Fallout Shelter

Seria Fallout ma koncie kilka eksperymentów, dziś o jednym z nich. O wcielaniu się w rolę zarządcy. Symulator zamkniętej przed światem zewnętrznym krypty. Oj, jak świetnie to wygląda na papierze!

Z czym to je?

Ale nie jest to żaden symulator. Czym więc Fallout Shelter jest? Prostą grą przeznaczoną do poklikania przez chwilę i odłożenia (oryginalnie opracowano go na iPhony). Potem możemy do niej wrócić, znowu trochę poklikać i tak w kółko.

Nie ma tu problemów, które trzeba przewidzieć, nie ma dylematów. Nie ma też strategii i taktyk. Jest za to lekkie komediowe podejście do świata znanego z serii. A wszystko podane w rysunkowej grafice, jaką znanym z ekranów postaci. Vault Boy z towarzystwem, dla odmiany w kolorach (jeszcze przed Fallout 4).

Moje smuty

I nie mogę odeprzeć wrażania, że ta gierka reprezentuje całe niezrozumienie jakie wykazuje nowy właściciel marki do niej właśnie. Tak, wiem, że jest uproszczona, humorystyczna i oderwana od starszego rodzeństwa. Co nie znaczy, że znowu nie mamy do czynienia z magią kostiumów i wrzucaniem gdzie po padnie różnych przedmiotów zupełnie bez ich oryginalnego kontekstu. Dokładnie jak to miało miejsce w przypadku Fallout 3.

Pozytyw

No dobrze, ale jednak gra mi się podobała i mimo wszystko wciągnęła. Zawdzięcza to pewnie swojej uzależniającej formule. Trzeba zaglądać do niej często i na krótko. Zawsze się na coś czeka: na kolejny pokój, na zebranie funduszy, na dojście drużyny do miejsca docelowego… A całość jest całkiem sympatyczna, lekka i niezobowiązująca. I darmowa.

Cena

No prawie. Płaci się (w euro, bo Steam…) za bonusowe przedmioty. Przyspieszające akcje, czy paczki z losowymi zasobami. Nie trzeba ich kupować, są też nagrodami od czasu do czasu. Choć są opinie, że gra wymusza ich kupno, według mnie, raczej jest to przykład dobrze wyważonego systemu mikropłatności. Oczywiście, że ci, którzy zapłacą będą mieć z górki, ale jeśli jest się wystarczająco cierpliwym, można i bez tego.

Jedyną irytującą sprawą, związaną z częścią finansową tej produkcji, jest jedno z osiągnięć. To z zebraniem dwudziestu legendarnym mieszkańców, które jest całkowicie losowe, w dodatku uzależnione od owych paczek z zasobami, nazywanych tutaj “pudełkami śniadaniowymi”. Innymi słowy, jeśli chcesz go mieć, to płać i to płać dużo, bo owi legendarni wypadają rzadko.

Jak ocalić ten tytuł od nudy

Podczas seansów, zastanawiałem się, co można by zrobić aby nieco tę grę uatrakcyjnić. Na początek wprowadziłbym wyśrodkowane, acz losowe statystyki, tak aby każdy ludek nabrał nieco indywidualizmu. Zlikwidowałbym też możliwość podciągnięcia sobie współczynników przez trening, albo chociaż mocno to ograniczył. Dzięki temu mógłbym nabrać i też znaczenia program hodowlany, choć może brzmi to nieco strasznie.

Pochylić trzeba by się też nad pokojami, takimi jak magazyny, do których można przypisać ludzi, ale które mogą też stać puste i nic się nie stanie. O tym, żeby przemyć gdzieś chyłkiem jakaś elementy symulacji nie ma co marzyć. Wymagało by to zbyt wielu zmian w rozgrywce. Ale pewnie by jej pomogło.

Czy warto?

Czy więc w ogóle próbować? Na pewno warto spojrzeć, nieco poklikać. Ważne jest tu podejście, że nawet na samym początku nie ma co czekać i gapić tępo w ekran. Ale darujcie sobie, jeśli podobnie jak ja, macie manię zaliczania tytułu na 100%.

Linki