Deus Ex: Human Revolution

Nowy Deus Ex zachwycił mnie swoimi trailerami. Przedstawiały one cyborga samotnie szturmującego jakąś silnie strzeżoną fabrykę, podczas gdy za jej murami na ulicach zmagały się tłumy protestujących z policją. Nowy Deus Ex miał być powrotem do cyberpunku. Niedalekiej przyszłości, gdzie korporacje mają więcej władzy niż państwa oraz czasów kiedy technologia pozwala scalać ciało i maszynę.

A miało być neutralnie

To ostatnie miało być właśnie główną osią całej fabuły. Ludzkie ulepszenia oraz związane z nimi kontrowersje. W świecie gry obserwujemy jednak społeczeństwo, które już zmiany zaakceptowało i wręcz włączyło je do normalności. Ulepszone dyscypliny sportowe, wydajniejsi robotnicy czy nawet specyficzne fantazje erotyczne. Przy tym wszystkim, organizacje i jednostki sprzeciwiające się modyfikacjom prezentują się niczym jakaś banda zagubionych krzykaczy.

Niby postęp ma swoją cenę. Niby ma swoją mroczną stronę, ale gra jakoś się na ten temat nie rozwodzi. Wspomina się o konieczności stosowania niezwykle drogiego środka zapobiegającego odrzuceniu wczepów, albo o kradzieżach tychże, ale wszystko jest jakieś pomijalne, rozgrywa się w tle.

A styl gry miał być do wyboru

Ta gra była również sprzedawana jako dająca wybór prowadzenia rozgrywki. Czy staniemy się przyczajonym hakerem, czy też może zmieniamy naszego bohatera w mały czołg na dwóch nogach. Mogę od razu napisać, że premiuje się tu pierwsze podejście, tzw. na ducha. I pod względem fabularnym i punktowym.

I tu wspomnieć należy o trzech walkach z bosami. Które polegają na ostrzelaniu owych. Gry nie interesuje, że zupełnie nie rozwijałeś umiejętności bitewnych (po co one kolesiowi, który działa w cieniu?!). Nie i już.

Inne minusy

Do innych małych bolączek należy zaliczyć: renderowane filmiki, które są nieco ciemniejsze niż wszystko inne. Parę błędów tu i ówdzie (i ten jeden, przez którego nie dostałem osiągnięcia “Pacyfista”). Słaby (fabularnie) ostatni rozdział.

Podsumowując

Że niby nowy “Deus Ex” to słaba gra? Nie, grało mi się całkiem przyjemnie. Musiałem nieco otrząsnąć się z zapowiedzi reklamowych i zmienić podejście (dzięki Garret!), ale podobała mi się.

Jest w tym nieco zasługa przepięknie zaprojektowanych miejscówek. Nawiązań do sztuki renesansu i znakomitej muzyki. Znamienną jest też możliwość rozwiązania problemu na kilka sposobów, zależnie od posiadanych przez naszego bohatera umiejętności.

Krótko: polecam. Mimo wszystkich wad, warto rzucić okiem. Tym bardziej, że dostać tą grę można za grosze, a od czasu do czasu jest też przecenianą.

DLC: Brakujące ogniwo

Osobna gra, dodatek (DLC) fabularny, który zupełnie nie wpływa na rozgrywkę w podstawce. To jedyny z trzech, jaki polecam z czystym sercem (dwa pozostałe psują nieco zabawę).

Polecam, nawet pomimo tego, że ktoś ewidentnie źle zaprojektował zadania główne (trzeba się przejść po tej samej, dość długiej ścieżce po kilka razy).

Warto też dla ostatniej walki, którą o dziwo, da się ukończyć bez wychylania się z ukrycia. Tak to powinno być zrobione w podstawce!

Wersja reżyserska

Od jakiegoś czasu zapowiada jest tzw. wersja reżyserska gry. Niby chodzi o port na konsolę Wii U, ale też pojawiają się głosy o wydaniu DLC dla graczy PC-owych. A zapowiedzi są bardzo interesujące, bo twórcy zapowiedzieli np. przepisanie tych nieszczęsnych walk z bosami. Jeśli ten dodatek kiedykolwiek się pokaże, będzie to znakomity powód do powrotu do nieco już zapomnianego hitu roku 2011.

Linki

6 thoughts on “Deus Ex: Human Revolution

  1. Niby postęp ma swoją cenę. Niby ma swoją mroczną stronę, ale gra jakoś się na ten temat nie rozwodzi.

    Przecież ten temat jest cały czas tłem dla wydarzeń z gry. Zamieszki przeciwko augsom, niechęć pewnej liczby NPCów… Z drugiej strony, gangi zabijające ludzi i kradnące augmentacje. A w końcu wycofanie się twórcy augmentacji i próba zniszczenia augsów.

    Warto też dla ostatniej walki, którą o dziwo, da się ukończyć bez wychylania się z ukrycia. Tak to powinno być zrobione w podstawce!

    Są jakieś etapy (poza bossami) których się nie da przejść w skradany sposób? Z tym bossem z DLC – udało mi się nie walczyć, jakoś to samo przyszło, że go ominąłem.

    Z pierwszym bossem miałem spory problem. Aż w końcu zacząłem go traktować ładunkami wybucowymi – po chyba 4 czy 6 padał.

    Kapitalna gra.

    Like

  2. Oja, a mi się missing link znudził tuż przed ostatnią walką…

    🙂 Przecież to ostatnia walka, już mogłeś przecierpieć:)

    Przecież ten temat jest cały czas tłem dla wydarzeń z gry

    No właśnie: tłem. W dodatku łatwo pomijalnym.

    Są jakieś etapy (poza bossami) których się nie da przejść w skradany sposób?

    Przecież o walkach z bossami tam pisałem.

    Z tym bossem z DLC – udało mi się nie walczyć, jakoś to samo przyszło, że go ominąłem.

    To jakoś dziwnie grałeś, bo trzeba było położyć jego i całą jego świtę. Dopiero jak się z nimi wszystkimi uporasz, to gra przejdzie dalej.

    Z pierwszym bossem miałem spory problem. Aż w końcu zacząłem go traktować ładunkami wybucowymi – po chyba 4 czy 6 padał.

    Granaty na niego dobrze działają.

    Zdobywasz pistolet na początku, trzymasz go do końca.

    To nie do końca była ta sama broń, modyfikacje potrafiły zmienić rewolwer, w małą armatę:)

    Like

  3. A co nie jest pomijalne? Połowa dialogów jest o tym,

    Połowa dialogów, to jest związana ściśle z zadaniami. A nawet w tym co zostaje, bardzo niewiele jest o wadach ulepszeń.

    Like

Comments are closed.