“Było sobie kłamstwo” – luźne przemyślenia

Jak wyglądałby świat, w którym nie można skłamać? W którym nawet nie można przemilczeć prawdy? Według twórców filmu “Było sobie kłamstwo”, byłby to świat, bardzo podobny do naszego. Tylko ludzie byli by tam obrzydliwie szczerzy. Nie byłoby wielu rozrywek. No i nie byłoby religii. W ogóle.

Może i “Invention of lie” nie jest jakoś szalenie śmieszną i absolutną do obejrzenia produkcją. Nie jest też chyba wielce oryginalnym pomysłem (kiedyś natknąłem się na małe opowiadanie oparte o bardzo podobny pomysł). Ale spodobał mi się ten mały komentarz do kwestii relacji prawdy, której źródłem ma być podobno zwykle bóstwo.

I miałem o tym właśnie napisać, kiedy zajrzałem sobie na różne komentarze odnośnie tego filmu. Wiele osób widzi w nim nabijanie się z wierzących. Nawet nazywają go wręcz manifestem ateizmu. Wyczuwając tutaj logikę zasady nie jesteś z nami, to jesteś przeciw, podejrzewam o takie opinie ludzi religijnych.

W rzeczywistości, obraz nie jest jakoś bardzo krytyczny wobec religii. Pokazuje jej najlepszą część, owe opium na ból istnienia: pocieszenie. No co z tego, że kłamliwe? Sytuacja podobna jak z sąsiadem głównego bohatera, jedno małe kłamstewko i przestał on myśleć o samobójstwie.

Nie jest pokazane całe zło religii, jakie my dostajemy na co dzień: hipokryzja, ignorancja i fanatyzm. Nie ma warstwy zepsutych pośredników pomiędzy ludźmi i bogami (bo najwyraźniej kiedy ma się moc tworzenia Wszechświatów i bycia wszędzie, to gadanie bezpośrednio z szarym wyznawcą jest niemożliwe). Nie ma wojenek o nic nieznaczące teksty i powiedzonka. Jest jeden człowiek, który chciał jak najlepiej, a że jest tylko człowiekiem i nie wiedział co czyni? Bywa.

Jeśli film czymś jest, to jest przed wszystkim lekkim romansem i lekką komedią. Jeśli podnosi jakieś kwestie, to raczej jasną stronę mówienia nieprawdy. Od tego, że może ono sprawiać, iż jesteśmy bardziej znośni dla otoczenia, aż po fakt, iż pozwala ono czasem poczynić trochę dobra. Ale czy to faktycznie jest dobro?

Osoby czujące więzi z siłami spoza tego świata: nie wybrzydzajcie na tę brytyjską produkcję. Warto zastanowić się za to, czy faktycznie nie nazbyt szczodrze obdarzacie wiarą niepotwierdzone świadectwa co poniektórych. Pół biedy, jeśli idzie o jakiś proroków, których kości od dawna obróciły się w pył. Bardziej martwił by się o współcześnie żyjących.

Osobiście nie miałbym nic przeciwko życiu w szczerym świecie. Jedyne, co bym zmienił, to dodanie możliwości trzymania języka za zębami, bo co za dużo, to nie zdrowo.

8 thoughts on ““Było sobie kłamstwo” – luźne przemyślenia

  1. I pewnie się będę powtarzał jak zdarta kataryna: ktoś kto nie wierzy może skutecznie oddziaływać na wiarę innych i dostarczać im pociechy religijnej, ale sobie samemu: nie. Kłamiąc (czytaj: opisując świat w sposób, który uważa za prawdziwy) indukuje ten opis u kogoś, tylko że w jego świadomosci staje się on na tyle “prawdziwy”, że wywołuje żądany efekt. Tak z grubsza wygląda (popraw mnie jeśli się mylę) proces powstawania religii według cyników; czasem tylko na źródło wskazuje się jakiegoś pomyleńca, któremu się wydawało że słyszy duchy. Tyle że: podobny proces w innym ujęciu nazywa się: motywacją, wychowaniem, przyjaźnią — w wielu innych społecznych relacjach znajdziesz przykład tworzenia czegoś, co wyjściowo jest obiektywnie iluzjąi fałszem, a staje się rzeczywistością wskutek tego, że nie jest tak traktowane.

    Oryginalne “Miasto prawdy” Jamesa Morrowa to raczej ponure miejsce.

    Like

  2. I pewnie się będę powtarzał jak zdarta kataryna

    U mnie to chyba pierwszy raz

    ktoś kto nie wierzy może skutecznie oddziaływać na wiarę innych i dostarczać im pociechy religijnej, ale sobie samemu: nie.

    No on przecież wie, że to łganie. Ale to nie jest prawda, ludzie oddziałują świadomie na własną wiarę.

    popraw mnie jeśli się mylę

    A jestem cynikiem? To tak się teraz nazywa ludzi, którzy widzą rzeczywistość?
    Co do pochodzenia religijni, to zabawne, że szukasz jednego prostego powodu istnienia tysięcy wyznań na przestrzeni tysięcy lat.

    Tyle że: podobny proces w innym ujęciu nazywa się: motywacją, wychowaniem, przyjaźnią –

    I tu się całkowicie mylisz. Zestawiasz religię, która jest jawną nieprawdą, z rzeczami, które wynikają z sympatii, troski, pozytywnych emocji. Nie mają one nic wspólnego z kłamstwem. No chyba, że jesteś z patologicznej rodziny, wtedy, cóż, przykro mi, ale to raczej twoje wychowanie jest złe.

    Oryginalne “Miasto prawdy” Jamesa Morrowa to raczej ponure miejsce.

    Dzięki trudno było to znaleźć.
    Czy ponure miejsce? Wiesz, jak sobie włączę czasem wiadomości, to chciałbym, żeby politycy mieli wpisane w zasób warunkowanie na mówienie nieprawdy. I księża wszelkiego rodzaju (to ostatnie było by zabawne). A: przeczytaj ostatnie zdanie z notki jeszcze ze dwa razy.

    Like

  3. Filozofowanie to w ogóle niebezpieczne zajęcie, bo jak się dobrze zastanowić jak wątpłe są podstawy wszelkich przekonań, to można popaść łatwo nie tylko w cynizm, ale kompletny nihilizm.

    “A jestem cynikiem?”
    Nie wiem jak Ty, mogę mówić za siebie, że jestem — chociaż trzeba by uwzględniać według której definicji, bo oryginalnie to byli asceci skupieni na osiągnięciu cnoty.

    “wynikają z sympatii, troski, pozytywnych emocji”.
    Oj, czyżbym naruszył jakieś tabu? A ja tylko przytaczam coś, co kiedyś przeczytałem w rubryce “głos sceptyka” Świata Nauki… Muszę sobie chyba notować przypisy.

    “Nie mają one nic wspólnego z kłamstwem.”
    Takoż religia, której patologiczny obraz przedstawiasz, tworząc jej “spiskową teorię” bez najmniejszego oparcia poza własnym głębokim przekonaniem. Nawet co do scjentologii nie można mieć pewności, że narodziła się ze świadomego kłamstwa (bo chyba nie nazywasz kłamstwem “niezgodność wypowiedzi z rzeczywistością” lecz “niezgodność wypowiedzi z wiedzą i przekonanami mówcy”? to wtedy nie wiń mnie za swoje pomieszanie pojęć).

    “I księża wszelkiego rodzaju (to ostatnie było by zabawne)”
    Myślę, że byś się zdziwił. Część by odpadła, ale nie lekceważ potęgi wiary (zwanej wśród cyników: autosugestią). Politycy na podobnym mechanizmie też pewnie korzystają i niejeden przekręciaż gładko tłumaczy sobie swoje postępowanie szlachetnymi motywami.

    Like

  4. zastanowić jak wątpłe są podstawy wszelkich przekonań

    Tia… szczególnie racjonalistów.

    Nie wiem jak Ty, mogę mówić za siebie, że jestem

    Dobra, dobra mądralo: nie takiego znaczenia użyłeś w pierwszym komciu. A jeśli nawet, to wybacz, nie pojąłem.

    Oj, czyżbym naruszył jakieś tabu?

    Hę?

    A ja tylko przytaczam coś, co kiedyś przeczytałem w rubryce “głos sceptyka” Świata Nauki.

    Oczywiście… dobra, nawet jeśli, to co? Opinia jak każda inna.

    Takoż religia, której patologiczny obraz przedstawiasz, tworząc jej “spiskową teorię” bez najmniejszego oparcia poza własnym głębokim przekonaniem.

    Hmm, chyba żyjemy w dwóch różnych światach. U ciebie ludzie posiadają widać wrodzoną wiedzę na temat danego wyznania. U mnie jest inaczej: religia jest uczona dzieci. A dzieciaki, które ją kwestionują (lub zadają pytania) są karane. I nawet jeśli jakaś religia została założona z pozytywnych powodów, po wielu latach przeszła dalej bo ktoś chciał się na niej zbić kapitał (różnego rodzaju).

    bo chyba nie nazywasz kłamstwem “niezgodność wypowiedzi z rzeczywistością”

    Nazwę. Twoim obowiązkiem jest zweryfikować swoje przekonania. Jeśli świadomie zaniechałeś tego procesu, kłamiesz, tak jak jakbyś wprost to robił.

    Politycy na podobnym mechanizmie też pewnie korzystają i niejeden przekręciaż gładko tłumaczy sobie swoje postępowanie szlachetnymi motywami.

    Przypominam, że w “Mieście prawdy” musieli by oni być prawdomówni. Żadnych niedomówień, żadnego kręcenia, żadnych kłamstw.

    Like

  5. “Dobra, dobra mądralo: nie takiego znaczenia użyłeś w pierwszym komciu.”
    W kolejnym też użyłem tego bliżej współczesnego.

    “Nazwę. Twoim obowiązkiem jest zweryfikować swoje przekonania. Jeśli świadomie zaniechałeś tego procesu, kłamiesz, tak jak jakbyś wprost to robił.”

    A jeśli po weryfikacji obstaje przy swoim, zakwestionujesz skuteczność weryfikacji i tak ad infinitum: to wnioskowanie kołowe i nie obroni się przed nim nikt, kto nie przyjmie w końcu Twoich przekonań.

    Ale przyszło by mi do głowy jeszcze co innego: w Mieście Prawdy straciłby sens jakikolwiek sceptycyzm, więc wariat słyszący objawień anielskich miałby tam duuużo łatwiej.

    “Religia jest uczona dzieci”.
    Ofkors: sympatię, troskę, pozytywne emocje też nie nabywają same z siebie. Nawet koniecznośc mycia zębów i wycierania pupy też (na początku) jest prawdą objawioną, bo w swojej perspektywie czasowej dziecko nie ma możliwości zweryfikować ich sensowności.

    “Żadnych niedomówień, żadnego kręcenia, żadnych kłamstw.”
    Toteż nawet jak założysz że zaczynają od kłamstw, w końcu (psychologia opisała ten mechanizm) przyjmują sami zaczynają w nie wierzyć.

    Like

  6. A jeśli po weryfikacji obstaje przy swoim

    Jak może obstać przy swoim, jak już wie, że się pomylił?

    Ale przyszło by mi do głowy jeszcze co innego: w Mieście Prawdy straciłby sens jakikolwiek sceptycyzm

    To raczej w omawianym w filmie, w “Mieście prawdy” ludzie nie potrafili słuchać o kłamstwach.

    Ofkors: sympatię, troskę, pozytywne emocje też nie nabywają same z siebie.

    Przykro mi, pudło. Weź takie zwierzęta. Albo małe dzieci.

    Nawet koniecznośc mycia zębów i wycierania pupy też (na początku) jest prawdą objawioną

    No i tutaj sprawdzasz sytuację do idiotyzmu. Zaczęliśmy od uczuć i zachowań wrodzonych, a ty je przyrównujesz do zachowań kompletnie nabytych i zależnych od kultury.

    bo w swojej perspektywie czasowej dziecko nie ma możliwości zweryfikować ich sensowności.

    Dorośnie, to się nauczy. I co to ma do rzeczy? W przypadku religii, porzucanie jej jest zwykle przejawem dojrzałości, więc przykład chybiony bardzo.

    Toteż nawet jak założysz że zaczynają od kłamstw,

    Heh, ale musieli by zacząć :] No i jak argumentować, kiedy nie można przekręcać rzeczywistości?

    Like

  7. “Jak może obstać przy swoim, jak już wie, że się pomylił?”
    Czyli zakwestionujesz skuteczność weryfikacji; dobrze, że jesteś w tym “procesie” prokuratorem a nie sędzią 🙂

    “Weź takie zwierzęta. Albo małe dzieci.”
    I nie okazuj im pozytywnych emocji? To już robiono, nawet wobec szympansów zostało to sklasyfikowane jako znęcanie się i bestialstwo, a na powtórzenie eksperymentu nie zgodziłyby się organizacje ochrony praw zwierząt. Materiału do wnioskowania dostarcza aż nazbyt obficie patologia powstająca poza warunkami labolatoryjnymi i wysiłek terapeutów konieczny do nauczenia “wrodzonych zachowań, których zaniedbano wpajać wcześniej jakoś nie przekonuje mnie, że są one “wrodzone”.

    “W przypadku religii, porzucanie jej jest zwykle przejawem dojrzałości”
    Wciąż w społecznym “teście na dojrzałosć”, jeśli ktoś takowego potrzebuje, jest to słabiej punktowane niż uprawianie seksu i korzystanie z używek 😀

    Like

  8. Patrzę na ten twój komć i nie wiem, czy pomyliłeś notki, czy celowo wszystko powykręcałeś…

    Czyli zakwestionujesz skuteczność weryfikacji

    Nie, przeczytaj raz jeszcze.

    I nie okazuj im pozytywnych emocji?

    Nie, chodziło o to, że zwierzęta mają emocje. Przeczytaj jeszcze raz.

    Wciąż w społecznym “teście na dojrzałosć”, jeśli ktoś takowego potrzebuje, jest to słabiej punktowane niż uprawianie seksu i korzystanie z używek 😀

    A co ma społeczeństwo do wyznacznika dojrzałości? Dojrzałość to przyjęcie obowiązków i odpowiedzialności, a także bycie samodzielnym. Nie zależnie czy chodzi o samodzielność w kontekście mamy i taty, czy o niewidzialnych przyjaciół.

    Like

Comments are closed.