Brak istoty Bożego Narodzenia według abp Hosera

Już pisałem kiedyś o tym, jak to biskupi, mimo wydawać by się mogło twardej selekcji jakiej są poddawani, mają problemy z rzeczywistością. Do dziś po prostu tego nie rozumiem. Są to wszak ludzie wykształceni, wybrani do piastowania ważnego stanowiska. Skąd więc takie kwiatki?

W najnowszym numerze “Gościa Niedzielnego” (GN 51-52/2017), dosłownie pierwsze pytanie:

Bogumił Łoziński: Wyobraźmy sobie człowieka, który nie zna chrześcijaństwa i pyta, na czym polega istota Bożego Narodzenia. Co Ksiądz Arcybiskup mu odpowie?

Abp Henryk Hoser: Nawet dla człowieka, który zupełnie nie zna tego faktu, narodzenie Jezusa ma bardzo duże znaczenie, bowiem stanowi punkt odniesienia dla określenia lat. Na całym świecie liczymy czas od narodzin Chrystusa. Musiało więc to być wydarzenie historyczne o ogromnym znaczeniu. Były inne tradycje określania lat, np. w Chinach czy Izraelu, a jednak świat przyjął jako początek narodzenie Jezusa. Gdyby to było mitologiczne wydarzenie, nie spowodowałoby takich konsekwencji.

Wydarzenie to było tak ważne, że żaden historyk nie uważał za stosowane go zapisać. Być może dlatego, że nie ma żadnych dowodów, że Jezus w ogóle żył. Wracając do daty jego domniemanych narodzin. Została ona, została wyliczona jakieś 500 lat po niej. No i odpowiedzialny za to mnich (Dionizjusz Mały) pomylił się o kilka lat. I nikt nawet nie zauważył. Co więcej od przeszło piętnastu wieków, nikogo to nie obchodzi. Tak ważna i historycznie adekwatna jest to data.

Datę narodzenia dzieciątka, ustalić można jedynie na podstawie dwóch ewangelii. Będących ze sobą w sprzeczności. Więc nawet przyjmując, że miało to miejsce, ciągle jest problem z ustaleniem samego roku tego istotnego wydarzenia historycznego.

A kto w ogóle wymyślił, żeby uznać rok narodzenia Jezusa za początek czasu? Kolektyw uczonych z chrześcijańskiej europy? Może chociaż dawni władcy? Nie, papież (Jan I). Swoją drogą, czemu nie wybrał innego ciekawszego momentu, np. chrztu Jezusa, albo jego zmartwychwstania? Nie wiem. Ale wiem, że przed jego pomysłem radzono sobie bez niego.

Przed tym cyrkiem z narodzinami, za początek epoki uznawano powstanie Rzymu. Ten przynajmniej na pewno istniał. Choć nawet w przypadku jego genezy, możemy mówić o legendach. Jak widać, kluczowe daty mogą być umowne, nie ma znaczenia historyczność.

Już o tym, że do tej pory pomijałem kwestię dnia w roku, nawet nie chce mi się za bardzo rozpisywać. Dość, że 25 grudnia, to jedynie kwestia praktyczności.

A swoją drogą… czy naprawdę, jedyne co pan arcybiskup umiał wymyślić, na wskazanie istoty święta Bożego Narodzenia, to jego rzekoma ważna dla historyków rola? To już nawet ja umiałbym wskazałbym lepsze.

Pierwsze pytanie stanowi jedynie 6% całości tekstu, ale nie ma się co oszukiwać. Dalej wcale nie jest lepiej. Unikać. Jak i całego Gościa Niedzielnego, niby lepiej od Frondy, ale ciągle słabiuteńko.

Linki