Jean Raspail – Sire

Jest to jedna z tych książek, przy których nie mogę się nadziwić, że ktoś to wydaje, a ktoś inny czyta. I to jeszcze, że ma to miejsce za granicą, w obcym kraju. Uprzedzając głupie domniemania co poniektórych bardziej obeznanych czytelników, nie chodzi o przekonania autora, a książkę samą w sobie.

Zacznijmy od zdefiniowania gatunku: marny toto kryminał. Nie posiada praktycznie zadatków na książkę akcji. Na powieść historyczną też się nie nadaje. Najbliżej jej do bardzo lekkiego fantasy. Podsumowując: to jakby taka quasi współczesna baśń. W dodatku słaba.

Zanim zajrzałem na notę biograficzną pana Jeana Raspaila byłem przekonany, że oto mam przed sobą spisane narzekania starca, za którego młodych czasów wcale nie było lepiej. Dlatego sięga on do dziejów sprzed swojego narodzenia, epoki, kiedy Francją (autor jest tej narodowości) władali królowie, ponieważ za wszelakie zepsucie mają być winni współcześnie rządzący. Teraz jednak wiem, że “Sire” jest po prostu manifestem zwolennika monarchii.

Ale to nie jest grzech tej publikacji. Jest nim coś znacznie poważniejszego (o ile uznamy fakt bycia monarchistą za coś złego). Otóż czytelnik, jak i każdy rozsądny człowiek oczekuje od podobnej twórczości, iż będzie zawierać jakieś argumenty za opisywaną ideą. Coś, czym autor zachęca do wgłębienia się w temat, czy nawet wyrażenia poparcia.

Tutaj nic takiego nie ma. Jedynym argumentem wyższości króla nad wybieranym w wyborach urzędnikiem jest tu ten najgorszy z możliwych. Ten, który zbyć można śmiechem, ten świadczący o poważnych brakach wypowiadającego w wiedzy historycznej, lub po prostu o jego dewocji.

Dodatkowo mamy tu śmieszne jasny podział na dobro i zło. Po jednej stronie wzory cnót, po drugiej bezmyślne draby, który cały sens swojego życia poświęcają w niszczenie ostatnich przejawów bieda-kultu martwych monarchów, jakby nie było nic innego ważniejszego na świecie, czy choćby w owej Francji. O pseudo teoriach spiskowych, czy tej magii jaka tu i ówdzie się pojawia, nawet nie wspomnę. Żeby tego było mało, na końcu sami główni bohaterowie, mają chwilę na refleksje na temat bezsensowności swoich poczynań.

Krótko pisząc: szczerze odradzam tę pozycję. Zupełnie nie ma w niej nic godnego polecenia. Strata czasu.

Linki

PS. Panie Jean Raspail: bliźnięta jedno jajowe są tej samej płci.

2 thoughts on “Jean Raspail – Sire

  1. Czytałem. To taka staromodna romanca – próba wskrzeszenia baśni właśnie, o szlachetnych rycerzach i rycerskich książętach. I jasny podział na dobro i zło nie jest aż taki śmieszny. Taka konwencja, że nie pisze się tylko o szybkich kobietach i pięknych samochodach. Tego typu utwory mają swoje miejsce w kulturze.
    I tak potraktowana książka w miarę się broni. “W miarę”, bo faktycznie Raspailowi dużo lepiej (na poziomie czysto literackim również) idzie opisywanie i interpretacja faktów historycznych niż wymyślanie beletrystyki (vide “Pierścień Rybaka” gdzie mamy dwa plany: historyczny i współczesny-fikcyjny).

    Poczynania bohaterów może i są bezsensowne i bez cienia szansy powodzenia… ale “w imię zasad…”. No i czyż potrzeba więcej argumentów?

    Like

  2. @takieGadanie:

    Dla przykładu: kiedy wiedźmin Gerald wyruszył na koniec świata w pozbawionej sensu odsieczy Ciri, swojej przyszywanej córki, to jakoś Sapkowski umiał mnie przekonać, że on tak musi zrobić. Tutaj, nawet jeśli niby wiem o co im chodzi, to i znam zasadę “w imię zasad”, to nie czuję tego. Autor zupełnie mnie nie przekonał. Ja postrzegam tą całą zgraję jak – wspomnianych starów dziadów – którzy tęsknią do dawnych minionych czasów, w których coś po prostu znaczyli.

    Co do konwencji baśni, to powiem jedynie, że mu się nie udało. A ten jasny podział na dobro i zło jest po prostu obraźliwy dla dojrzałego człowieka. Ba, nawet dziecku bym odradzał podobne pozycje. Ale to ja. Nawiasem, czy aby pan Brown autor bardzo poczytnych powieści o dość podobnych zagadnieniach, ma zdaje się podobny styl dywersyfikacji bohaterów?

    “Pierścienia (…)” nie czytałem. Inną książką jaką znam tego autora to jedynie “Obóz świętych” (ciągle zastanawiam się, czy też to opisywać – porusza ona dość modny temat obecnie). Wspomnę jedynie, że jakoś lepiej wspominam tamtą pozycję.

    Like

Comments are closed.