Nobel za zioła

Dziś o mocy medycyny ludowej i ziołolecznictwa. I nagrodzie Nobla. I o komentarzach w Internecie. Wszystko z malarią w tle.

Na podstawie

Poszło o artykuł: Pani Tu You You odkryła lek na malarię, wykorzystując recepturę sprzed 1600 lat. Nagrodzono ją za to Nagrodą Nobla (wiem, że jest błąd, w tekście jednak nazwisko pani pisane jest prawidłowo). Tytuł niejako wszystko wyjaśnia. A i tak sprawę przybliżę.

Pomijając tu chińską historię niedawną, która też w sumie przyczyniła się do owej sytuacji, pani Tu Youyou okryła stary przepis na ziołowe remedium przeciw malarii w zbiorze recept tzw. chińskiej medycyny ludowej. Za opracowanie leku na tę chorobę została uhonorowana nagrodą Nobla z dziedziny medycyny.

Komentarze

Zjechałem do komentarzy… niektórzy widzą tutaj przykład tajemnej wiedzy ludzkości, ukrytej przed zapatrzonymi w swoje próbówki naukowcami. Inni postrzegają tu zarysy dowodu na spisek korporacji farmaceutycznych, które sztucznie chowają przed nami darmowe zioła, aby sprzedawać swoje nieskuteczne pastylki. Do tych wszystkich ludzi, mam jedno pytanie: czy w ogóle przeczytaliście co tam napisano?.

Jak jest

Wyraźnie stoi tam przecież, iż zespół pani Tu Youyou przebadał jakieś 380 różnych przepisów. Z trzystu osiemdziesięciu ostał się tylko jeden. JEDEN. Z TRZYSTU OSIEMDZIESIĘCIU. Tak ciężko to było zauważyć? Owa tajemna wiedza ludzkości, nawet jeśli faktycznie istnieje, to jest ona raczej jak wychodek, w których gdzieś na dnie, leży złoty pierścionek.

Bardziej wnikliwi mogą zauważyć też, że sam przepis, to jedynie adnotacja, aby pewne ziele przygotować w zimnej wodzie. Albowiem jak sprawdzono, w gorącej roślina owa traci swoje anty-malaryczne właściwości.

Druga sprawa: no właśnie, sprawdzenie. Lekarze-nie lekarze z Chin nie zawierzali chińskiej medycynie ludowej, sprawdzili oni skuteczność owych przepisów. Jak przystało na naukowców. Pokażcie mi oszusta od naturalnego leczenia, który w ogóle wie co to znaczy metoda naukowa, albo nie czyni znaku krzyża na słowa podwójna ślepa próba.

Innymi słowy: nie ma żadnej rysy na medycynie. Wprost przeciwnie: pokazała ona swoją siłę. A wszystko co medycyną nie jest (cała ta medycyna alternatywna się wlicza) jest raczej do niczego. Bo przecież 1:380 to dość mała skuteczność jak weźmiemy pod uwagę czas w jakim rozwijała się chińska myśl zielarska. A teraz bonus.

Dlaczego nie używa się ziół bezpośrednio?

Zacznijmy od tego, że zazwyczaj lecznicza jest pewna specyficzna substancja, która roślina wytwarza. Ale owa substancja nie jest jedną, jaką dane zielsko produkuje. Roślina, jak każdy żywy organizm wytwarza tysiące różnych chemikaliów. Przyjmując zioła przyjmujemy cały ten śmietnik. Przy odrobinie szczęścia większość z nim jest dla nas obojętna.

Istnieje też problem dawki: jak dużo jest specyfiku x w roślince a? A w tej co rosła obok a? Można to jedynie szacować. I mniej więcej dlatego używa się pigułek produkowanych w fabrykach, nawet z syntetycznie otrzymywaną substancją aktywną. Z nimi nie ma aż tyle problemów.

Bo zielarze

No ale przecież zioła leczą – może ktoś zapytać. A i owszem, działają, bo to w pewnym sensie też leki (jak wyżej wspomniałem). Jedną z konsekwencji tego jest fakt, iż ziołami można by się zatruć (w przeciwieństwie np.: do homeopatii). Dlaczego więc mam chodzić do lekarza, a nie pić wywaru z rumianku?

To może wyjdźmy od prostego rozumowania: czy można by kupić trutkę w sklepie z ziołami? Czy producent wypuściłby na rynek skutecznie działający ziołowy preparat? Taki, który mógłby poważnie komuś zaszkodzić (bo lek niewłaściwie stosowany…)? Nie sądzę. Tak więc do sklepów trafiają mieszanki dobre do zaprzenia w czajniczku.

Inną ważną sprawą, jest unikanie przez wszelakich ziołoleczników jakiejkolwiek naukowości. Tak więc to, nikt nie potwierdził, że ten dwugrot leczy raka. Może gdzieś tam jakaś babcia to przekazała swojej wnuczce, ale tak na prawdę nikt tego nigdy nie sprawdził (pamiętacie co wyszło wyszło w sprawie malarii? z 380 przepisów tylko jeden autentycznie działający).

Osoby parające się zastępowaniem leków ziołowymi preparatami mają tendencję do obracania się w dość nieciekawym towarzystwie: od homeopatów, do astrologów. Czego już nawet nie będę komentował.

I kończąc wątek, wedle badania składu najróżniejszych produktów ziołowych w USA, wykryto, że około 59% zawiera nie zawarte na opakowaniu domieszki. Jak więc tu mówić o mocy leczniczej, skoro nawet nawet nie bierzesz zapisanego przez ciotkę korzenia pimentu?

Wniosek: jeśli ktoś sugeruje zastąpienie leków ziołami, być może nie wie co czyni i tym bardziej należy go nie słuchać. I nie należy powtarzać tych bredni o ukrytej mocy preparatów, robionych ze słomy, sprzedawanej za gruby hajs naiwniakom.

Małe wytłumaczenie

Historia badań zespołu pani Tu Youyou jest nieco bardziej złożona niż zostało to przestawione we wspomnianym artykule. Ja dodatkowo ją jeszcze bardziej uprościłem. A czemu nie? Przecież i tak sporo komentujących nie pojęła jego treści.

Linki

4 thoughts on “Nobel za zioła

  1. IRem, swoim komentarzem, reprezentujesz postawę, jaką obśmiałem w swoim poście. Nie przeczytałeś też samego artykułu na jakim bazowałem. Bo byś wiedział, że jego bohaterowie (bohaterka właściwie) byli dość zdesperowani. Tak to sobie Chińczycy zafundowali w ramach nowego ustroju…

    Ale skoro już o Chińczykach mowa. Przypominam, że jest to naród, który przekazuje sobie od wieków akupunkturę, więc pisanie, cytuje: “wątpię by Chińczycy zadali sobie trud przekazywania w tradycji zupełnie bezsensownych porad” brzmi wyjątkowo zabawnie jak się o tym pomyśli.

    Tak, nie tylko w Chinach, ale i w Europie, Tradycja obrasta najróżniejszymi śmieciami. Szczególnie w kwestiach medycznych (jakoś wyjątkowo głupio przekazywać nieprawdziwe dane na temat fizyki, ale takiemu Arystotelesowi się udało). Wydaje mi się, że już pojąłeś.

    Siła współczesnej medycyny nie bierze się z tego, że unika ziółek czy szpilek. Bierze się z tego, że obecnie bardzo dokładnie sprawdzane są terapie i leki. Nauka i takie tam, a nie ustne zapewnienia.

    PS. jeden komentarz i jestem w najwyżej komentowanych…

    Like

  2. Owszem, nie przeczytałem i raczej nie przeczytam rzeczonego artykułu. Umiarkowaną ciekawość postanowiłem zaspokoić pytaniem popartym krótką motywacją. Zamiast tego otrzymałem cztery akapity zaczynające się od stwierdzenia, że obśmiewasz moją postawę, zaś kończące na ogólnikowej pochwale naukowości dziedziny, w której ta naukowość jest troszkę dyskusyjna. Odpowiedzi na moje pytanie nie było 😦

    Wzbudziłeś moją umiarkowaną ciekawość tą akupunkturą, ale jakoś nie wiem czy jest sens o cokolwiek pytać.

    Like

  3. Odpowiedź na pierwsze twoje pytanie podana jest nie wprost. Ale jest. Zastanawiałem się nawet, czy by jej bardziej nie uwypuklić, ale pomyślałem, że byś się obraził. Najwyraźniej źle myślałem, proszę o przebaczenie.

    Odpowiedź brzmi: nie. Chińczycy desperacko szukali czegokolwiek co by miało jakąkolwiek wartość. To bym pierwszy akapit. Kolejne dwa, to odpowiedź na niezadane pytanie “czy mam rację, uważając, że”. Ostatni to morał – bonus ode mnie.

    pochwale naukowości dziedziny, w której ta naukowość jest troszkę dyskusyjna.

    Przepraszam, ale czy my ciągle o medycynie? I na pewno o dwudziestowiecznej?

    Wzbudziłeś moją umiarkowaną ciekawość tą akupunkturą, ale jakoś nie wiem czy jest sens o cokolwiek pytać.

    Nie ma. Bo nie wiem co jest niezrozumiałego w zaprezentowanym przeze mnie fakcie istnienia akupunktu dłużej niż myślałeś(?).

    Like

Comments are closed.