Petter Watts – Rozgwiazda

Jeśli czujesz się zbyt szczęśliwy w życiu, oto i twoja porcja depresji. Zaprawiona nieco biologią, z dodatkiem bardzo organicznej chemii. Podawana z rozważaniami filozoficznymi. Innymi słowy: kawał dobrego SF.

Przyznam bez bicia: pierwsze zdanie mojego tekstu jest podłym plagiatem słów Jamesa Nicolla, które uszczknąłem ze strony autora omawianego dziś dzieła. Zresztą, o mroku ukrytym w jego powieściach już wspominałem. Nie jest aż tak źle, aby biec do łazienki po żyletki, ale trudno o radosną atmosferę na dnie oceanu.

Miejsce akcji

Tak, większość akcji rozgrywa się właśnie tam: trzy kilometry pod powierzchnią wody. Juan de Fuca. W miejscu gdzie lodowate zimno spotyka się z gorącem prosto z wnętrza Ziemi. Idealne warunki do postawienia elektrowni. No cóż, ktoś jednak musi tego doglądać. W tej całej sielance, wytrzymać psychicznie mogą tylko specyficzne jednostki.

Bohaterowie

Wbrew niektórym opisom, które można znaleźć na Sieci, nie są oni szaleńcami, o ile pominąć, że traktowanie tych warunków za fantastyczne, jest szaleństwa pewnym przejawem. Cała idea jest dobrze wyjaśniona w powieści i stanowi część fabuły, więc nie będę tutaj się zbytnio rozwodzić.

Wspólna tematyka

W miarę brnięcia dalej w opis losów rifterów (owych szaleńców, przystosowanych do życia pod wodą, pomimo ciśnienia i temperatury), zauważamy pewne motywy, jakie autor rozwinął później w “Ślepowidzeniu“. Ot na przykład: pomysł ze zmianą traktowania osobowości wielorakich, który można wyłuskać sobie z tła. Albo ten przyczółek do rozważań nad problematyką samoświadomości.

To ma być trylogia

W pewnym momencie jednak akcja się ucina. Na przedniej okładce nigdzie tego nie napisali, ale “Rozgwiazda” to część pierwsza trylogii o, a jakże; rifterach. W Polsce jest dostępna jedynie tylko ta jedna. A skoro już mowa o naszej Ojczyźnie. Pan Watts bardzo ceni się wkład polskich czytelników. Według niego polskie wydanie [“Ślepowidzenia”] jakby zdjęło jakąś klątwę o szerokim zasięgu.

Podsumowanie

Zapytano mnie, co jest lepsze: “Rozgwiazda” czy “Ślepowidzenie”? Odparłem niemal bez namysłu, że to drugie. Może to kwestia wprawy autora (“Rozgwiazda” powstała wcześniej, wydano ją jedyni później). Co nie znaczy, że omawiana powieść jest jakaś zła, czy wybrakowana. Uważam, że warto po nią sięgnąć. Ja sam nie żałuje wydanych na nią pieniędzy.

Polecam ją jednak tym, których nie przerazi nagły potok pojęć, jakie naprawdę nieczęsto wychodzą z laboratoriów, albo auli, gdzie wykładowca przemawia do jedynie garstki studentów.

Ostatecznie nie często mamy okazję przenieść się pod powierzchnię wody, gdzie ubrani w syntetyczną skórę, z jednym płucem zastąpionym przez wczep odzyskujący tlen, rozważamy przeróżne kwestie. Jak choćby wizję unicestwienia całego znanego nam życia.

Linki

One thought on “Petter Watts – Rozgwiazda

Comments are closed.