Gabriela Górska — Kontakt

Nie zwróciłem uwagi na nazwisko z okładki. Autorki w tym przypadku. To nie był “Kontakt” Carla Sagana. To polska książka SF z czasów poprzedzających mnie samego. Poniższy tekst zawiera opis fabuły, ponieważ boję, że biorąc pod uwagę niszowość tej pozycji, zostanie inaczej zapomniana.

Fabuła

Jest wiek XXIII. Ludzie opanowali możliwość podróży międzyplanetarnych, nawet międzygwiezdnych. Rakiety poruszają się wciąż wolniej niż światło, dlatego zachodzi konieczność używania hibernacji.

Główny bohater Carey, który jest pilotem kosmicznym dostaje misję zbadania planety BX-16. Odebrano z niej nietypowy sygnał, być może od innej cywilizacji pozaziemskiej. Do tej misji skierowano również majora Thorntona, tzw. “Strażnika”.

Książka niejasno sugeruje, że owi “strażnicy” są pewnego rodzaju gorszymi ludźmi (bardziej w sensie moralnym). Sam major prezentowany jest jako lepszy od swojego współtowarzysza, praktycznie we wszystkim, od wyglądu po wytrzymałaś fizyczną, znacznie przekraczającą normalną. Panowie po pobycie w wydziale medycznym wsiadają do “Redbirda” (nazwa rakiety) i lecą na wyznaczone miejsce.

Sama planeta okazuje się być pusta. Kiedy nasi bohaterowie dochodzą do wniosku, że należy się pakować do domu, wybierają się na ostatnią przejażdżkę. I jak to zwykle bywa w opowieściach, dochodzi do wypadku. Carey próbując ratować obu niejako przypadkiem dowiaduje się, że jego kompan jest… androidem. Ale opartym na biologicznych komponentach, więc nawet pobyt w wydziale medycznym go nie zdemaskował. I wtedy następuje chyba najlepsza część tej powieści, a po niej część zupełnie niepotrzebna.

Major ma rozkaz utrzymać swoją tajemnicę nawet jeśli musi to oznaczać zabójstwo. Trzyma więc kolegę na muszce i prowadzi długą rozmowę, odpowiadając mu cierpliwie na wszystkie pytania. A potem pociąga za spust. Carey jednak przeżywa, Thornton umiera (na wskutek swoich ran z wypadku). Kiedy już się zebrać z planety, okazuje się, że oto na zewnątrz rakiety para obcych (tak: nieludzi), prosi o pomoc. Koniec.

Tematyka

Autorka prezentuje w powieści pogląd, że ludzie (jako gatunek) potrzebują jakieś celu istnienia. I owym celem jest poszukiwania pobratymców: innego inteligentnego życia we Wszechświecie. Pragnienie ów jest tak istotne, że nawet pesymistycznie nastawiony do pomysłu Rząd Ziemi, jego gotowy łudzić ludzi fałszywymi misjami poszukiwania kontaktu.

Jednocześnie pani Górska podsuwa naszemu inny gatunek: Thorntona, androida, istotę nie będącą człowiekiem (co chyba podkreśla każdy jego opis), niejako na dowód, że nie jesteśmy gotowi na spotkanie z obcością. Że szukamy w gwiazdach, zamiast w nas samych. I właśnie dlatego uważam, że ta końcówka (gdzie są istoty z siedmioma palcami u jednej dłoni) jest zupełnie niepotrzebna.

Jest tu jeszcze jeden motyw. Choć osobiście uważam, że ta kwestia nie podlega żadnej dyskusji, to pytanie to pada na kartach powieści: czy major Thornton świadomie pozwolił się sobie wykrwawić, aby w ten sposób pozostawić przy życiu kolegę w ramach swojego uwarunkowania? Według mnie tak, wszak przyznaje to i sam Carey (w sumie całkowicie zbędnie, jeśli zamiarem autorki było tutaj wywołanie zadumy czytelnika). Jeszcze jeden dowód na to, jak praktycznie nie możliwe jest narzucenie obroży w postaci zakazów zaawansowanej sztucznej inteligencji (nie wiem, czy major podpada po tę definicję, ale nie zmienia to wniosku).

Przyszłość z przeszłości

Ilekroć obcuję z literaturą w której przewiduje się rozwój techniki, szukam jak bardzo myślenie z danej epoki wpływa na taką wizję. Tutaj mamy do czynienia ze światem, gdzie autonomiczne roboty, z rozbudowanym systemem wizyjnym (pracują bez nadzoru przy cięciu złomu), które jednak nie są zdolne do wykrycia obecności człowieka. Nie tylko one zresztą: sondy ciągle wymagają klisz i ludzi do analizy ich obrazów. No i podoba mi się, że w użyciu są ołówki i papier zamiast jakiś tabletów (tak, zdaje sobie sprawę, że autorka napisała tę powieść przed epoką smartfonów).

Podsumowanie

Nie polecam, ani nie odradzam. Nawet w dniu publikacji była to po prostu jeszcze książka SF. Choć wcale nie taka znowu najgorsza. Czy sięgać dzisiaj? Jedynie jeśli interesuje nas przemyślenia ludzi, którzy śnili o podróżach na orbitę i poza nią, sprzed epoki komputerów w kieszeni.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s