Tymczasem w Indiach

Trwa nie ogłoszony konkurs pt. “Pokażmy głupotę wiary”. U nas, reprezentacja katolików złożona z pracowników i kandydatów na pracowników służby zdrowia, dała niedawno swój popis pod Jasną Górą. Tymczasem zerknijmy na Indie, gdzie medytuje lider grupy Divya Jyoti Jagrati Sansthan.

Jego Świątobliwość Shri Ashutosh Maharaj od 29 stycznia 2014 roku przebywa w stanie głębokiej medytacji. Tak uważają jego wyznawcy. Zapytani lekarze są jednak dość konkretni: guru zmarł 29 stycznia.

Najbardziej jednak przypadł mi do gustu poniższy fragment (podkreślenie moje):

Członkowie sekty przez pięć dni czekali aż mistrz otworzy oczy. Nie otworzył. Gdy ciało guru zrobiła się szare i pojawiły się pierwsze ślady rozkładu, wyznawcy zamknęli je w zamrażarce. Jak tłumaczyli, chcieli odwzorować warunki himalajskie.

Historia jest oczywiście bardziej skomplikowana: orzeczenie śmierci, sprawia, że majątek (spory) medytującego przejdzie do jego rodziny, stąd zapewne ta cała heca. Widać dość skuteczna jeśli:

(…) później Sąd Najwyższy na wniosek wyznawców oddalił [stwierdzający śmierć] raport policyjny. Uznał, że to sprawa duchowa i nie może zmusić wyznawców, aby uwierzyli, że ich guru nie żyje.

Podejrzewam, że na odpowiedź naszych nie trzeba będzie długo czekać. A i teraz jury mają trudności z porównaniem tych dwóch wygłupów. Wszak indyjski chociaż bardziej spektakularny, to jednak podszyty jest zwykłą przyziemną pazernością, czego raczej nie da się zarzucić polskiej ekipie. Będziemy państwa informować o dalszym przebiegu konkursu.

Źródło: Wielki spór o guru zamkniętego w zamrażarce. Umarł czy tylko medytuje?

Więcej: Śmierć i medytacja warte miliony (dziękuje Questowi za link)

100 MB transferu za free

Ktoś referuje na 100 MB darmowego internetu (Orange) na 24h?

Sam nie potrzebuję więc, niech bierze kto pierwszy. Ale żeby nie było za łatwo: zakodowałem ten kod przy użyciu algorytmu, jakiego też trzeba użyć, aby to odczarować (tip: kończy się jak i mój nick).

Proszę: 9WUDMANKCE. Po zdekodowaniu trzeba to wysłać SMS-em na numer 80408. Szczegóły.

To nie jest: reklama batonu Lion (skąd ten kod pochodzi), ani Orange, ani niczego innego. W dodatku: używasz na własną odpowiedzialność.

Jeśli skorzystasz, daj znać – ostrzeż resztę, że się spóźniła.

Czy religia pośród władców dała coś godnego uwagi?

Jest piękna niedziela, a od dawna nie było sławetnego wyzwania Sigvatra. Pytanie na dziś to: Wymień pomysł, przyjęty przez władze, wyłączenie z pobudek religijnych, który miał pozytywny (i uwaga: zgodny z przeznaczeniem) wynik.

Łatwo wskazać oficjalne pomysły wyznaniowe, które nie skończyły się za dobrze. Cała prawie historia średniowiecza jest nimi usłana. Ale szperając w pamięci nie umiem wskazać konkretnego zupełnie przeciwnego przykładu.

Oczywiście nie interesują mnie świeckie pomysły, które jakaś instytucja religijna popiera (np. politykę rozpowszechnienia środków antykoncepcyjnych w Tajlandii, i wsparcie mnichów buddyjskich).

Nie trzeba trzymać się Kościoła Rzymsko Katolickiego, czy czasów współczesnych. Cały świat i cała historia do wyboru.

Do tych którzy, nie wiedzieć czemu, doszukiwać się tu będą prowokacji: nie ma. Masz szansę się wykazać.

Inni o religii #10

– God talks to him?

– It’s not psychosis, he’s just religious.(…)

– No, you talk to God, you’re religious. God talks to you, you’re psychotic.

Tłumaczenie moje, raczej wierne niż piękne, ale się nada.

– Bóg mówi do niego?

– Nie ma psychozy, po prostu jest religijny.(…)

– Nie, ty rozmawiasz z Bogiem, jesteś religijny. Bóg mówi do ciebie, masz psychozę.

Nic nie jest oryginalnego w tych słowach, to wszak oczywisty wniosek, nawet pośród ludzi wierzących na prawdę (choć oni głośno tego zwykle nie przyznają). Zamieściłem, aby nieco dowartościować jego źródło. Swoją drogą pełne podobnych perełek.

Jest nim serial “House MD” odcinek 19 drugiego sezonu, pt. “House vs. God”. Nie oglądałem go dotychczas, pomimo jego sporej popularności swego czasu. Ale ostatnio ten właśnie epizod został mi polecony: House ma bardziej racjonalne halucynacje niż niejeden człowiek jawę.

Przyznam, że spodobało mi się. A podobno to nie jedyna taka potyczka, a i porwania przez kosmitów też House uleczył. Może się kiedyś skuszę. Tylko te dziewięć sezonów…

Dead Space (2008)

Krótko o “Dead Space”. Gra dostępna jest za darmo, o ile konieczność instalacji spywaru od EA, nie uważamy za wydatek. Tylko trzeba się nieco pospieszyć, bo podobno ten prezent rozdają jedynie do 8 maja.

Fabuła jest względnie prosta: statek, który nie daje znaku życia, ekipa naprawcza, która ma mu pomóc… A na pokładzie okazuje się, że grasuje tu mordercza obca rasa.

Ów obcy, to nie tacy całkiem obcy, bliżej im raczej do zombi, czy innych demonów. Ale to szczegół fabuły. Do smaku dodano nam też szaleństwo, jakiego mają doświadczać wszyscy wystawieni na działanie …czegoś i parę motywów pod tytułem zła organizacja, co nie przejmuje się jednostkami. Na to i tak się w sumie nie zwraca uwagi podczas gry.

My wcielamy się w skórę Isaaca Clarke’a. Podobno jest on inżynierem, choć w czasie gry będzie raczej czymś na rodzaj chłopca na posyłki. A naprawa polega głównie na dostarczaniu źródła mocy. Wzorem zbyt wielu innych gier jest on bohaterem niemym. Jedynie prowadzi dziennik (ale i tak się do niego w zasadzie nie zagląda).

Jest to horror. Niestety najczęściej jest to realizowane przez zaskoczenie. W dodatku po chwili zaczynamy rozumieć zamysł twórców i zwyczajnie przewidywać te zaskakujące momenty. Zapis jest możliwy w specjalnych miejscach, ale mimo wszystko i tak jest dość prosto na normalnym poziomie trudności. Prędzej wczytacie grę z powodu zużycia zbyt wielu zasobów niż zostaniecie do tego zmuszeni przez śmierć.

Ograniczona amunicja, czy apteczki to całkiem spory plus tej produkcji, nawet jeśli bardzo łatwo jest być oszczędnym. Tutaj można też wspomnieć o całkowitym przeniesieniu elementów GUI na, lub dookoła bohatera. Na przykład: pasek zdrowia na plecach kombinezonu. Nawet samouczki są hologramami wyświetlanymi bezpośrednio samemu Clarkowi.

Wielkim hasłem reklamowym był całe to gore, które wepchnięto tutaj i scalono z mechaniką (część broni ma być zwykłymi narzędziami). Standardowe strzelanie w głowę naszych przeciwników niewiele daje. Należy pozbawiać ich kończyn. Czemu akurat kończyn? Nie wiem. Ale ważne, że działa. Wydało mi się to tak jakoś wszystko naciągane w tym jednym, acz ważnym aspekcie.

Tytułem podsumowania: grało mi się jednak mimo wszystko dobrze. Nie na tyle dobrze, by zagrać jeszcze raz, czy próbować mierzyć się z wyższym poziom trudności, ale jednak. W wersji na PC nie ma wsparcia dla osiągnięć, a kilka wydało się na tyle ciekawych, że może bym się skusił. Szkoda.

Innymi słowy: warta swojej ceny (do 8 maja). Oczywiście kilka rzeczy należy temu tytułowi wybaczyć. W końcu ma już 6 lat.

Linki