Słowo na niedzielę #21

Jeden z komentarzy, na jaki się niedawno natknąłem. Nie pamiętam dokładnie gdzie, ani nawet jakich słów użyto, ale poniższe zdanie oddaje jego sens całkowicie:

Gdyby wszyscy ludzie bez wyjątku żyli zgodnie z naukami mojej religii, żylibyśmy w raju. Nie było by przestępstw i nienawiści. Żyj zgodnie z moją religią, bo ma to sens.

I pytanie, na które odpowiem: czy ma w ogóle jakikolwiek sens?

Pierwszą zwykle reakcją osób które na coś takiego odpowiadają, jest przytoczenie przykładów z życia. Czyli opisanie jak na prawdę wygląda życie osób religijnych. Jakby nie chciało nam się czytać gazet, to sama historia dostarcza mnóstwa przykładów. Wszak są i były obszary gdzie to religia jest prawem i wcale jakoś raju takie społeczeństwo nie przypomina. W końcu w Europie Kościoły nie potępiały ani rasizmu (szczególnie opartego na wyznaniu), ani niewolnictwa (wprost, lub jako części feudalizmu) itp., ani nawet wojen, które często motywowano religijnie, co wcale nie przeszkadzało kapłanom. Wiele się nie zmieniło nawet i dziś, kiedy religie nieco nasiąkły ideami zupełnie nie pochodzącymi z Biblii (takimi jak choćby: wolność osobista każdego człowieka, czy równość wobec prawa, czy ostatnio nawet ekologia). Wynik naszej dyskusji wynosi więc: 0:1.

Nasz argumentujący może tutaj kontrować, że ci wszyscy ludzie, byli religijni, ale źle zrozumieli, albo ignorowali prawdziwą naukę jego wiary. No właśnie, a jakie to są to wytyczne? W przypadku chrześcijaństwa ich wykładnią ma być Biblia. I jeśli do niej zajrzymy, no cóż… W zasadzie Stary Testament sprawdza się do zezwolenia na bicie wszystkich, którzy nie są z naszego plemienia. Bóg Abrachama nie ma problemu z niewolnictwem, czy nawet gwałtem. Nawet osławiony dekalog, to jakiś prawniczy żart. Nowy Testament nie jest aż tak zły, choć nawet tu nie uświadczymy potępienia zniewalania innych, lub homofobii. Nauczanie samych księży, jest wypadkową ich przekonań: ich i ich przełożonych, nieco przyprawionych oryginalnymi świętymi teksami. Jak to wychodzi, to już nie raz pokazywałem. 0:2.

Ale przecież patrzę na Biblię jako całość, zamiast wybiórczo tylko na te dobre fragmenty i zupełnie zignorować te dłuższe gorsze. Jest to etycznie mocno wątpliwe, ale powiedzmy, że to zrobimy. Tylko po co wtedy bawić się w jakąś religię? Czemu nie, tak po prostu: “gdyby ludzie brali nauki Kanta (…), gdyby ludzie przestrzegali prawa (…)”? 0:3 (bo zakładamy tutaj, że intencja argumentującego było wykazanie przydatności jego wyznania).

Wniosek: zastosowanie religii jako źródła moralności, kodeksu postępowania nie ma sensu, nawet jeśli pozwolimy jej istnieć w najbardziej akceptacyjnym świecie.

Warto tu też wspomnieć, jedną z rzeczy jaką uczy filozofia: nie można praktycznie ukuć praw moralnych. Na pewno nie w formie formułek, na których nie byłoby antyprzykładu. Zawsze są jakieś wyjątki, dziwne okoliczności. Np. “nie zabijaj”, a co jeśli ktoś chce zabić właśnie ciebie? twoją rodzinę, czy wielu innych ludzi? a co jeśli ktoś ma okropną chorobę i właściwie do końca swoich policzonych dni jedynie będzie odczuwał coraz większe cierpienie? Na pewno żadnej klasycznej religii się to nie udało.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s