O podejściu do spieniężania wiary

– Mistrzu, co ja bym bez ciebie zrobił? Niezliczone rzesze wyznawców Lebiody będą wznosić za ciebie modły pochwalne.

– Ale zapłacisz mi? Tak?

– Ależ oczywiście, oto nagroda. Inwestor to poważny człowiek interesu. W planie mamy masowe nawrócenia, które doprowadzą do całkowitego zwrotu kosztów produkcji w przeciągu trzech do pięciu lat. Wszystko, panie, skalkulowane.

“Wiedźmin 3 – Krew i wino”, zadanie “Komu w drogę, temu w czas”. Polegało ono na wspomożeniu budowy olbrzymiej statuy świętego. Jak widać ów zbożny cel był po prostu przyziemną inwestycją. Zabawne, że gra komputerowa o mutancie walczącym z duchami na miecze, ma bardziej realistyczne podejście do wykorzystywania dewocji niż doświadczamy tego w tym naszym poważnym i prawdziwym życiu.

Kult proroka Lebiody jest jedną z wielu religii występującą w świecie Wiedźmina. Pojawił się już w książkach w postaci ironicznego odpowiednika Biblii. To, że Sapkowski pokpiwa sobie z religii zinstytucjonalizowanej, nie jest niczym niezwykłym (pragnę przypomnieć, co niektórym, że nie wyśmiewa on idei wiary). Co uderzyło mnie kiedy po odsłuchaniu tej scenki, kiedy już przestałem się śmiać to to, że takie dialog mogły powstać chyba jedynie w Polsce.

W kraju, w którym łapy Kościoła przenikają świeckie życie, czy tego sobie tego życzymy, czy nie, gdzie w imię religii można robić wespół z politykami niemałe przekręty, nawet wierzący mają dystans do świętości. Niestety nie wszyscy rzecz jasna. Ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić dużego amerykańskiego tytułu, z takim jak zaprezentowane powyżej podejściem do zbożnego celu.

Jakby tego było mało, kiedy będziemy szukać zestawu wyposażenia wiedźmińskiego mantikory, trafimy do groty, w której ludzie pozostawiali prośby o łaskę. Większość z nich podpada w większym, lub w mniejszym stopniu pod coś, co znamy jako modlitwę Polaka z filmu “Dzień Świra”. W skrócie: dla mnie co najlepsze, dla sąsiada co najgorsze. Można by powiedzieć, że to również zaczerpnięto od Sapkowskiego, ale też ciężko mi przypomnieć sobie podobne teksty w tytułach zza granicy.

Produkcje z Zachodu są bardzo zachowawcze w stosunku do wiary i religii. Szczególnie w grach fantasy, gdzie bogowie są faktem a ich kapłani poważani. Chyba najodważniejszą produkcją tutaj była pierwsza część “Dragon Age”, gdzie może i istnieli, a to była tylko magia. Lepiej jest z książkami (np.: cykle “Kroniki Czarnej Kompanii”, czy “Diuna”).

Skąd więc wynika takie sarkastyczne ujęcie kwestii wiary we Wiedźminie? Czy dlatego, że dajemy w ten sposób wyraz niechęci do obecności Kościoła na naszych prywatnych poletkach? Czy może to akurat na Zachodzie instytucje religijne cieszą się poważaniem i respektem nienaruszanym przez twórców wyimaginowanych światów? A może w USA, nawet popsuta świętość to wciąż świętość? Tudzież wszystko to kwestia poczucia humoru literackiego pierwowzoru?