Tomasza à Kempis – O naśladowaniu Chrystusa

Podobno jest jedna z najbardziej rozpowszechnionych książek chrześcijańskich. Ja dowiedziałem się o tym dopiero czytając wstęp. Później pogląd ten potwierdził wpis na Wikipedii. Co zresztą mnie specjalnie nie zdziwiło, bo wyglądał jak przepisany właśnie ze wspomnianego wstępu. Tak niestety często bywa na Wiki…, ale to nie o jej wadach miałem dzisiaj pisać.

Ta książka jest starsza niż jej czytelnik. Jest nawet starsza od tych, co pamiętają poprzednie niby lepsze czasy, kiedy nie było gimnazjów! Albowiem datuje się jej powstanie gdzieś przed XV wiekiem. To tak dawno, że nawet autor (Tomasz à Kempis) jest przez niektórych uważany za niesłusznie podejrzanego o autorstwo. Ale ja znowu dygresje snuje…

Ta książka jest stara i to czuć. Zupełnie nie przystaje dzisiejszym czasom. Również każdym innym czasom, choć pewnie kiedyś inaczej na takie rzeczy patrzono.

Całość można skrócić do zdania: “porzuć wszystko co doczesne i zajmij się modlitwą, bo tylko w Bogu nadzieja”. I samo to powinno kwalifikować ją do pozostania zapomnianą: jej lektura nie jest w stanie dać niczego czytelnikowi.

Pogłoski, jakoby była przewodnikiem nawet dla osób niewierzących, należy włożyć pomiędzy bajki. Nie przeczę, że niechrześcijanie ją czytaj (w końcu np. ja to uczyniłem), ale wątpię, by szczególnie cenili sobie to dziełko. No chyba, że akurat ktoś chce wczuć się w ducha zawierzenia Bogu, ducha Średniowiecza w naszym jego, stereotypowym rozumieniu.

Ktoś może o słyszał o tym pięćsetletnim bestselerze?

5 thoughts on “Tomasza à Kempis – O naśladowaniu Chrystusa

  1. Nie słyszałem, ale…

    “Zupełnie nie przystaje dzisiejszym czasom. Również każdym innym czasom.”

    udało Ci się sparafrazować Chestertona piszącego o jeszcze większym bestsellerze. Z pamięci: pisał on, że ci którzy krytykują jej przesłanie jako “niedzisiejsze” zdają się zapominać, że w czasach Chrystusa było nawet jeszcze bardziej “niedzisiejsze” niż obecnie. Myślę, że z tą książką jest podobnie.

    “Całość można skrócić…”: oj po pobieżnym przejrzeniu pierwszych trzech rozdziałów z pdf-a wrzuconego gdzieś w sieć, nawet widzę co cię mogło skłonić do takiego nieuczciwego deprecjonowania 🙂

    Like

  2. No właśnie, nie słyszałeś, a jedynie przejrzałeś teraz na szybko trzy rozdziały. I najwyraźniej to wystarczy, aby porównać “O naśladowaniu” z Biblią, której też chyba nie przeczytałeś (wnoszę po tekstach). Co więcej to dało ci asumpt, aby móc ekspercko orzec o ważnej roli jaka opisywana publikacja daje całej kulturze.

    No to teraz o tej nieszczęsnej Biblii. Tu przemilczę spór, czy Jezus faktycznie żył. Otóż za Jezusa życia ewangelii nie było. Nawet ewangelii Jezus wcale nie pisał. A samo to niby przesłanie wcale też takie “niedzisiejsze” nie było (chyba zapomniałeś pisząc ten komć, że ja coś tej Biblii liznął – i chyba ciągle jestem jednym z nielicznych). Tym bardziej dzisiaj (nawet pan Chesterton poniekąd się zgodził).

    A… jakbyś chciał się przyczepiać, że piszę “o Biblii” a potem czepiam się tylko Nowego Testamentu, to wiedz, że jeśli jest coś wartościowego (“ponad czasowego”, “rewolucyjnego” itp..) w Biblii to jest to właśnie w tej drugiej części.

    Like

Comments are closed.