Tadeusz Niwiński – Bóg Einsteina

Jeśli mam wyłożyć sprawę krótko: publikacji tej unikać. Tadeusz Niwiński próbuje forsować swoją prywatną religię. Nie to jednak jest powód dla którego ją odradzam. Użyta przez autora argumentacja jest pełna gaf: wybór źródeł, zaniedbania, dziecinne uproszenia i błędy logiczne. W dodatku całość jest jakby wstępem do, wieńczącej to dziełko, ulotki tzw. klubów TeTa. Naprawdę nie warto.

Więc was nie przekonałem? Czy też może chcecie dowiedzieć się coś więcej? Proszę bardzo. Oto krótki streszczenie “Boga Einsteina”.

Zacznij od trzęsienia ziemi

Po wstępie, gdzie przedstawiona jest wiara i jej znaczenie w życiu, czy w społeczeństwie, pisarz kardynalnie stwierdza, że Bóg istnienie. Bo tak. Pana Niwińskiego rozpiera w tym momencie zapewne duma, iż właśnie definitywnie zakończył spór jaki istnieje chyba od momentu kiedy człowiek zyskał na tyle rozumu, aby zakwestionować plemienne przekonania po raz pierwszy. Dopiero w późniejszych rozdziałach tłumaczy czemu ten Bóg ma w ogóle rację bytu. Jednak do tego czasu należy to po prostu uznać za fakt (chciałby się dopisać: objawiony).

Następnie autor przechodzi do wieszania psów na ateistach. Dostaje im się głównie za to, że są i że wierzą. Na przekór choćby i słownikowi języka polskiego, o logice oraz stanie faktycznym nie wspominając, niewiara zostaje uznana w tej pozycji za przejaw wiary.

Żeby nieco przyspieszyć

Trochę później dostaje się wierzącym różnych religii. Za sposób w jakim swoją wiarę motywują, czy praktykują. I znowu ateistom. Jednak mówienie ciągle ateiści, ateistów itd. jest nieco męczące, więc na przedstawiciela, żeby nie napisać proroka, ateizmu wyznaczony zostaje Richard Dawkins. Brytyjczykowi też się oczywiście obrywa.

Proszę zauważyć, że to ujawnia się kolejny błąd wynikający z nadmiernego uproszczenia: wrzucanie bardzo szerokiego spektrum osób do jednego worka z jedną etykietką. Sprowadzamy w ten sposób najróżniejsze motywacje bardzo szerokiej grupy ludzi, do jednego zdania: nie wierzę w boga, a przecież już samo to stwierdzenie ma tyle różnych znaczeń. Oczywiście to wszystko głowy twórcy “Boga Einsteina” nie zaprząta.

Jestem przeciw, a nawet za

Pomimo deklarowanej niechęci do owych niewierzących, w jego istniejącego przecież Boga, głupców (czytaj: ateistów) autor posługuje się w zasadzie ich argumentami. A przynajmniej argumentacją części z nich.

Albowiem Tadeusz Niwiński w swojej małej krucjacie przeciwko wierzącym religii zorganizowanych (czyli: niewierzących w tego boga co trzeba), używa racjonalnych, żeby nie powiedzieć ateistycznych argumentów. Wyśmiewa ideę kościołów, atakuje instytucję kapłanów, poddaje w wątpliwość świętość objawionych tekstów, a czyni to parafrazując argumentację filozofów jakich raczej nie podadzą jako wzór na wykładzie z teologii.

Nasz prozaik nie jest chyba świadomy swojej zakrawającej na hipokryzję postawy. Aż ma się mu ochotę przekazać: weź przeczytaj publikacje Dawkinsa jakoś tak uważniej, zobacz jak wiele macie wspólnego!

Tutaj też mała prywatna i niezweryfikowana uwaga: mam wrażanie, że dostarczający nam dzisiaj tematu “Ślepego zegarmistrza” zwyczajnie nie przeczytał. Wnioskuje po uwagach jakie czyni nawiązują do tej pozycji. Odnoszę wrażenie, że zaznajomił się jedynie z tytułem.

Nowa religia

Wspomniałem, że pisarz ma swojego Boga? Być może będzie to jakiś spoiler, bo przecież nie od razu jest to wyjaśnione, ale jest bardzo ateistyczny Bóg. Bo oczywiście: nie jest to spełniający życzenia staruszek mieszkający w chmarach. Pisałem, że autor wyśmiał tą ideę.

Wspominany widzi Boga we Wszechświecie i siłach w nim rządzących. Jaka jest teologia nowej wiary? Żyj i dać żyć innym? Nie zmarnuj swojej szansy tu na Ziemi? A skąd my to znamy? No właśnie.

Wyjaśniam dla jednego z moich czytelników (pozdrawiam): nie mam nic przeciwko jego filozofii. Przeszkadza mi jego zupełne przekonanie o słuszności swoich racji, połączone z zupełną ignorancją ich temat. To też w sumie skądś znam.

Co jeszcze jest źle?

Jednak nie tylko z koncepcją wiary ma pan Niwiński problem. Kolejnym błędem jest jego dzielenie Nauki, na część, którą pobłogosławił (bo Einstein). I tą, która jego błogosławieństwa nie ma, czyli, która nie jest prawdziwa.

Twórca omawianego tytułu do kosza wrzuca dla przykładu tzw. teorię Wielkiego Wybuchu, bo przecież on zna analogię z żuczkiem (nie wiem, czy wziął to od chrześcijańskich kreacjonistów, czy od Einsteina). Na coś takiego mogę mu jedynie doradzić dokształcenie się, a do listy lektur obowiązkowych dorzucam “Krótką historię czasu”, bo to miłe i łatwe dziełko. A i jest tam akceptowane e równa się mc kwadrat, więc to prawie jak słowa Einsteina.

A co dobrze?

Na zakończenie, dla odmiany, napiszę co autor akurat prawidłowo pojął. Jest ów tytułowy bóg Einsteina. Skąd moja pewność? Niech wyjaśni to sam wezwany i tak sponiewierany za swoje wszak błędne przekonania Richard Dawkins w swoim dziele “Bóg urojony” (patrz linki).

Czy w ogóle warto?

Nie. Jeśli nawet przymkniemy oko na oczywiste błędy w toku rozumowania pisarza. Jeśli nawet przymkniemy oko na marketingowy wydźwięk. To co zostaje nie jest warte zachodu związanego z odkopywaniem tych kilku rodzynek.

Nie umiem wyobrazić sobie jakiejkolwiek grupy, która mogłaby by w jakikolwiek skorzystać z “Boga Einsteina”. Są chyba wszak inne bardziej wartościowe, czy lepiej napisane publikacje.

Naprawdę nie warto.

Linki

2 thoughts on “Tadeusz Niwiński – Bóg Einsteina

  1. Z wikibiografii gościa: “rozwój osobisty”, “prowadzi kursy”, “drogę szczęścia i sukcesu”… trzy żółte lampki mi się zapalają i bzyczek robi bzzzt! bzzzt!

    [Na marginesie w kwestii Boga-Wszechświata: starczyło Ci odwagi i samozaparcia żeby zgłębić teorie Jana Pająka?]

    Like

  2. Kiedy zabierałem się do jego książki nie znałem ani jego, ani jego agendy, szedłem na żywioł. Co prawda, sama nazwa “Złote myśli” (znam to wydawnictwo nieco) coś mi tam mówiło, ale za mało. Potem już tylko z poczucia obowiązku dobrnąłem do końca.

    Na marginesie: nie, nie znałem kolesia, teraz zajrzałem na Wiki i czytam: “Jan Pająk (ur. 25 maja 1946 we Wszewilkach) – polski inżynier, ufolog, badacz niewyjaśnionych zjawisk, (…) Znaczna część publikacji Jana Pająka jest poświęcona teorii spiskowej, według której Ziemia okupowana jest od 40 000 lat przez istoty pozaziemskie”. I chyba nie mam ochoty…

    Like

Comments are closed.