Kolejny rok, kolejny koniec świata

Nie przykładam się do tego tak jak powinienem, informując, czy zliczając, ale w poprzedniej dekadzie mniej więcej co roku mieliśmy koniec świata.

W 2019 odbyło się to 9 czerwca. No cóż, żyjemy dalej. W 2020 apokalipsę zwieszczyła nam niejaka pani Jeane Dixon:

Armageddon will come in 2020, when the False Prophet, Satan and the Antichrist will rise up and battle man himself.

Ta nie żyjąca już prorokini, zdobyła sławę przewidując wiele wydarzeń za swojego życia. Kilka z nich chyba nawet faktycznie się przydarzyło, ale nie jej poprzednia próba wyznaczenia daty Kresu Rzeczy. Zdarza się najlepszym. Dosłownie, bo nie ma wróżbity, czy innego medium, które po prostu nie zarzuci świata tysiącem zgadywanek, licząc na to, że któryś przypadkiem okaże się prawdą.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że niektórzy rozszerzają jej predykcję na lata: 2020 – 2037.

Źródła: Lista dat końców świata, https://www.unilad.co.uk/viral/psychic-who-predicted-jfk-assassination-claims-the-world-will-end-in-2020/ (j. ang.)

Inni o religii #25

Z dachu splecionego z gałęzi zwisają “święci”. Są to gliniane naczynia różnej wielkości, malowane na czarno i czerwono. Na krawędzi naczynia znajduje się prymitywna wymodelowana głowa boga. (…)
– (…) Święty używany parę razy to niedobry święty.
Jeżeli święci nie wysłuchują modlitw Lakandonów, wtedy tłuką oni gliniane naczynia i bożków na kawałki i lepią z gliny nowych.

Lubię przejawy takiej praktycznej teologii. Dają nadzieję. Niektórzy wiedzą religijność jako cechę wrodzoną człowiekowi, a takie właśnie zachowania dają znać, że nie wszystko źle z tym naszym genomem.

Surviving Mars – pierwsze wrażenia

Prawie od tygodnia wsiąkłem w grę w tytule. Dzieło firmy Paradox, gdzie kierujemy losem jednej z pierwszych, komercyjnych kolonii na Marsie. W przerwach pomiędzy sesjami zaznajamiam się nieco z aktualnym stanem technologii i planów podboju tej planety. Sama gra rozdawana była przez sklep Epic Games. Kilka słów pierwszych spostrzeżeń. Continue reading

Napis który nic nie znaczy

Trwa właśnie święto Trzech Króli. Święto, które jest trochę cierniem w boku polskiego Kościoła Katolickiego. Z jednej strony: wielki sukces, udało się, poprzez jakieś szarawe powiązania polityczne wstawić go do oficjalnego kalendarza państwowego. Z drugiej całkowita klęska: choć jest ono jednym z ważniejszych dni w kalendarzu liturgicznym, wierni nie bardzo wiedzą co to za święto w ogóle jest.

Przykładów tego ostatniego jest kilka i nawet w latach poprzednich je opisywałem. Dziś jednak o zwyczaju umieszczania na drzwiach trzech liter. Większość katolików mylnie sądzi, że chodzi o imiona, istniejących jedynie w folklorze, trzech króli. Nie znają i w sumie nie obchodzi ich pewna łacińska maksyma.

Episkopat jednak postanowił coś z tym fantem zrobić. Skoro nie daje nic religia w szkołach, czy kazania, w końcu poszedł postanowił popłynąć z prądem:

Pobłogosławioną kredą oznaczamy drzwi naszych domów, pisząc K+M+B lub C+M+B. Obie formy są prawidłowe. Gest ten wyraża prośbę o błogosławieństwo Chrystusa przez wstawiennictwo świętych: Kacpra, Melchiora i Baltazara

To jest dopiero naciągane, samo zalecenie zrodziło się około 2001. Mam nadzieję, że więcej takich niusów nie będzie, bo mój blog stanie się nieco monotematyczny…

Źródło: Rzecznik Episkopatu: drzwi domów oznaczamy K+M+B lub C+M+B.