Jacek Dukaj – W kraju niewiernych

Do “W kraju niewiernych”, zabrałem się bez wcześniejszego, nawet pobieżnego zapoznania się z tą publikacją. Myślałem więc, że jakaś nowość, jednak było to jedynie nowsze wydanie tomu opowiadań z dość wczesnego etapu kariery Jacka Dukaja (choć już po debiucie).

Już samo to, że były to zbiór nowelek, było dla mnie pewnego rodzaju zawodem: bardzo spodobał mi się stworzony na potrzeby pierwszej historii (“Ruch generała”) świat i z żalem musiałem zaakceptować fakt, iż na kolejnej stronie czeka na mnie zupełnie inny. Jednak na otarcie łez, utwory są różnorodne i ciekawe. Jeśli uprzeć się, że istnieje tu jakiś motyw łączący je, to najprędzej będzie to szeroko pojęta wiara.

Poziom poszczególnych opowiadań jest różny. Jedne wydają się być całkiem niezłe, inne czymś na rodzaj wprawiania się autora, lub zabawy pomysłem. Całość oceniam jak najbardziej poprawnie. W zasadzie tu można by zakończyć recenzję: dla sympatyków sf, reszta ludzkości może poczuć się zagubiona.

Przed “W kraj…” znałem twórczość Dukaja pobieżnie, więc dopiero teraz zauważyłem schemat, jaki najwyraźniej często autor ten stosuje (np. “Lód”, czy “Perfekcyjna niedoskonałość”). Na początku bezlitośnie zarzuca czytelnika gradem nieznanych pojęć, wręcz swoistego rodzaju słowotwórstwem, by następnie mniej-więcej w połowie historii wszystko przystępnie i po kolei wyjaśnić. Osobiście nie lubię wynajdywać takich wzorców.

Ostatnie opowiadanie “In partibus infidelium” to bardzo ciekawy wywód nad konsekwencją ewangelizacji obcych. Wyśmiać można by oczywiście pomysł, iż istoty różne od nas, znalazłyby akurat coś ciekawego w ziemskiej, niezbyt interesującej wszak religii, ale jest to taka licentia poetica.

PS. Ten zbiór zawiera opowiadanie “Katedra”. Na jego podstawie Tomek Bagiński popełnił pewną znaną animację, która stała się inspiracją dla okładki wydania “Wydawnictwa Literackiego”.

Linki

10 thoughts on “Jacek Dukaj – W kraju niewiernych

  1. Wyśmiać można by oczywiście pomysł, iż istoty różne od nas, znalazłyby akurat coś ciekawego w ziemskiej, niezbyt interesującej wszak religii, ale jest to taka licentia poetica.

    To, że różne od nas, nie oznacza automatycznie, że nie mogą im pasować nasze religie. Ja bym się przyczepił tylko do Duchów – możliwość, że cywilizacja bardziej rozwinięta przyjmuje religię od cywilizacji niższego poziomu, nie wydaje mi się zbyt prawdopodobna. Nawet w obrębie naszego gatunku ekspansja religii (i generalnie ideologii) zawsze postępowała od “nowoczesnych” do “dzikusów”, nigdy w przeciwną stronę – co zatem mówić o Duchach, dla których ludzie to jak dla nas małpy. A do tego dochodzi jeszcze odmienność światów, przez co wiele naszych pojęć to dla nich czysta abstrakcja – to też nie sprzyja przepływowi idei. Gdyby chodziło o jednego czy kilka Duchów, to OK, paru odmieńców zawsze się może znaleźć – ale masowe konwersje niespecjalnie sobie wyobrażam.

    Like

  2. Zabawne, że niby się ze mną nie zgadzasz, a tu wymieniłeś wszystkie argumenty, jakie i mi przyszły na myśl, kiedy pisałem tamte słowa.

    Religia katolicka jest strasznie “hermetyczna”. Jej rytuał i szereg deklaracji jest ważniejszy niż warstwa filozoficzna. Z trudem, jako człowiekowi współczesnemu (żyjącemu teraz, nie w sensie nazwy gatunku), przychodzi zaakceptowanie jej wszystkich dogmatów. No chyba, że wykaże się (cechującą chyba wszystkich chrześcijan) pewnego rodzaju filtrem tychże. Ta przypowieść jest ok, ten fragment Biblii to tylko “takie se pisanie” itp.

    Dlatego nawet istoty “niższe” (paskudne słowo, sugerujące, że niby jesteśmy jakoś lepsi od kogoś) chyba przyjmą nową wiarę jedynie przez pryzmat fascynacji ludźmi. Zresztą, czy nie o tym pisał właśnie Dukaj? Nawet jego biskup negocjujący z Duchem(ami) był tego świadom. A co do samych Duchów – on(i) po prostu dostąpił(li) łaski wiary. Autor chyba sam nie wierzył co pisał, chodziło wszak o przejście do puenty tego opowiadania.

    Like

  3. Z tą hermetycznością bym nie przesadzał – katolicyzm potrafił się zaadaptować do najróżniejszych kultur (europejskich, indiańskich, afrykańskich, orientalnych), więc do jakichś kosmitów też pewnie mógłby trafić – rytuały najwyżej się lekko dostosuje, cel uświęca środki. A w przypadku cywilizacji mniej zaawansowanych od naszej zawsze można się wspomóc sprawdzonymi metodami siłowymi…

    Like

  4. Z tą hermetycznością bym nie przesadzał – katolicyzm potrafił się zaadaptować do najróżniejszych kultur (europejskich, indiańskich, afrykańskich, orientalnych),

    Fakt: zazwyczaj oznacza to wytworzenie lokalne sub-katolicyzmu, w którym mamy lokalne nazwy, nowych świętych itp… Już nie pisząc o mieszankach wierzeń lokalnych i chrześcijańskich, ale to już akurat proces niepożądany.

    Tak sobie przypomniałem: czy to akurat katoliccy misjonarze (w przeciwieństwie do protestantów) nie mieli radykalnie innego podejścia do Indian (uczyli się ich języków i kultur), zamiast po prostu nawrócić muszkietem?

    Like

  5. “Drogę krzyża i smoka” Martina znasz? (ze zbioru “Piaseczniki) — opowiadanie Dukaja odczytałem właśnie jako dialog (polemikę?) z tamtym utworem; w każdym razie ten sam motyw. Jeśli nie: pewnie Ci się z pewnych względów spodoba 🙂 A sytuacji z “In patribus…” tak kategorycznie bym nie wykluczał; jest to zresztą logiczna konsekwencja ziemskich losów chrześcijaństwa; wierzenia malutkiej żydowskiej sekty przeniosła w mainstream i rozszerzyła po świecie wyżej stojąca pod względem cywilizacyjnym kultura hellenistyczna i rzymska. Ta sama sytuacja, tyle że przeniesiona w skalę kosmiczną. Autor nie zagłębia się w psychologię Duchów i nie zauważyłem, jakoby sugerował mu głęboką łaskę wiary, duchową (nomen omen) przemianę itd. — bohaterem jest tutaj biskup (a metaforycznie: wierząca część ludzkości). Fascynacja Obcych ziemską religią może być nawet powierzchowna, na zasadzie przejmowania przez Zachód religii Wschodu: fragmentarycznie i wybiórczo (kolejny przykład, kiedy cywilizacja bardziej “zaawansowana” czerpie ze stojącej niżej).

    Dukaj na konwentowym spotkaniu powiedział chyba kiedyś, że niechętnie wraca do światów swoich powieści; zdaje się że tylko do “Innych pieśni” miał coś dopisać. Chodziły plotki o scenariuszu do “Nocy generała” (filmowy tytuł), ale nie wyobrażam sobie, żeby przemysł Hollywood (a chyba innego by nie było stać…) szarpnąłby się na taką produkcję (koszty pewnie byłyby spore…)

    Like

  6. “Drogę krzyża i smoka” Martina znasz? (ze zbioru “Piaseczniki)

    Nie, może kiedy będzie mi dane. Dziękuję waszmości za rekomendację.

    Autor nie zagłębia się w psychologię Duchów i nie zauważyłem, jakoby sugerował mu głęboką łaskę wiary

    Tak Duch tłumaczył się biskupowi. Nawet używa słów “Dlaczegóż, na miłość boską, odmawiacie prawa wyznawania prawdziwej wiary akurat nam?”.

    Co do przejmowania przez Zachód fragmentów religii Wschodu, to wydaje mi się, ze to kwestia tych religii, mających bardzo filozoficzny wymiar. I ludzi Zachodu ciekawią właśnie ta filozofia, a nie rytuały i mitologie. W przypadku chrześcijaństwa, ta warstwa filozoficzna jest dość ukryta (jeśli w ogóle jest, jak niektórzy złośliwie zauważają). Z innej strony: Zachód może coś tam z buddyzmu podbiera, ale faktycznie wyznawców buddyzmu na Zachodzie nie jest za wielu.

    Dukaj na konwentowym spotkaniu powiedział chyba kiedyś, że niechętnie wraca do światów swoich powieści

    To akurat zauważyć idzie, bo praktycznie nie ma dwóch opowiadań, książek z jednego… 🙂
    Inna sprawa, ale wiele tych jego pomysłów aż prosi się o jakieś inne spojrzenie, rozszerzenie itp…

    Chodziły plotki o scenariuszu do “Nocy generała”

    Animację mogli by zrobić.
    Ale scenariusz musiałby być chyba od zera (jedynie świat wyciągnąć z opowiadania) pisany. Bo oryginalna chyba nie bardzo dała by się przedstawić na srebrnym ekranie.

    Like

  7. Z powieści Dukaja najchętniej bym obejrzał ekranizację “Czarnych oceanów” – jest tam trochę filmowych scen, a jednocześnie nie trzeba by było wydawać kosmicznej kasy na efekty specjalne. Ale i tak szanse na to przyzerowe…

    Like

  8. Narracja jest z pozycji biskupa, więc znamy jego myśli, motywy i uczucia, a drugiej strony możemy się domyślać; a ze względu na odmienność natury podejrzewać, że są “symulowane” i nie odpowiadają rzeczywistym… No nic, trzeba przeczytać po raz kolejny, co najmniej piąty.

    A jak już na przykładzie buddyzmu (zostawiajac na boku motywację zachodnich buddystów) uznaliśmy, że rdzeniem religii nie są rytuały starożytne teksty, to może by tak za jednym zamachem zrównać “regionalne” chrześcijaństwo z tym “właściwym”?

    Wracając do opowiadania: mi się sztuczna i pod tezę (Ziemianie Żydami Kosmosu) wydała się kategoryczna postawa biskupa… ale to patrz powyżej, mam lekturę na dziś wieczór.

    Like

  9. Biskup to akurat działał zrozumiale dla mnie, nie chciał uznania duszy u Duchów, bo wtedy automatycznie Duchy przejęliby pałeczkę do rozprowadzania katolicyzmu bez udziału i kontroli ludzi. Innymi słowy… cały kilkutysięczny biznes by się skończył (właściwie to nie, ale blisko by było).

    A jak już na przykładzie buddyzmu (…)

    Jak pisałem, katolicyzm ma dość ubogą warstwę filozoficzną (sprowadzającą się do powodzenia: “jak trwoga to do boga”). BTW.: wiesz, że w książce było o katolicyzmie? Chrześcijaństwo to nie tylko katolicy. Inne jego odłamy mają też inną filozofię. Heh… ciekawe jak poradzili sobie teologowie świadków Jehowy w tej rzeczywistości.

    Like

  10. Tak jak obiecywałem odświeżyłem sobie opowiadanie; teraz wydaje mi się jeszcze bardziej schematyczne i obu stronom bym mógł dopisać ścieżki negocjacyjne i argumenty, które nie padły, bo w zamyśle autora miało dość do konfrontacji i postawienia sprawy na ostrzu noża.

    “Jak pisałem, katolicyzm ma dość ubogą warstwę filozoficzną”
    Ojtam, ojtam 🙂

    “Heh… ciekawe jak poradzili sobie teologowie świadków Jehowy w tej rzeczywistości.”

    Pewnie nieźle, jak w humoresce o księdzu Kociubie(?) (hermetyczne jak holera, bo poza materiałami z Krakonu ta postać misjonarza z mottem “najważniejsza jest frekwencja” jest chyba nieznana) który dostał za zadanie ochrzcić samego Cthulhu, ale został uprzedzony 🙂

    Like

Comments are closed.