Luźne uwagi o filmie “Atlas chmur”

Krótko o dziele braci Wachowskich, które podobno promuje głównie ideologię gender. Popiszemy więc o tym, co na pewno ten film promuje. A przynajmniej, co ja zauważyłem. Materiał poniżej może zawierać spoilery i może być z lekka przestarzały.

Na pierwszym planie

Jak łatwo zauważyć, mottem produkcji jest koncepcja reinkarnacji. Oczywiście, że nie tej prawdziwiej. Wtedy to by z ambon i odbiorników radiowych płynęły płomienne apele o palenie kin i bojkot bluźnierczego widowiska. Mowa tutaj o dość powierzchownym rozumieniu tej filozofii. Spłyceniu jej do zdania: wszystko jest ze sobą powiązane. Wydarzenia z dalekiej przeszłości mogą niby wpływać na teraźniejszość i na przyszłość.

Nie zrozumcie mnie tu opacznie. Oczywiście wiem, że słowa, czy czyny mogą inspirować i być przyczyną wielu wydarzeń. Nie potrzebuję do tego wypełnionego mistycznymi motywami filmu. W zupełności wystarczy podręcznik do historii. W “Atlasie” chyba tylko hagiografia Sonmi-451 miała jakiś konkretny wpływ na kształt post-apokaliptycznego świata. Cała reszta, to raczej luźne powiązania, które można by łatwo wyeliminować.

Wypada mi się w tym momencie przyznać, że całe to bajanie o pajęczynie z nici naszych losów, pomimo poświęconego mu miejsca, jakoś spłynęło po mnie jak po kaczce. Podobno nie jestem jedynym. Bardziej zaaferowało mnie coś innego.

Na ciekawszym

Po pierwsze: niewolnictwo. Adam Ewing, truty przez swojego lekarza prawnik, zawiera umowę w imieniu swojego teścia. Kontrakt dotyczy handlu ludźmi. Warto przy okazji zauważyć, iż jedną ze stron był duchowny. Losy Sonmi-451 również są opowieścią o niewolnikach (właściwie niewolnicach). W Nowym Seulu ich rolę pełnią klony, które utrzymuje się w posłuszeństwie, poprzez niewiedzę, opiaty oraz coś na rodzaj religii.

Po drugie: pewna specyficzna postawa życiowa, ocierająca się o darwinizm społeczny. Można ją podsumować hasłem: słabi są pokarmem dla silnych. Pojawia się w opowieści owego prawnika (wyznaje ją ten jego lekarz) oraz w post-apokaliptycznej, gdzie jest nawet rozumiana całkiem dosłownie za sprawą lokalnego plemienia kanibali.

Trzeci motyw jaki mnie zaintrygował, w zasadzie nim nie jest. Chodzi mianowicie o stosunek twórców (albo autora literackiego pierwowzoru) do energetyki atomowej. Mianowicie: nie jest ona źródłem wszelakiego zła. Argument może nieco naciągany, ale co mi tam.

Podsumowując

Podsumowując: miało o wielkim powiązaniu wszystkich ze wszystkimi, o przeznaczeniu, cyklach, czy o czym tam jeszcze. Miała zachwycać opowieść o wiecznej miłości, czy coś… Miało być o śmiesznym nieznaczeniu czegoś takiego jak płeć. A mnie zainteresowały pewne zagadnienia z tła. I to właśnie opisuje to dzieło. Czy obejrzeć? Śmiało. To dość ciekawa produkcja, no i ładnie zrealizowana. Nie jest to może jakieś wiekopomne dzieło, jak chciano nam je sprzedać, ale nie jest też najgorsze.

I już całkiem na koniec, najbardziej rzeczowo: ze wszystkich opowieści najbardziej podobała mi się ta o Sonmi-451, ponieważ ona przywodziła mi na myśl futurystyczne technologie z gry “Sid Mayer Alpha Centauri” (eh, ta nostalgia). Ciekawa była również ostatnia (według chronologii fabuły – postapo). No i oczywiście opowieść wydawcy, jako najzabawniejsza. Reszta nudziła.

Linki