Dan Brown – Zaginiony Symbol

Wiedziałem czego się spodziewać. Tak mi się wydawało. Pomyślałem sobie: takie tam bajeczki o religiach, teoriach spiskowych i podobnych pierdołach. Będzie spoko; odsapnąć nieco od rzeczywistości, może pośmiać się z naiwności autora. Ale nie ma tak dobrze: to pan Brown się śmieje ostatni.

Co ja sobie myślałem

Jestem w stanie przełknąć jego beztroskie podejście do prawdziwości informacji związanych ze sztuką, architekturą i historią. Tak samo zresztą jak z jego pojmowaniem technologii. Wszystkie te, jakże charakterystyczne, elementy twórczości pan Browna są obecne w “Zaginionym symbolu”. Nie pochwalam tych wszystkich …uproszczeń i nagięć, ale jestem w stanie uznać gatunek tej publikacji, za bardzo specyficzne, acz kiepskie, fantasy.

Co Dan Brown myślał

Jednak w “Zaginionym symbolu”, autor postanowił pobawić się na polu Nauki. Co w tym złego? Ano, bo wziął się za najsłabiej przeprowadzone, żeby nie napisać: sfałszowane, badania oraz najmniej potwierdzone hipotezy jakie tylko mógł wyszperać na tych dziwnych stronach gdzie są one zaprezentowane. Tuż obok autentycznych zdjęć duchów, filmów z sekcji kosmitów i protokołach posiedzeń Reptylian. A chodzi o: tzw. alternatywną noetykę.

Noetyka

Ta książka jest w zasadzie wielkim manifestem tej pseudonauki. Podobno Instytut Nauk Noetycznych aktywnie wspierał wydanie. Jeśli tak, udało im się mnie przekonać, że nie jest to nic innego, jak jedynie bezcelowa pogoń za niczym.

Tutaj może krótkie wyjaśnienie: prawdziwa noetyka to nurt w filozofii. Nie ma w noetyce nic zdrożnego, tym bardziej, że jest niemal najbardziej stereotypowy obszar zainteresowań filozofów.

Jednak nazwę noetyka stara się przejąć pewien mariaż nauk przyrodniczych, mistyki i religii. W skrócie zajmuje się toto szeroko pojętą parapsychologią. Żeby nie szukać daleko, kilka wziętych z omawianej twierdzeń: myśli mają masę, emocją możesz wpływać na zamarzającą wodę, starożytni posiadali jakąś wielką mądrość, czego udziałem może być ich biegła znajomość fizyki kwantowej, o czym świadczą dawne teksty mistyczne.

Przemilczmy pewne kwestie

No dobrze, ja mam swojego bzika. Ale czy ktoś, kto tam na tych skomplikowanych naukowych rzeczach się nie zna, albo podchodzi do nich z dystansem, będzie mógł się bawić dobrze przy tym czytadle?

Tak. Ale tylko wtedy jeśli chce mu się znowu czytać “Kod Leonarda”, czy “Anioły i demony”. Tyle, że nieco zmienione oczywiście, bo akcja dzieje się na terenie Waszyngtonu. Tematem przewodnim jest tutaj stolica USA, masoni i ich rzekome tajemnice (Katolicy mogą odetchnąć). Jest skrzywiony sadysta, który zabija w imię jakiś dziwnych idei. I jest profesor Langdon, który znowu musi igrać z lokalnymi siłami porządkowymi. Kluczem rzecz jasna jest rozwiązywanie zagadek ukrytych pośród dzieł sztuki i zabytków. Słowem klasyczny Brown. I nic więcej.

Linki