Spec Ops: The Line

“Spec Ops: The Line” to gra w jaką zdecydowanie warto zagrać. O ile cenicie fabułę. Jako strzelanka z systemem osłon, którą jest, wypada mocno średnio. Ani bardzo nie zachwyca, ani bardzo nie odstaje. Skusić się jednak można na ten tytuł właśnie dla historii. No i dla muzyki. A i miejscówka jest całkiem ładna.

Fabuła

Wcielamy się w postać kapitana Martina Walkera, z który z dwoma podkomendnymi rusza zbadać sygnał o pomoc, do zniszczonego przez potężną burzę piaskową Dubaju. Ponieważ opowieść jest największym plusem tej gry, pozwolę sobie resztę pominąć. Dopiszę jednak, że dzieło czerpie pełnymi garściami z “Czasu Apokalipsy”. Co do książki “Jądro ciemności”, której tytuł często można przy okazji najnowszych Spec Opsów usłyszeć, wzięto chyba jedynie postać Kurtza (a raczej jego ogólną koncepcje).

Dlaczego tak bardzo mi się podoba?

Chyba nie było do tej pory tak otwartej na interpretacje gry (pomijając niezależne, małe produkcje). W filmach, czy książkach, to w sumie nic nowego. Bardzo ujęło mnie na poważne potraktowanie historii, w serii słynącej raczej z nisko budżetowego kopiowania aktualnych przebojów.

A jakby tego było mało, to scenarzyści zwyczajnie bawią z graczem. Łudzą go sztampowością, by za chwilę poruszać bardzo ciężki tematy i zmuszać do zadania sobie kilku niewygodnych pytań. I właśnie dla tych doświadczeń warto wydać te parę złotych. Naprawdę doceniać kogoś, kto nie zrobił kolejnego shootera ze współczesnymi realiami militarnymi. Kto jednak umie i ma odwagę zrobić coś ciekawszego.

A warto też posłuchać

Inną mocną stroną tej produkcji jest oprawa muzyczna. Dobór piosenek oraz ich umiejscowienie jest na prawdę dobre. Większość inspirowana przez wojną wietnamską, co jest zapewne kolejnym ukłonem w stronę znanego filmu Coppolii, ale nie ma co czepiać.

Co jeszcze mi się podoba?

Od strony graficznej jest całkiem porządnie. Ale warto pochwalić dobór kolorów, czy budynków. Dubaj w “Spec Ops: The Line”, choć to w większości ruiny, jest na prawdę pięknym miastem.

Posumowanie, czyli nie ma róży bez kolców

Jednak nie zalecam zapłacenie pełnej ceny. Nawet tej już mocno zredukowanej po tych kilku latach. Warto odczekać na jakąś promocję. Z dwóch powodów: gra jest dość krótka, a tryb wieloosoby jest niegrywalny. Nawet jak udało mi się jakoś połączyć z jakimś serwerem, po kilku minutach albo byłem rozłączany, albo lagi uniemożliwiały mi kompletnie zabawę. Tak więc kupujecie ten tytuł jednie dla tych kilku godzin kampanii. Ale i tak warto.

Uwagi końcowe

Warto też grać od razu na wyższym poziomie trudności. Ten normalny jest nieco za prosty na dłuższą metę, a te parę sytuacji to niewielka cena. Niektórzy recenzenci utrzymują nawet, że problemy ze strzelaniem są tutaj zrobione naumyślnie, aby odbiorca mógł czuć narastającą frustrację głównego bohatera. Ja nie uważam tego za celowy pomysł.

Linki