Post, który nic nie znaczy

Ilekroć wydaje mi się, że katolicyzm to poważna sprawa, zawsze ktoś usłużnie wyleje na mnie kubeł zimnej wody. Wdzięczy tym razem jestem za:

<wszystkie publiczne obwieszczenia biskupów odnośnie zniesienia zakazu nie jedzenia mięsa w piątek>

Dlaczego to wciąż ma jeszcze miejsce?Jak miało to miejsce dawniej, tak i pewnie dziś, księża na lekcji religii wbijają jak mantrę: nie jedzcie mięsa w piątek. Jest to tzw. post jakościowy. Post który nie ma za bardzo sensu od bodaj dwóch wieków, ale Kościół Katolicki wciąż nie wydaje tego rozumieć. Podobnie jak jego wierni, którzy owczym pędem podążają za tą parodią umartwienia.

W momencie ustanowienia spożywanie pieczystego było luksusem. Miało to więc sens, że na pamiątkę męki pańskiej, odmawiamy sobie jakiegoś rarytasu. Takie zachowanie było jakimś wyzwaniem, poświęceniem czegoś w imię swojej wiary. Co prawda już wtedy w prawie kanonicznym była dziura (obecna i dziś): nieuznawanie za mięso ryb, niektórych ptaków, czy ssaków wodnych. Ale o tym kiedy indziej.

Współcześnie spożywanie mięsa jest normą. Ludzie nawet nie umieją sobie uzmysłowić, że tak mamy dopiero od niedawna. Wciąż jednak mamy owe bezmięsne piątki. Przez ten jeden dzień w tygodniu, katolicy mogą poczuć się jak wegetarianie. O ile akurat nie olewają sprawy, ale to też zupełnie inny temat.

Żyjemy też w czasach kiedy coraz więcej ludzi decyduje się nie spożywać białek pochodzenia zwierzęcego całkowicie, lub jeść je tylko sporadycznie. I robią to z różnych przyczyn, głównie niereligijnych, takich jak np. sympatia do zwierząt. Taki styl życia jest łatwiejszy niż kiedyś (dostępność alternatyw, rozumienie społeczne), jest promowany. Czyżby nie było wegan w Kościele Katolickim? Co oni w takim razie robią w piątki?

O ile sensowniejsze było by gdyby wierni sami musieli sobie wybrać przedmiot postu. Dla jednego były to słodycze, dla innego może palenie, kto wie może dla kogoś nawet to nieszczęsne mięso. Ale to wymagało by jakiejś refleksji, zrozumienia przyczyn i wewnętrznej motywacji. Czegoś co trudno jest nauczyć. Na pewno trudniej niż rzucenie formułki “piątek obowiązuje zakaz spożywania mięsa”.

5 thoughts on “Post, który nic nie znaczy

  1. Zastanawiam się, jaka jest prawdziwa geneza postu. Skoro – jak piszesz – w momencie ustanowienia spożywanie mięsa było luksusem, to automatycznie nie dotykało większości ludzi. Skoro to luksus, to większości i tak nie stać, więc trudno mówić o faktycznym wyrzeczeniu – chwilowe odmówienie sobie luksusu ciężko tak nazwać. Mogło być tanim, łatwym, wręcz automatycznym dla większości pokazaniem przynależności do KK. Na zasadzie “nie jesz mięsa, katolicy nie jedzą mięsa, możesz przynależeć”. A może chodziło o chęć zapewnienia wpływów na tacę? “Nie masz pieniędzy? Nie szkodzi, oszczędzaj na jedzeniu w piątek i będziesz miał z czego łożyć na kościół w niedzielę.”

    Jeśli chodzi o wybór przedmiotu postu, to bywa to praktykowane. Spotkałem – co prawda nie piątkowo, a adwentowo – odstawienie alkoholu. Ale to już chyba nie KK, w każdym razie nie jego mainstream.

    BTW czemu wymagasz od religii sensu i logiki? To głównie tradycja i obrzęd, nie musi pasować do współczesności ani mieć sensu. Jeśli obrzęd nie szkodzi nikomu, to niech go ludzie stosują, skoro chcą. W sumie obecnie jest pożyteczny – ludzie jedzą za dużo mięsa, zwł. tłustego, więc jest pozytywny aspekt zdrowotny.

    Like

    • Nie było aż takim luksusem.
      (…) Wtedy wszyscy mieli obowiązek być katolikami, nie ma sensu tego pokazywać, już interpretacja z wpływami na kasę jest lepsza:)
      (…) I dobrze, że jest, ale jak sam zresztą przyznajesz to nie jest mejstrim (co zresztą zainspirowało mnie) i główna linia.
      (…) Wymagam logiki od wszystkiego, szczególnie jeśli coś jest lansowane publicznie, a ludzie są do tego zmuszani (jeszcze pamiętam takie rzeczy, nie wiem czy to kwestia zmiany czasów, miejsca zamieszania, czy wyrobienia sobie przeze mnie grubszej skróty). Ale nawet ja czasem dostaje odpryskiem od jakiegoś zaangażowany katolika, który publicznie burzy się, aby na stołówce nie wydawano schabowego w piątek (bo jego to kuje w oczy, że inni nie przestrzegają tego postu).
      (…) Pozytywny aspekt zdrowotny? Z tego co zauważyłem, raczej uczy ich mataczenia (jedzą te ryby, albo załatwiają sobie jakieś dyspensy w oparciu o taki grubymi nićmi szyte wytłumaczenia, że aż dziwi czemu jeszcze się tym publicznie chwalą!?), jeśli ktoś interesuje się zdrowiem to daruje sobie religię i po prostu eksperymentuje z weganizmem i częściowym weganizmem.

      Like

      • O jakim okresie mówimy dokładnie? Jeśli Wikipedia nie kłamie, to ryby były droższe od mięsa w średniowieczu.

        Kiedy piątkowy post został wprowadzony? Szukałem pobieżnie, nie znalazłem tej informacji, za to masę innych. M.in. osoba ze stołówki nie ma racji – korzystający z żywienia zbiorowego są zwolnieni z obowiązku. 😉 Może o to chodzi z tymi dyspensami?

        Zakładasz, że ludzie są świadomi, myślą itp. To niekoniecznie działa w stosunku do mas, za to prosty nakaz/zakaz może mieć faktyczny wpływ. Jak to kiedyś ktoś mądrze napisał, że jeśli (wszyscy) ludzie zrezygnują z mięsa w jednym posiłku w tygodniu, to będzie to miało większy wpływ dla dobra zwierząt, niż wszyscy weg*nie razem wzięci. Oczywiście mowa o rezygnacji, nie o zastąpieniu mięsa jednego zwierzęcia mięsem innego.

        Last but not least: katolicy małą. Nazwy religii i ich wyznawców piszemy małą.

        Like

      • Ale też jasno pisze, że mięso nie było dostępne dla wszystkich (czytaj: codziennie to jadła go głównie szlachta). Co osoby ze stołówki to nie chcę o tym pisać, to był bardziej przejaw “cebulactwa” niż religijności (wyobraź sobie sytuację, gdy szef zamawia wszystkim pracownikom jakieś dobre burgery, akurat w piątek, a ktoś nie ma odwagi: “ja dziękuję, dzisiaj jest piątek”).

        “Zakładasz, że ludzie są świadomi, myślą itp” (…) zapominasz, że oficjalnie nauka Kościoła Katolickiego głosi takie rewelacje. Nie interesuje mnie jakieś przemawianie do mas, czy coś, z jednej strony, aby z drugiej gadać coś o odpowiedzialności, wierze, indywidualizmie. “Jak to kiedyś ktoś mądrze napisał” (…) a ty masz bezmięsne dni? Nie potrzebujemy religii do promocji dobrych zachowań, tym bardziej, że sobie z tym nie radzi.

        Co do małych literek, wybacz, czasami zapominam, albo mylę z państwami.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s