Kerstin Gier – Trylogia czasu

Wiedziałem na co się piszę. Ta książka wcale nie ukrywa czym i dla kogo jest. A nawet jeśli zignorowałbym okładkę, pierwsze rozdziały nie dadzą żadnych złudzeń. Oto powieść dla młodych niewiast.

Krótkie fabuły opisanie

Trzy tomy: “Czerwień rubinu”, “Błękit szafiru”, “Zieleń szmaragdu” tworzą cykl o nastolatce, która okazuje się posiadać zdolność do cofania się w czasie. Niespodziewanie dla wszystkich dookoła i przede wszystkim dla samej siebie. Oczywiście jest tajemnica. Tajemnica jest głęboka. I są straszne spiski. I wielkie miłości (do pocałunków włącznie!). A my nurkujemy razem z Gwyneth w ten opisany świat, podobnie jak ona poznając wszystko po drodze.

Co mnie chodziło po głowie podczas

Starałem się zrozumieć motywację autorki. To jasne, że próbowała zarobić na chleb, tworząc coś na kształt nowego Harrego Pottera. Interesowało mnie, co miało być główną atrakcją tej powieści. Czy chodziło może o rozwikłanie wielkiej zagadki w jaką wikła się protagonista? A może raczej o romans (czy on kocha, czy lubi, czy szanuje)? A może chodzi o te stroje z dawnych epok, bo liczy się autentyczność?

Pewnie wszystkiego po trochu. Jest tu kilka wątków i różnych niezwykłości, które wydają się prowadzić donikąd. Dla przykładu postać demona Xemeriusa, służący jako przeciwwaga dla cukierkowatości reszty fabuły (za co zresztą go bardzo lubiłem).

W naszym świecie

Ale chyba najbardziej powieść ta mnie zaskoczyła, kiedy zajrzałem na biografię jej twórczyni. Pani Gier pochodzi z Niemiec. Jej książka ukazała się w oryginale po niemiecku, mimo tego, że prawie cała akcja dzieje się w Londynie, a jej bohaterowie to Brytyjczycy z dziada pradziada. Nawet było kilka nawiązań do drugiej wojny światowej. Jestem bardzo ciekawy, czemu autorka zdecydowała się na taki krok.

Werdykt

Nie są to w żaden sposób książki wyjątkowe. Nie są też bardzo złe. Jeśli jesteś nastolatką płci żeńskiej, śmiało. Reszta populacji może, jeśli już koniecznie musi, ograniczyć się do streszczenia. Wiele nie stracą.