Ewolucja a pokemony

Myślałem, że to żart, kiedy usłyszałem, że pewne środowiska chrześcijańskie nie lubią marki “Pokémon”, bo zawiera w sobie ewolucję. Jak bardzo trzeba mieć nie po kolei w głowie, aby w tym całym wyimaginowanym świecie czepiać się właśnie tego, że rzekomo premiują ewolucję. Tym bardziej, że ta zupełnie nie ma związku z prawdziwym znaczeniem tego terminu. No, ale przecież mowa o kreacjonistach.

Continue reading

Wnioski z filmu “Życie Pi”

Oto parę uwag, jakie może nasunąć się po obejrzeniu filmu “Życie Pi”. Nie jest to recenzja, ale mała polemika z przedstawioną historia i jej rzekomymi właściwości. A będąc konkretnym, to ze zdaniem, że podobno sprawia ona, iż odbiorca uwierzy w Boga.

Uwaga: w tekście zdradzam szczegóły fabuły (czytaj: są spoilery).

Krótki streszczenie

Narratorem i głównym bohaterem jest Piscine Molitor Patel, w skrócie: Pi. Jest Hindusem, zarówno z narodowości, jak i religii. A ponadto katolikiem i muzułmaninem. Na raz.

Jego rodzina prowadziła zoo w Pondicherry. W pewnym momencie zdecydowała się z całym inwentarzem wypłynąć do Kanady. Jednak w czasie tej podróży statek zatoną, a jednym który wyszedł z katastrofy cało, po wielu dniach dryfowania w szalupie ratunkowej, docierając do Meksyku, był Pi.

I tu zaczynają się schody, ponieważ Pi snuje opowieść swojego przeżycia w dwóch wersjach. W pierwszej ratuje się jedynie on i tygrys bengalski. Tej części jest poświęcona większość czasu i to ona jest jakby clue filmu. Ale jest to również wersja nieprawdziwa. Kiedy narrator zostaje przyciśnięty wyjawia, że nie było tygrysa, był tylko kucharz, jeden marynarz i matka głównego bohatera, a z tej trójki została jedna osoba.

Którą wersję wolisz?

Zapytany dlaczego zmyślał, Pi kończy wyjaśnienie pytanie: którą wersję wolisz? Zadaje on to pytanie każdemu kto poznaje je obie, a jego słuchacze wybierają zazwyczaj tę pierwszą.

Rozumiem ich wybór. Jest ona ładna i plastyczna (film ma na prawdę ładne zdjęcia). Nie mam nic przeciwko upiększaniu życia. Jednak nie kosztem prawdy. Nie ma żadnych ograniczeń dla fantazji i jej tworów, z wyjątkiem jednego: nie może być podawana za fakt. Zupełnie więc nie pojmuję inspektorów przesłuchujących rozbitka, decydujących się przyjąć ewidentnie zmyśloną wersję jako oficjalną.

Doświadczenie boga

Powiedzieć, że główny bohater jest pobożny, było by chyba przykładem litoty. Od młodzieńczych lat przestrzega on trzech religii jednocześnie i nie widzi w tym żadnych sprzeczności. Dla przeciwwagi jego rodzice, zwłaszcza ojciec, reprezentują racjonalny światopogląd.

Cała fikcyjna przygoda Pi na Pacyfiku przepełniona jest odniesieniami do religii i aktami boskich interwencji. Tak też najwyraźniej odbierają tę opowieść członkowie rodziny i wizytujący pisarz, dzięki któremu poznajemy ją i my. Nie spotkałem co prawda ludzi, natchnionych jakoś szczególnie po seansie, ale kilka recenzji mocno nawiązywało do obecnego w obrazie mistycyzmu.

Prawdziwe znaczenie?

Ponieważ nie znam literackiego pierwowzoru, ciężko mi oceniać, czy ta cała opowieść, nie jest przypadkiem czymś w rodzaju satyry na religijne przypowieści. Oto mamy świat, w którym boga doświadczyć można jedynie w baśni opowiadanej przez religijnego, zagubionego na morzu chłopca. Ów ewidentnie próbuje za jej pomocą poradzić sobie z traumą wydarzeń, jakich był świadkiem na swojej łodzi. W realnej rzeczywiści tej historii bogowie najwyraźniej nie byli zainteresowani losami rozbitków. Musieli sobie radzić sami. Jak w życiu, chciało by się powiedzieć.

Mało pewnie osób zauważy przy tej całej ckliwej teologii, ale to jednak tato Pi miał rację. To pozbawiony pobożności (najwyraźniej) kucharz ze swoją wiedzą na temat morza pozwolił chłopakowi przeżyć. Nawet w samej opowieści głównego bohatera to nie anioły podpowiadają mu co ma robić aby przetrwać. Tak samo jak to nie cytowanie świętych pism, pomogło mu uporać się z żartami kolegów na temat jego imienia.

Podsumowanie

Którą wersję wybierasz? Czy nieprawdziwą, historię o pomocnej dłoni z nieba, czy nagą prawdę, w której liczy się twoja wiedza, lub szczęście aby przetrwać? Ja postrzegam odpowiedź na to pytanie, jak test na dojrzałość. Nie można iść przez życie łudząc się co do jego wyglądu. Jak można uważać się za osobę dorosłą świadomie wybierając trwanie w złudzeniu?