ja nie uważam tego za celowy pomysł.

Linki

Bardzo politycznie #2

Kaczyński znowu przypomniał mi, czemu nie powinno się na niego oddawać głosu. To nie po pierwszy raz i pewnie nikogo to zwyczajnie nie zdziwiło, ale jakoś nie umiałem tego zwyczajnie olać tym razem.

W swoim przemówieniu, na “21. Pielgrzymce Rodzin Radia Maryja”, publicznie przyznał się do swojej niekompetencji i niezdolności do podjęcia kiedykolwiek w przyszłości jakiekolwiek publicznego stanowiska.

W sumie nic dziwnego, że stary dewota nie umie wznieść się ponad światopogląd swojego lokalnego podwórka, ale przecież ten człowiek jest kimś, kto ubiegał się (będzie ubiegał się) o urząd prezydenta. Jak może w ogóle tak bez refleksyjnie podchodzić do swoich przyszłych obowiązków, które wymagają od niego między innymi stania na straży wartości Konstytucji Państwa Polskiego?!

Inna sprawa, której pojąć nie mogę to jego jawne wsparcie dla medium ojca Rydzyka. W dodatku określanie owego bezstronnym. Wiadomo, ręka rękę myję, ale żeby robić to wprost? Jak bardzo trzeba być hipokrytą by to robić?

A wzburzyło mnie: Jarosław Kaczyński: przed nami droga do rzeczywistej równowagi sił, także w mediach.

Metro UI w jednym zdaniu

Parę osób, widać nie może żyć, bez znajomości mojego zdania w kwestii najnowszej myśli w kategorii interface’u z Microsoftu. No to miejmy to za sobą.

Tak, zdaję sobie sprawę, że następca Menu Start, zanim się zebrałem do napisania tego tekstu zdążył zmienić nazwę. Teraz to już “Modern UI”. W każdym razie wiadomo o co chodzi: kafelki.

Opinie innych

Widziałem fanbojów, którzy nowość witali z źle ulokowaną radością. Widziałem też takich, którzy namiętnie grzebali po swoich najnowszych nabytkach, aby to dziadostwo usunąć. A miałem przykład użytkownika, który na początku sklinał, a potem gdy mu je usunięto, stwierdził, że jednak lepiej było wcześniej (nie da się wrócić do pełnosprawnego Menu Start, z tego co go zrozumiałem). Ale dość o innych, czas na fachową opinię.

Moja opinia

Otóż: nowe GUI nie nadaje się pod myszkę. Jest nieergonomiczne pod tym względem. Aby np. się wylogować, trzeba przemierzyć odcinek równy niemal dwukrotnej wartości najdłuższej przekątnej ekranu. Inny przykład: aby zrobić coś niestandardowego z programem, na poziomie tej całej glazury, trzeba przejechać również przemierzyć wysokość ekranu. I nie można zrobić czegoś, co bardzo lubię: zjechać w róg ekranu, by bez patrzenia kliknąć na ikonkę chowania wszystkich okienek. Już nie wspominając, o tym, że ten kolorek ciemnoniebieski jest zwyczajnie ohydny.

Rozgrzeszenie

Może i Modern UI sprawdza się na urządzeniach mobilnych. Na konsoli użyłem go tylko raz, ale na XBoksie interface i bez tego pozostawia wiele do życzenia (co jest tematem na osobną dyskusję), więc sprawę przemilczę. Zdaję sobie sprawę, że z ekranem dotykowym to rozwalcowane podejście nawet może się sprawdzać, a problemy które wymieniłem praktycznie znikają. Tyle, że ja Windowsa używam tylko i wyłącznie na zwykłych klasycznych PC-etach. I tylko kiedy muszę.