Jak drzewiej dbano o frekwencje na mszy

Podczas gdy część naszych przedstawicieli, w ramach kampanii wyborczej, wyciera sobie sobie gęby kanonizacją Karola Wojtyły, a większość ponownie wykazuje się nieznajomością najważniejszej ustawy w Państwie, zobaczyłem światełko w ciemności.

Zapaliło się ono gdy trafiłem na krótki filmik Co groziło w dawnej Polsce za nieobecność na mszy? Zobacz, jak władze kościelne radziły sobie z problemem “niewiernych wiernych”.

Albowiem zawsze sądziłem, że to ciemnota, zabobon i ogólnie fatalne perspektywy na przyszłość, powszechne dawniej, zaganiały ludzi na msze. A tu się okazuje, że co tygodniowa wizyta w lokalnym kościółku była obowiązkiem. W dodatku obowiązkiem, za którego niedopełnienie karano. Coś jak, w dniu dzisiejszym w szkołach (przynajmniej ja się z tym spotkałem).

To pocieszające, że ludzie chowani w religii od dziecka, znajdywali w sobie nieco chęci do wyłamania się z tego zaklętego kręgu. Nawet jeśli motywacją do tego było jedynie lenistwo, czy odraza do rozpolitycznienia Kościoła (to również nie straciło na ważności).