Bóg nie umarł (2014)

Omówienie i wnioski płynące z “Bóg nie umarł”. Poniższy tekst zaczyna się od kompletnego opisu fabuły, a potem jej dekonstrukcji. Uprzedzam jedynie z grzeczności, bo ten film nie jest wart oglądania, więc ostrzeganie przed ujawnieniem treści nie ma tu zastosowania.

Fabuła

Głównym bohaterem jest student pierwszego roku: Josh. Ponieważ zdecydował studiować się coś co nazywają “Wstępem do prawa”, ma do zaliczenia kurs filozofii (jako przedmiot humanistyczny). Trafia na wykład profesora Radissona.

Profesor jest na kampusie znany jako niszczyciel chrześcijan. W jego postać wciela się nie kto inny jak Kevin Sorbo (bardziej znany jako Herkules, ale ja wolę Dylana Hunta). Na pierwszych zajęciach przedstawia on tablicę nazwisk znanych uczonych (z różnych dziedzin) i pyta zgromadzonych co łączy to szacowne grono (naukowców, nie studentów). Na tablicy jest też nazwisko Richarda Dawkinsa (musiało być). Ale na samym przyjdzie intelektualnej przewagi niewiary się nie kończy. Uczniowie dostają polecenie wypisania na kartce zdania: Bóg umarł” i podpisania się. Jako jedyny odmawia Josh.

I tu zaczyna się cały główny wątek. Chłopak musi przekonać swoich kolegów do tego, że Bóg istnieje. Niektóre opisy podają, że musi używać racjonalnych argumentów, ale o tym nie było mowy, no i raczej o tym mowy być nie może. Nie jest to jednak jedyny wątek:

Innym jest los Ayishi, byłej muzułmanki(?), krypto-chrześcijanki, którą ojciec wyrzuca z domu (bo wychodzi na jaw jej religia). To, że spiknie się ona z Joshem, wcale nie jest oczywiste po pierwszym ich spotkaniu.

Kolejnym jest los Amy Ryan, dziennikarki(?) z bloga “Nowa lewica”. Jest ona wroga chrześcijaństwu ale niejako przy okazji (bo jak wiadomo, bycie wierzącym i prawica to synonimy). Spotyka ją kara (jak wyjaśniono potem widzowi, to był SMS od Boga): rak.

Następnym bohaterem jest pochodzący z Chin Martin, który w końcu nawraca się na chrześcijaństwo (przez wykłady Josha). Właściwie jedynym jego wkładem do filmu są telefony do jeżdżącego sobie autem ojca. Ten panicznie boi się problemów związanych z jawnym przyznawaniem się do religijności w Chińskiej Republice Ludowej.

Jest też wątek samego profesora Radissona i jego kochanki (bo jak wiadomo ateiści nie uznają ani ślubów, ani pogrzebów): Miny. On w gruncie rzeczy spędza całe dnie na kontemplowaniu swojej nienawiści do Boga (nie bogów, czy religii w ogólności). Ona (głęboko wierząca) walczy o siebie w tej toksycznej (zgadnijcie czemu) relacji. W końcu decyduje się odejść.

Matką Miny jest cierpiąca na zaawansowanego alzheimera staruszka. Jej pięć minut to chwili trzeźwości, kiedy jej syn ot tak sobie, pyta co dały ci te całoletnie modlitwy. Jeśli już mowa o synu, jest on w nieformalnym związku z Amy (tą od bloga), ale rzuca ją jak tylko dowiaduje się o jej diagnozie (zakładam, że to dlatego, że był ateistą).

Większość wątków spina historia wielebnego Dave’a. To do niego chodzi po pocieszenie Josh, on pomaga tej byłej muzułmance i to z nim konsultuje się Mina. Nawet Raddison za jego namową nawraca się w ostatnim momencie życia. Kapłan ma do tego własne problemy: wizyty kolegi po fachu, wielebnego Jude, którego nie może zawieść do Disneylandu przez niedziałające samochody (jak wyjaśni się później, tak na prawdę był w tym palec boży). Na końcu jego kolega misjonarz namawia go, aby razem się pomodlili nad autem i to rusza (według mnie to raczej kwestia dostatecznej liczby prób, ale wielu widzów widzi tu bardzo praktyczne zastosowania modlitwy). Jest to może nieco ironiczne, ale pastor Dave jest jedną z najbardziej racjonalnych postaci.

Celebryci

Dzieło to uświetniły swoją obecnością tak znane osobistości jak Willie i Korie Robertson. Ja tam ich nie znałem. Może jakbym oglądał więcej amerykańskiej telewizji, programów, którymi i tak bym się pewnie nie kłopotał nawet żyjąc w USA, to może bym ich chociaż kojarzył.

Innymi celebrytami jakich możemy tu zobaczyć to członkowie zespołu Newsboys z ich hitem pt. “God’s Not Dead”. Swoją drogą: ta piosenka jest nawet niezła (ale też nic rewelacyjnego). I teledysk do niej powiela wszystkie błędy filmu w skondensowanej formie.

Jaka to religia?

Możecie się śmiać, ale znalazłem opisy, które określają bohaterów jako katolików. To, że bohaterowie czytają Biblię, że Dave jest wielebnym, ma koloratkę i nie chodzi w sutannie świadczy dobitnie o tym, że nie mamy do czynienia z wyznaniem rzymskokatolickim. Sami bohaterowie określają się jako chrześcijanie, ale należy rozumieć je raczej jako niesprecyzowany protestantyzm. Tego rodzaju, który pozwala co niedziela zmieniać (k)Kościół wedle widzi mi się.

Wykłady chłopaka

Swój pierwszy wykład Josh zaczyna od zdania istnienia Boga nie da się udowodnić. I napiszmy sobie szczerze: na tym powinien poprzestać.

Nieświadomy tego brnie dalej. Jego inspiracją najwyraźniej była jakiś podręcznik kreacjonisty (czemu tu jesteśmy? czemu życie rodzi się skokami? Wielki Wybuch, przyczyny) potem, zapewne w geście desperacji, sięga też do argumentu moralności (jak nie wierzysz, to czemu nie spalisz świata?).

Cała batalia polega głównie na przerzucaniu się cytatami znanych osobistości (Josh od siebie dorzuca biblijne). Cytowani są głównie najbardziej znani uczeni, a każde powołanie się na kogoś poprzedza określenie wyznania autora, czy raczej podkreślenie faktu, że nie wierzył (bo to dowód na to, że mówił konkretnie — nie było to intencją twórców, ale podoba mi się ich krytyczne podejście do kwestii myśli religijnej).

Jak kończy się całość? Jak można nienawidzić kogoś kto nie istnieje?. Tym zadaniem chłopak wygrywa i wszyscy są szczęśliwi. Z wyjątkiem Raddisona.

Jest ateista na sali?

Naszło mnie takie pytanie… Czy w tym filmie jest jakikolwiek ateista? Poza cytowanymi uczonymi? Bo nie widzę.

Profesor Radisson pomimo głoszonym wszem i wobec zapewnieniom, tak na prawdę wciąż jest tym obrażonym na pana Boga pana chłopcem cierpiącym za zmarłą matką. Nie jest niewierzący, jest nienawidzący (nawet Josh to zauważył). Znakomicie widać to w fakcie, że w zasadzie zaprzecza chrześcijańskiej koncepcji bóstwa, niż generalnie jakiekolwiek.

Cała reszta bohaterów niechrześcijan, to osoby, który nie znają Jezusa. Choć wciąż nie mogę się nadziwić jak to w ogóle jest możliwe. Jedynym wyjaśnieniem jest przyjęcie założenia, że świat przedstawiony, jedynie pobieżnie oddaje naszą rzeczywistość, że jest fikcyjny.

Jak wyglądało by to w rzeczywistości

Zastanawiam się też, czy w ogóle jest możliwe, aby profesor tak otwarcie forsował swoją religię w prawdziwej rzeczywistości. Szczególnie w USA. To samo prawo, które zakazuje nauczać modlitw w szkołach, teoretycznie spowodowało by wykopanie takiego belfra ze stanowiska.

Gdyby Raddison faktycznie był ateistom i pedagogiem, raczej powątpiewam, aby kazał swoim studentom pisać Bóg umarł na kartce. Choćby i dlatego, że jako nauczyciel filozofii, znałby znaczenie tego cytatu (które swoją drogą zupełnie źle jest tutaj interpretowane). Nie dałby się też podejść Joshowi z jego naiwną argumentacją. No i prawdę mówiąc praktycznie zakończyłby ich spór niemal natychmiast, bo faktycznie umiałby zbić każdy dowód, na jaki wpadnie chłopak. No, ale film tworzony był przez chrześcijan, którzy mocno przesadzili w tej swojej bajce.

Amerykanie są jednym z najbardziej religijnych narodów spośród krajów wysoko rozwiniętych. 87% Amerykanów deklaruje się jako osoby religijne, a 40% Amerykanów podaje, że regularnie praktykuje

Jak więc to możliwe, że większość bohaterów nie zna idei kościoła? Że ci szeroko pojęci chrześcijanie są tak prześladowani. Nie tylko na uczelniach, ale i w zaciszu domowym, bo jakaś lewacka dziennikarka może wykopać im drzwi?

Krytyka filmu

Chrześcijanie pragną przestawić się na tym obrazie jako ci, którzy cierpią. Przemilczają fakt, że to są opresyjną siłą w swoim społeczeństwie, a rzekome prześladowania to jedynie próby wymuszanie na nich zdrowego podejścia do religijności w życiu publicznym.

W całej tej historii nie ma prawdziwego obrazku osób zza drugiej strony barykady, czy nawet autentycznych szykan z powodu wyznania (najbliżej było w chińskim wątku), jedynie jakieś karykatury tych zjawisk. Być może dlatego, że chrześcijanie nie mają problemów w USA. Całość pogarsza jeszcze obecność elementów magicznych (sprawczej mocy modlitwy)

Choć poziom argumentów anty‐religijnych profesora Raddisona jest nieco wyższy niż zwykle podejmuje teista‐krytyk‐ateizmu, to wciąż jedynie prosty zestaw. Tylko takich, na które znana jest formułka. W dodatku jest to formułka, która może przemówić jedynie do osoby wierzącej w wyższy byt. Nie zapominajmy też, że największą gafą jest sam tytuł i motto filmu, tłumaczone jako Bóg nie istnieje.

Jest jeszcze jedna kwestia, którą chciałbym zauważyć. Jak widać, w przypadku dwójki bohaterów ich nawrócenie zachodzi kiedy są oni umierający i przede wszystkim pozbawieni nadziei. Nawet w tej chrześcijańskiej fantazji, ich bóg gra nie fair. Być może więc warto zadać sobie pytanie, czy to jest coś, co chcesz wciskać innym ludziom, żeby rzekomo się nawrócili?

5 thoughts on “Bóg nie umarł (2014)

  1. “ich nawrócenie zachodzi kiedy są oni umierający i przede wszystkim pozbawieni nadziei. Nawet w tej chrześcijańskiej fantazji, ich bóg gra nie fair.”

    Oh really? Przecież najwięksi twardziele ateizmu to zostawiają sobie nawet coś w rodzaju “testamentu niewiary” na wypadek, gdyby ktoś śmiał twierdzić, że w godzinie śmierci przeżyli jakiekolwiek nawrócenie…

    Udało ci się nie zaspoilować jednego: nawrócili się i uzdrowieli, czy nawrócili i umarli?

    Like

  2. Oh really?

    Tak. No wiesz, etyka i te sprawy…

    Przecież najwięksi twardziele ateizmu to zostawiają sobie nawet coś w rodzaju “testamentu niewiary” na wypadek (…)

    Nie słyszałem o tym. “Najwięksi twardziele”? A to jest w ogóle coś takiego? Chyba jedynie z punktu widzenia osób religijnych.

    Udało ci się nie zaspoilować jednego: nawrócili się i uzdrowieli, czy nawrócili i umarli?

    Profesor Raddison nawrócił się i umarł. Amy nawróciła się i dalej ma raka (już reklamują “Bóg nie umarł 2” więc ma szanse na ozdrowienie).

    Uch, masz zapał żeby coś takiego obejrzeć…

    Miałem powód dla którego to obejrzałem.

    Like

  3. “Tak. No wiesz, etyka i te sprawy…”
    Tak, no wiem, z samych filmów wiem, było ciężko… (PS. jak chcesz przymieżać kryteria etyczne do Kogoś, kto w ogóle POZWOLIŁ na śmierć, to… ano tak, notka obiecana czeka).

    “A to jest w ogóle coś takiego?” Jeśli by wprowadzić kryteria, to zarzekanie
    się że “nie odstąpię ateizmu wobec śmierci” poparte pisemnym oświadczeniem byłoby mocno punktowane. Tak, zdarzają się tacy.

    Like

  4. “Tak. No wiesz, etyka i te sprawy…” Tak, no wiem, z samych filmów wiem, było ciężko…

    Czy ty w ogóle pamiętasz o co chodziło?

    (PS. jak chcesz przymierzać kryteria etyczne do Kogoś, kto w ogóle POZWOLIŁ na śmierć, to… ano tak, notka obiecana czeka).

    A bo to jedna religia na świecie? Zapominasz, że ja mam nieco szersze spektrum. A według chrześcijaństwa Bóg nie stworzył śmierci sobie od tak sobie. Boje się tej twojej notki, wyjdzie na to, że się za głowę złapię i napiszę coś w stylu “gdzieś to ty niby wczytał u mnie?!”.

    Śmierć, śmiertelna choroba, depresja, bycie pijanym, naćpanym, przestraszonym… to wszystkie stany wpływają na osąd człowieka, więc czepianie się kogoś, że coś tam robi, jak akurat kona, jest po prostu byciem gnojem.

    Like

Comments are closed.