Słowo na niedzielę #17

Dzisiaj pochylimy się nad jednym z najpoważniejszych problemów współczesnej teologii. Może i w kwestiach statystyk, społecznego postrzegania itp., to wciąż kwestia marginalna, ale ma tendencje wzrostowe. A próby rozwikłania tej zagadki prowadzą do zaprzeczenia idei większości religii. Istnienie ateistów jako dowód na nieistnienie boga.

Dość powszechnie odpowiedź na tą ważką kwestię jest zbywa przez odwoływanie się do wolnej woli. Z pozoru wydaje się to prawidłową odpowiedzią. Jednak jak się uważnie zastanowić, wolna wolna nie ma tutaj nic do gadania.

Mit wolnej woli

Posłużmy się analogią: oto proste równanie matematyczne: 2 + 2. Jak jest jego wynik? Pomijając kilkuletnie dzieci, starców z poważnymi objawami demencji, paru specyficznych ludzi oraz dowcipnisiów, którzy będą (nawet z sensem) dowodzić czegoś innego, większość nas, wpisze po znaku równości liczbę: 4.

Albowiem 2 + 2 = 4. Możemy policzyć na palcach, możemy zapytać rezolutnego sześciolatka, który z całą powagą nam potwierdzi, iż jest to prawidłowy wynik. Ale przecież masz wolną wolę! Możesz tam wpisać cokolwiek! Czemu nie 5, albo 3? Albo coś ujemnego? Albo ułamek? Bo prawidłowa odpowiedź jest tylko jedna i jesteśmy tego świadomi. Podanie innego wyniku będzie oszustwem, skłamaniem, zaprzeczeniem samemu sobie.

Tak dokładnie czują to niektórzy ateiści, kiedy analizują kwestie słuszności tej czy innej religii. Dla nich nie może być innej odpowiedzi. Innej niż stwierdzenie z całym przekonaniem ta idea jest niepoprawna.

Istota paradoksu

Dlaczego więc stwórcy z większości doktryn wyznaniowych tworzą takie jednostki? Wiara jest łaską uczą nas katolicy księża, choć sami zupełnie (w większości przypadków) nie respektując tej prostej prawdy. Dlaczego więc tworzeni są tacy ułomni ludzie? Co gorsza, to nie są jakieś śliniące się przygłupy. Zwykle to całkiem porządni ludzie, wykształceni, oczytani, lepiej zarabiają, mają wyższe poczucie etyki niż ci obdarzeni łaską wiary. Kwiat społeczeństwa, chciałoby się powiedzieć.

Dlaczego to rozwój wiedzy, rozpowszechnienie edukacji, czy swoboda rozumowania sprowadza ludzi do utraty niewidzialnych przyjaciół? Dlaczego to życie w ubóstwie, głodzie i nędzy sprzyja lokalnym świątyniom?

Potencjalne wyjaśnienia

Zwykliśmy postrzegać boga, jako wszechwiedzącą istotę, która pragnie być kochana przez wszystkie swoje dzieci, na których losy aktywnie wpływa. Jednak każde rozwiązanie paradoksu jakie przychodzi mi do głowy, zdaje się zadawać kłam przynajmniej jednemu z przymiotów Stwórcy, którymi tak szczodrze obdarowali go jego wyznawcy.

Można by powiedzieć, że ateizm to wkalkulowane straty. Tyle jest ludzi na Ziemi, że Bóg nie potrzebuje ich wszystkich. Niewierzący, niedorozwoje, martwe dzieci (zmarłe przed chrztem, czy naukami) itp., to odpadki w wiekowym procesie tworzenia wielkiego stada wiernych. Ale czy wszyscy nie mieliśmy być równie kochani?

Z innej strony: z jakiegoś powodu, grupą docelową naszego Boga, mają być jedynie ci łatwowierni. Marny marketing? Czy może to są dla niego najbardziej wartościowe jednostki? Bo np. nie będą myśleć za dużo i niepraworządnie? Ta perspektywa nie jest zbyt zachęcająca, jak nie świadczy za dobrze o Bogu.

A może faktycznie to kwestia niefrasobliwości Najwyższego? Milczy on. I robi to celowo. Zapomniał o nas? Nie potrafi docenić swojego dzieła (że jego dzieci nauczą się kwestionować nieparte dowodami twierdzenia)? A może to tylko konsekwencja jego zainteresowani jedynie tymi, którzy są skłonni mu służyć bez specjalnego przekonywani?

W obliczu czegoś takiego wali się większość systemów religijnych. A przynajmniej pojawiają się groźne pęknięcia na ich fundamentach. Lepsze to niż przyznać rację tym wszystkim bezbożnikom. Albo co gorsza:

Opcją, która osobiście najbardziej mi się podoba, to pojmowanie całej religii, jako swoistego testu. Uwierzyłeś? Bez dowodów? Nie potrzebuję naiwnych w moim planie – miałby Wszechmocny mówić na podsumowaniu naszego bogobojnego żywota. Niewypowiedziane przykazanie, zdawałoby się brzmieć: Nie po to ci dałem rozum, abyś go nie używał. Bo uznanie rozumowego dochodzenia do poznania świata nie jest czymś powinniśmy gardzić, lecz wręcz ubóstwiać.

Podsumowanie

Ludzie niewierzący istnieją naprawdę. Ich niewiara ma mocne racjonalne podstawy i nie jest kwestią wyboru. Nie są przez to ubożsi, nie czują, że czegoś im brakuje.

Odpowiedź na pytanie: dlaczego w ogóle tacy istnieją, uderza w utarte, przyjmowane za pewniki wierzenia. Nie wydaje mi się, że było zadowalające rozwiązanie omawianego problemu, gwarantujące całość naszego systemu wierzeń.

Linki

12 thoughts on “Słowo na niedzielę #17

  1. Odrzucenie szczepień to kwestia indywidualnego wyboru i odrzucenia racjonalnych dowodów. A także działanie destrukcyjne wobec reszty społeczeństwa. Gdyby ilość osób szczepionych spadła poniżej pewnego progu (nie pamiętam dokładnie, między 75 a 90%), bylibyśmy zagrożeni kolejną epidemią przykładowej ospy wietrznej.

    Racjonalne myślenie nigdy nie będzie szło w parze z religią, z religiami judeochrzescijanskimi w szczególności. Wedle ichniej świętej, natchnionej przez wszechwiedzącego i wszechpotężnego, rozum ludziom został sprezentowany, razem z umiejętnością rozróżniania dobra i zła, przez anioła o imieniu ‘niosący światło’, przebranego pod postacią węża. Za to ludzie zostali przegonieni z boskiego ogródka. To już zostało wyjaśnione w pierwszym rozdziale ichniej świętej księgi.

    Ludzie myślący mogą sami dojść do wniosku, że facet w kiecce, któremu trzeba składać dary (kiedyś w produktach spożywczych lub pracy, dziś w mamonie) jest zachłannym hipokrytą. Człowiek wolny od zakłamania, ze świeżym, krytycznym spojrzeniem może krzyknąć “król jest nagi”. Człowiek zakładany będzie brnąć w ułudę.

    Racjonalne myślenie zakłada, że można dyskutować z ustalonymi prawdami, podważać je i próbować zanegować. Tymczasem prawdy objawione w religii judeochrzescijanskiej są nafane przez wszechpotężną, nieomylną istotę i nadzorowane przez jej namiestników i służbę. Z tym się nie dyskutuje, trzeba przyjąć ze tak jest, bez dyskusji.

    Ciekawe na tym tle brzmią słowa Dalaj Lamy ”Jeśli nauka udowodni, że któreś z wierzeń Buddyzmu jest nieprawdziwe, Buddyzm będzie musiał się zmienić.”
    Jest jeszcze nadzieja.

    Like

  2. Z innej strony: z jakiegoś powodu, grupą docelową naszego Boga, mają być jedynie ci łatwowierni.

    A przypowieść o synu marnotrawnym zna, chociażby?

    Mit wolnej woli

    “10. Zasada Zachowania Wolnej Woli działa na samą siebie, uniemożliwiając udowodnienie jej istnienia (gdyż byłby to złamanie ZZWW). Jest natomiast falsyfikowalna, czyli można wskazać zjawiska których zaistnienie ją wykluczy, są to: udany dowód na istnienie Boga, całkowita eliminacja religii, zanik problemów naukowych lub pojawienie się w nauce trwałej tajemnicy. Wobec tego identyfikacji ZZWW dokonuje się tylko i wyłącznie dowodem pośrednim przez zaprzeczenie falsyfikacji.”
    😉

    Like

  3. @Ejdzej: chyba po raz kolejny wydzierasz mi kawałek tekstu i wstawisz jako własny komentarz, czemu ma to służyć? Pewnie te słowa ci się tak bardzo spodobały, że postawiłeś szczególnie je wyróżnić. Wtedy to nawet mogę się czuć zaszczycony 🙂

    @czarnobiaua: dzięki, za moment poprawię.

    @mt3o:

    Odrzucenie szczepień to kwestia indywidualnego wyboru i odrzucenia racjonalnych dowodów.

    Tak, ale jak to się ma do mojego tekstu?

    Racjonalne myślenie nigdy nie będzie szło w parze z religią (…)

    Tak, zgodzę się, zresztą to jest powód istnienia ateistów. Rozumiem, że chciałeś to jedynie podkreślić.

    Tymczasem prawdy objawione w religii judeochrzescijanskiej są nafane przez wszechpotężną, nieomylną istotę i nadzorowane przez jej namiestników i służbę. Z tym się nie dyskutuje, trzeba przyjąć ze tak jest, bez dyskusji.

    Tak, ale nie zgodzę się (rozumiem, że ironizowałeś, ale teraz ja pragnę szczególnie to uwypuklić). Jak najbardziej trzeba.

    Ciekawe na tym tle brzmią słowa Dalaj Lamy ”Jeśli nauka udowodni, że któreś z wierzeń Buddyzmu jest nieprawdziwe, Buddyzm będzie musiał się zmienić.”
    Jest jeszcze nadzieja.

    Że wszyscy wierzący kiedyś nawrócą się na buddyzm?:) A nie wiem. Ogólnie religie wschodu są zupełnie różne od tych “zachodnich”. To bardziej filozofie, czego się zresztą nie wstydzą, dlatego pewnie jeszcze długo pożyją. Wiele osób, choć buddystami nie zechce być, zapewne przyjmie jakieś tam jego fragmenty.

    @takieGadanie:

    Z tobą, to jest nieco gorzej, bo odniosłem wrażenie, że nie zrozumiałeś tekstu. Sugerujesz, że ateiści się kiedyś nawrócą. Ale niby czemu mieliby? Przecież mało co ulegnie zmianie. Co najwyżej może ich spotkać straszne nieszczęście, dopaść choroba psychiczna, albo chociaż poważne załamanie nerwowe. No fajnie, złamaliście trzeźwo myślącą jednostkę. To może od razu stawiać pod ścianę i krzyczeć: “kto się nie nawróci, to zostanie zastrzelony!”? Brawo, teologia miłości, zrozumienia i poszanowania.

    Mit wolnej woli

    Dlatego właśnie myślę, że nie przeczytałeś tekstu ze zrozumieniem. Ten tytuł tego paragrafu odnosi się do twierdzenia, że ateizm, jest świadomym aktem wyboru. Że ktoś wstał sobie rano i stwierdził, to dziś będę nie wierzył. Bo tak. Zwykle tak nie jest.
    W każdym razie, tekst nie dowodzi, że ma wolnej woli w ogóle. A jeśli już chcemy o tym rozmawiać (ale nie będziemy, offtopy są be), to są pewne prace z neurologii, które podważają istnienie jej – niestety z lenistwa linkiem nie rzucę.

    Wobec tego identyfikacji ZZWW dokonuje się tylko i wyłącznie dowodem pośrednim przez zaprzeczenie falsyfikacji.”

    Zbyt złożone pojęcie, by można było go rozważać w kategoriach “jest/nie ma”.

    Like

  4. @Ejdzej: sorry, dalej cię nie rozumiem, może to przez brak snu od kilku dni:)

    (…)

    Poprawka:
    Właśnie zauważyłem, że zmieniłeś jedno słowo z mojego oryginalnego tekstu w tym, co brałem za cytat.
    Po pierwsze: nie, ich postawa nie jest racjonalna, jest oparta na głupocie. A ściślej rzecz ujmując, na wierzeniach w pewne teorie spiskowe. Nie ma to wiele wspólnego z racjonalizmem.

    Po drugie: @Ejdziej: I tylko na tyle cię stać? Na przekręcenie jednego zdania?

    Tak… Teraz rozumiem, czemu Mt3o uderzał w te szczepienia.

    @Mt3o: Dzięki za pomoc i wybacz niewdzięczność 😛

    Like

  5. Ja się tłummaczę lenistwem ogólbym i pourlopowym, ale oczywiście są dopuszczalne mniej pochlebne interpretacje, które niezbyt mi doskwierają. Wydawało mi się że intencja stojąca za przekręcaniem jest jasna i prosta, ale mogło mi się tylko tak wydawać, a skoro nie jest to szkoda temu poświęcać choćby jeszcze jednego słowa. Mam tylko nadzieję, że nie poczytujesz sobie za osobisty afront jeśli ktoś poświęca mniej słów na komentarz, tak jak Ten Którego Imienia Boję Się Wymawiać (bo najwyraźniej wtedy go świerzb bierze) 😉 Pozdrawiam!

    Like

  6. Z tobą, to jest nieco gorzej, bo odniosłem wrażenie, że nie zrozumiałeś tekstu. Sugerujesz, że ateiści się kiedyś nawrócą.

    Nie. Ja tylko odniosłem się do “łatwowiernych” jako grupie docelowej Boga. Może za bardzo czepiam się słówek. Ale targetem są przede wszystkim ci trochę trudniej-wierni. A im trudniej tym lepiej, bo potem jest większa impreza
    “Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. ”
    Stawianie pod ścianą jakoś mi nie pasuje do “trudniej”.

    Dlatego właśnie myślę, że nie przeczytałeś tekstu ze zrozumieniem.

    Całkiem możliwe. Od początku wpis wydawał mi się dość eklektyczny 😉
    Ale trochę mój komentarz się łączy. Z reguły nikt nie wstaje sobie rano i stwierdza, to dziś będę nie wierzył. Jasne. Za tym stoją jakieś powody, które m.in. sprowadzają się do “problem z udanym dowodem na istnienie Boga” (“z całkowitą eliminacją religii” z drugiej mańki) – tu na przeszkodzie stoi wolna wola, to przeszkoda metafizyczna… ale zawsze można wybrać sobie inną metafizykę niż “metafizyka Przewodasa”.

    Like

  7. @Ejdzej: lipną analogią po prostu rzuciłeś. A Torera się nie bój, to tylko pozer.

    @takieGadanie: tutaj łatwo wierni to po prostu wierzący. Trzeba było jakiś synonim wymyślić. Ale nawet jeśli by to rozważać, to wydaje mi się, że oparcie całego tego wywodu na na jednej przypowieści, to za mało. Jest sporo innych fragmentów Biblii, które raczej powyższemu zaprzeczają. No i w zasadzie co chcesz udowodnić? Jak to się ma do głównej tezy: “Istnienie ateistów jako dowód na nieistnienie boga”.

    Całkiem możliwe. Od początku wpis wydawał mi się dość eklektyczny 😉

    Nazywasz tekst na jeden, konkretny temat “eklektycznym”? Aż sprawdziłem znaczenie tego słowa. Nie zmieniło się ono.

    Za tym stoją jakieś powody, które m.in. sprowadzają się do “problem z udanym dowodem na istnienie Boga”

    Nie zgodzę się, aby “dowód na istnienie Boga” miał zaprzeczyć wolnej woli. Tak mogą twierdzić jedynie słabi teolodzy. I to tacy, którzy nie znają własnego wyznania. A takimi nie jesteśmy 😛
    Przykro mi: jest inna przyczyna milczenia Boga.

    Like

  8. tutaj łatwo wierni to po prostu wierzący. Trzeba było jakiś synonim wymyślić.

    OK. Mi taki synonim nie do końca pasuje, co chciałem zaznaczyć… ale OK.

    No i w zasadzie co chcesz udowodnić? Jak to się ma do głównej tezy: “Istnienie ateistów jako dowód na nieistnienie boga”.

    Nie-za-bardzo się ma. Jak pisałem, tylko takie tam moje czepianie się słówek było.

    Ale nawet jeśli by to rozważać, to wydaje mi się, że oparcie całego tego wywodu na na jednej przypowieści, to za mało. Jest sporo innych fragmentów Biblii, które raczej powyższemu zaprzeczają.

    Masz na myśli to, żeby “być jak dzieci” i takie tam? Fakt, takie rzeczy też tam są, ale to tylko pozorny paradoks… jak w tym powiedzeniu, że “nie wymyślono niczego gorszego od pijaństwa i niczego lepszego niż alkohol” 🙂

    Nazywasz tekst na jeden, konkretny temat “eklektycznym”? Aż sprawdziłem znaczenie tego słowa. Nie zmieniło się ono.

    Ale wydał się eklektyczny. Musiałem przeczytać tekst kilka razy, żeby stwierdzić, że jest na jeden konkretny temat i o co cho Tobie z tym istnieniem ateistów. Może kwestia takiej a nie innej organizacji akapitów albo mojego przemęczenia…

    Przykro mi: jest inna przyczyna milczenia Boga.

    Bo istnieją ateiści? 😉

    Like

  9. Jak to się ma do głównej tezy: “Istnienie ateistów jako dowód na nieistnienie boga”.

    Nie-za-bardzo się ma.

    Przynajmniej jesteś szczery 🙂

    Musiałem przeczytać tekst kilka razy, żeby stwierdzić, że jest na jeden konkretny temat i o co cho Tobie z tym istnieniem ateistów. Może kwestia takiej a nie innej organizacji akapitów albo mojego przemęczenia…

    No raczej przemęczenia. Zaczyna się od tematu, a kończy podsumowaniem całości.

    Bo istnieją ateiści? 😉

    Nie 🙂

    Like

Comments are closed.