openSUSE: dodawanie obsługi protokołu Tlen do Pidgina

Ta notka jest przeróbką mojej poprzedniej: “Dodanie obsługi Tlen do Pidgina“. O ile tamta była dla Ubuntu, ta jest dla openSUSE 11.4.

  1. Instalujemy Pidgina ze źródłami. Polecenie: sudo zypper install pidgin pidgin-devel (można to też oczywiście zrobić za pomocą YaST-a, ale mam już swoje przyzwyczajenia, no i tak jest szybciej).
  2. Ściągamy najnowsze źródła z ~alek/pidgin-tlen
  3. Rozpakowujemy te źródła, gdzie nie ma znaczenia.
  4. Wykonujemy polecenie make w katalogu z rozpakowanymi źródłami.
  5. Edytujemy plik Makefile, drugą linijkę zamieniamy na: LOCALBASE?= /usr (czyli usuwamy frazę /local).
  6. Dla systemów 64 bitowych: trzeba zamienić katalog lib na lib64. W Vim-ie Możemy to zrobić za pomocą polecenia: :%s/\/lib\//\/lib64\//g (około trzech wystąpień).
  7. Zmiany oczywiście zapisujemy.
  8. Teraz możemy wklepać sudo make install.

Wygląda na to, że działa, choć w sumie, openSUSE mam dopiero od kilku dni.

Z ostatniej chwili (16.10.2012):

Autor pluginiu przeniósł się na GitHub.

Bash – wybredne kopiowanie

Domyślnym katalogiem na pobieranie plików w moich przeglądarkach, jest pulpit. Stamtąd rozdzielam pliki wedle własnego widzi mi się, jednak pewną klasę plików, życzę sobie mieć zawsze w pewnym specyficznym katalogu. Do tej pory, przenosiłem je tam ręcznie, ale uświadomiłem sobie, że przecież nie jest trudno proces ten zautomatyzować. Po pięciu minutach powstała ta oto linijka:

" = "" ] && cp "$1" ""

Ten skrypt oczywiście wykorzystuje do otwierania pliku z poziomu przeglądarki. Najwięcej problemu było ze sprawdzeniem poprawności zadanego parametru ($1). Należało jednak upewnić się, czy parametr jest plikiem (to z pomocą: -f) i czy ma zadane rozszerzenie. Zamieszczam, aby mi się nie zgubiło. Na co warto zwrócić uwagę:

  • ${1##*.} – to wyrażenie zwraca rozszerzenie pliku (tutaj dla zmiennej $1). Dla nazwy np. “nazwa.z.kropkami.txt”, zwróci “txt”. Po sieci można znaleźć wersje z jednym płotkiem (#), ale wtedy wynikiem są wszystkie znaki po pierwszej kropce (szczegóły w załączonych linkach)
  • [ (...) -a (...) ] – I (ang. AND) w składni programu test, używanego przy warunkach w Bashu

Z pomocą: bash String Manipulations i Linux tip: Bash test and comparison functions.

Dodanie obsługi Tlen do Pidgina

Jak wiadomo, w najnowszym Ubuntu (10.04 LTS – Lucid Lynx) zrezygnowano z komunikatora Pidgin i zaproponowano inny – Empathy. Chciałem dać mu szansę, ale w końcu wymiękłem i zainstalowałem z powrotem Pidgina.

Czemu? Przywykłem, miałem go skonfigurowanego (import profili zadziałał tylko połowicznie) jak również w Pidginie miałem zainstalowaną obsługę protokołu Tlen (coś słabo z tym na Empathy), z którego korzystam. Jego obsługa nie jest rzeczą natywną dla wspomnianego komunikatora, tak więc któryś już raz z kolei zastanawiałem się, co właściwie się robiło. Dlatego właśnie postanowiłem wstawić sobie na bloga (tego) krótki opis kompilacji i instalacji pluginu Tlen.

  1. Instalujemy Pidgina ze źródłami. Polecenie: sudo apt-get install pidgin pidgin-dev
  2. Ściągamy najnowsze źródła z ~alek/pidgin-tlen
  3. Rozpakowujemy te źródła, gdzie nie ma znaczenia.
  4. Wykonujemy polecenie make w katalogu z rozpakowanymi źródłami.
  5. Teraz to trudne: edytujemy plik Makefile, drugą linijkę zamieniamy na: LOCALBASE?= /usr (czyli usuwamy frazę /local, bo Pidgin na Ubuntu trzyma swoje pluginy w katalogu /usr/lib/purple-2, a nie w /usr/local/lib/purple-2/).
  6. Wciąż edytując plik Makefile, zamieniamy wszystkie cztery wystąpienia wheel na root (w edytorze Vim wystarczy polecenie: :%s/wheel/root/g).
  7. Zmiany oczywiście zapisujemy.
  8. Teraz możemy wklepać sudo make install.
  9. Powinno wszystko działać bez problemów razem z ikonkami na swoim miejscu (mam nadzieję…) – jak to sprawdzić? Przy zarządzaniu kontami, wybrać opcję “Dodaj” i na liście protokołów powinien znaleźć się “Tlen.pl”.

Posłowie

  • Zamieszczony tu sposób działa też na systemie Mint (nie ma się co dziwić, bazuje on na Ubuntu).
  • Autor pluginu przeniósł swoje źródła na Github – zostawił co prawda przekierowanie, jednak jakby co, to link znajdziecie poniżej.

Linki

Krótka randka z KDE4

Z powodu dość poważnej awarii GNOME na moim systemie, która uniemożliwia jego uruchamianie, na szybko zdecydowałem się zmienić środowisko graficzne. Rozwiązanie to kojarzy mi się nieco z tym jakie wymyślili w Zamglonych Wzgórzach (w grze Arcanum), kiedy lokalny most został opanowany przez bandytów (zdecydowano się zbudować nowy).

Instalacja Open Box odpada, bo choć jest całkiem miły i wygodny, to wymaga sporo konfiguracji na początku, a tego właśnie chciałem sobie oszczędzić. Stąd KDE. I muszę przyznać, że jest bardzo ładne. Bardzo też jest windowsowe, czy też może to nowe Windowsy są bardzo kadeowe? Ewentualnie zainspirowały się czymś innym – ktoś może kojarzy?

PS. Nowe Ubuntu wychodzi za tydzień (podobno), więc sobie naprawię sobie GNOME’a na windowsowy sposób:)

Krótka recenzja Lenovo G550

Moje zadanie było proste, zainstalować na laptopie Lenovo G550, numer modelu: 20023, jakiś inny niż aktualny system. A że miałem na to kilkanaście dni, to zdążyło mi się nasunąć kilka uwag odnośnie tego sprzętu. Na ów drugi system wybrałem Ubuntu wersję 9.10, po części dlatego, że system nie powinien sprawiać za dużo problemów swojemu nowemu użytkownikowi, ale również dlatego, że miałem już gotową płytkę.

Inaczej niż podczas moich poprzednich zabaw z laptopami (HP 6735s FU601ES – pierwsze starcie), w tym przypadku oszczędzono mi zarówno wyboru modelu, czy pierwszych chwil z nim. Coś tam wspomniano, że obecny na dysku (250 GB, jak ktoś nie chce zaglądać do dokumentacji, a go to ciekawi) Windows 7 to domyślny system, w każdym razie nie mogę nic powiedzieć o instalacji tegoż systemu, ale podejrzewam, że nie powinno być problemu np. ze sterownikami. Chyba, że chcemy instalować którąś z wciąż powszechnych poprzednich wersji tego systemu.

O Ubuntu na Lenovo G550

Jeśli natomiast chodzi o instalację Ubuntu, to najbardziej złożonym etapem było wydzielenie partycji, czyli nie było żadnych problemów. W zasadzie zaraz po instalacji jest ono już w pełni skonfigurowane i gotowe do pracy, z jednym małym wyjątkiem – sterowniki do WiFi, jako własnościowe, należy dociągnąć sobie we własnym zakresie. We własnym zakresie, czyli z menu System->Administracja->Sterowniki należy wybrać właściwą opcję. Aby ta się pojawiła, trzeba dodać dodatkowe repozytoria, a być może tylko pozwolić na update systemu. Ja wybrałem opcję “automatyczna konfiguracja systemu” z załączonego do polskiej wersji Ubuntu skryptu konfigurującego. Mała uwaga: nie wiedzieć czemu moje Ubuntu strasznie polubiło sieć bezprzewodową dostępną w pracy. Obudzone po hibernacji w domu wciąż i wciąż chciało się z nią łączyć, mimo iż była dostępna niezabezpieczona sieć domowa. Czasem trzeba było restartować system. W drugą stronę nie było żadnych problemów. Nie sprawdzałem pod tym kątem systemu Windows 7.

A tak w ogóle, to oto i on

Teraz może dla odmiany trochę o samym laptopie. Bateria trzyma około trzech godzin. Klawiatura posiada blok numeryczny, przez co touchpad jest przesunięty w lewo, tak aby był na środku “właściwej” części klawiatury. Podobno niektórym to przeszkadza, ja akurat nie używam laptopów na co dzień, więc aż tak bardzo mi to nie wadziło, choć od czasu do czasu zamiast przesuwać kursor używałem “rolki” (małego skrawka touchpada po prawej, który służy w takim charakterze). Jeszcze jakby wymienili klawisz funkcyjny z sąsiadem – lewym CTRL, bo często zdarzało mi się je mylić. Po kilkunastu dniach zauważyłem też, że chociaż lapek był względnie nowy, pod światło widać było ślady używania na touchpadzie. Obudowa sprawiała wrażenie jakby miała pęknąć, kiedy chwytałem urządzenie w pośpiechu, ale normalnie na taką nie wygląda.

Podsumowanie

Przyznam, że nie próbowałem na tym sprzęcie wymagających gier, według innych recenzji, Lenovo G550 nie radzi sobie z nimi. Codzienna praca, czyli otwieranie przeglądarki, jakiś film czy słuchanie muzyki, przy korzystaniu z jakiegoś pakietu Office lub środowiska programistycznego, przebiegało sprawnie i bez zarzutu. Małym minusem dla mnie była też mała rozdzielczość ekranu, jak wspomniałem wyżej, na co dzień korzystam z normalnych pecetów. Czas i na podsumowanie: Lenovo G550 to dobry i przystępny cenowo sprzęt biurowy, który można wynieść i pracować na nim poza biurem. A w związku z tym, nie ma sensu używać na nim Windowsa, wszak i tak nie pogramy 😛

Linki

Na powiadomienia o aktualizcji

Od kiedy w Ubuntu wprowadzono zmianę polegającą na zastąpieniu małej ikonki w obszarze powiadamiania na wyskakujący na środek ekranu menadżer aktualizacji, wielu skarżyło się, że jest to traktowanie użytkownika jak głupiego, czy też dosadniej: zbliżenie Ubuntu do Windows.

Spoglądając właśnie na listę aktualizacji w komputerze mojej rodziny, nie sposób jednak nie zauważyć małej liczby nieściągniętych aktualizacji. Ba, niezainstalowane aktualizacje są tymi najnowszymi. W porównaniu do przeszłości, gdzie można było te pakiety mierzyć w gigabajtach jest to odczuwalna różnica. Czyżby działało? Co nie zmienia faktu, że mnie ten postartowy zryw menadżera strasznie irytuje.

Planowałem też wkleić screen okienka “Wymagane jest ponowne uruchomienie komputera”, tak żeby trochę podręczyć użytkowników systemów ze stajni Microsoftu, ale niech się nie denerwują.

Ubuntu 9.10 nie lubi MPI

Po prostu nie działa polecenie mpirun. “Nie działa” to w sumie niedokładne określenie, program uruchamia się, ale potem albo wisi, albo się wywali na funkcji MPI_Init. Nie znalazłem jeszcze rozwiązania, za to znalazłem kilka błagalnych wątków z tym samym problemem. Jeśli ktoś by znał rozwiązanie, niech się nie krępuje, na dole można je wpisać.

A zapomniałem, mpirun pochodzi z pakietu lam-runtime.

Microsoft powinien stworzyć Linuksa

Znalazłem dzisiaj artykuł na Onecie o takim tytule. Były pracownik Microsoftu (Keith Curtis) wysłał e-maila do Steve’a Ballmera z propozycją zmiany profilu firmy na open-source’ową. Czyli Microsoft ma porzuć linię Windows i zająć się tworzeniem własnej dystrybucji.

Zastanawia mnie ten pan Keith Curtis. Czy pracując w Microsoftcie nie zauważył, że firma zarabia na swoim monopolu? Że jego pensja wynika z tego, że MS nie sprzedaje dobrego oprogramowania, ale po prostu coś sprzedaje? Byle kolorowo i dużo? Nie słyszał też, że jego szef raczył nazwać Open Source “rakiem”? Chyba był bardzo młody. Albo ja jestem już bardzo stary.

Przy okazji panowie z Chipa, tytuł jest nieprawidłowy, bo chodzi tu o dystrybucje tylko, a dwa Linux już istnieje.

Harce Ubuntu 9.10

Jakiś czas temu, tydzień najwyżej, upgrade’owałem swój system (tak, Ubuntu). Właściwie to miałem kilka problemów, ale wynikały one z moim resetującym się połączeniem internetowym, więc nie zwróciłem na nie uwagi. Aż do dziś, kiedy to okazało się, że jedna piąta użytkowników ma z tym ulepszeniem problemy (według artykułu: Problemy z Ubuntu 9.10).

Ja tam miałem więcej problemów po instalacji, niż w trakcie. Ubuntu trochę przyspieszyło, ekran logowania zbliżył się w stronę Windows, ikonka połączenia wygląda nieładnie, a związku z wymianą systemu dźwięku trzeba było nieco zmienić np. ustawienia w MPlayer. Daleko mi tu jednak do komentarzy w stylu Jeśli dokonujesz aktualizacji z wersji 9.04 (Jaunty Jackalope) do 9.10, przygotuj się na ciężką przeprawę. System wszak wciąż działa.

Tak na marginesie: coś dla fanbojów Windows 7, żeby mi się tu nie rozbrykali 😛

Uwalnianie pulpitu Ubuntu od ikonek woluminów

W standardowych ustawieniach GNOME, na pulpicie wyświetlają ikonki zamontowanych dysków, partycji etc. Jeśli chcesz się ich pozbyć to uruchom narzędzie gconf-editor, następnie przeklikaj ścieżkę /apps/nautilus/desktop/, wyszukaj opcję volumes_visible i odznacz.

Można też geekowo poleceniem:

gconftool-2 -s /apps/nautilus/desktop/volumes_visible -t bool false