Metro UI w jednym zdaniu

Parę osób, widać nie może żyć, bez znajomości mojego zdania w kwestii najnowszej myśli w kategorii interface’u z Microsoftu. No to miejmy to za sobą.

Tak, zdaję sobie sprawę, że następca Menu Start, zanim się zebrałem do napisania tego tekstu zdążył zmienić nazwę. Teraz to już “Modern UI”. W każdym razie wiadomo o co chodzi: kafelki.

Opinie innych

Widziałem fanbojów, którzy nowość witali z źle ulokowaną radością. Widziałem też takich, którzy namiętnie grzebali po swoich najnowszych nabytkach, aby to dziadostwo usunąć. A miałem przykład użytkownika, który na początku sklinał, a potem gdy mu je usunięto, stwierdził, że jednak lepiej było wcześniej (nie da się wrócić do pełnosprawnego Menu Start, z tego co go zrozumiałem). Ale dość o innych, czas na fachową opinię.

Moja opinia

Otóż: nowe GUI nie nadaje się pod myszkę. Jest nieergonomiczne pod tym względem. Aby np. się wylogować, trzeba przemierzyć odcinek równy niemal dwukrotnej wartości najdłuższej przekątnej ekranu. Inny przykład: aby zrobić coś niestandardowego z programem, na poziomie tej całej glazury, trzeba przejechać również przemierzyć wysokość ekranu. I nie można zrobić czegoś, co bardzo lubię: zjechać w róg ekranu, by bez patrzenia kliknąć na ikonkę chowania wszystkich okienek. Już nie wspominając, o tym, że ten kolorek ciemnoniebieski jest zwyczajnie ohydny.

Rozgrzeszenie

Może i Modern UI sprawdza się na urządzeniach mobilnych. Na konsoli użyłem go tylko raz, ale na XBoksie interface i bez tego pozostawia wiele do życzenia (co jest tematem na osobną dyskusję), więc sprawę przemilczę. Zdaję sobie sprawę, że z ekranem dotykowym to rozwalcowane podejście nawet może się sprawdzać, a problemy które wymieniłem praktycznie znikają. Tyle, że ja Windowsa używam tylko i wyłącznie na zwykłych klasycznych PC-etach. I tylko kiedy muszę.

W Windowsie 8 nie ma Menu Start!

Wpis dla tych moich czytelników, którzy domagali się wyjaśnienia mojego sformułowania Windows robi ci wodę z mózgu z notki “Wietrzę spisek na joggerze”. Mimo wszystko was pozdrawiam!

Mam paru znajomych, których pomimo wysokiego obycia z komputerami, ba, niektórzy to nawet studia informatyczne pokończyli, ze strachem w oczach, kilka miesięcy temu, głosi światu: a słyszeliście, że w nowym Windowsie… – tu pauza dla podniesienia efektu grozy – …nie będzie Menu Start?!. To nie, że słyszałem to raz, czy od tej samej osoby. Po prostu nie rozumiem tego, że ci ludzie obawiali się tych całych kafelek. Spieszę z odpowiedzią strwożony człowiecze: poradzisz sobie bez tego głupiego Menu Start! W końcu się przyzwyczaisz, wcześniej, czy później.

Teraz mam okazję obserwować tych, którzy nowy system Microsoftu już sobie zainstalowali. Jak się można domyśleć, jakoś sobie go używają (choć podobno i tak są zmuszeni siedzieć na trybie zgodności z Windows 7 – z powodów technicznych, nie problemów z obsługą). I tym optymistycznym akcentem kończę.

Krótka recenzja Lenovo G550

Moje zadanie było proste, zainstalować na laptopie Lenovo G550, numer modelu: 20023, jakiś inny niż aktualny system. A że miałem na to kilkanaście dni, to zdążyło mi się nasunąć kilka uwag odnośnie tego sprzętu. Na ów drugi system wybrałem Ubuntu wersję 9.10, po części dlatego, że system nie powinien sprawiać za dużo problemów swojemu nowemu użytkownikowi, ale również dlatego, że miałem już gotową płytkę.

Inaczej niż podczas moich poprzednich zabaw z laptopami (HP 6735s FU601ES – pierwsze starcie), w tym przypadku oszczędzono mi zarówno wyboru modelu, czy pierwszych chwil z nim. Coś tam wspomniano, że obecny na dysku (250 GB, jak ktoś nie chce zaglądać do dokumentacji, a go to ciekawi) Windows 7 to domyślny system, w każdym razie nie mogę nic powiedzieć o instalacji tegoż systemu, ale podejrzewam, że nie powinno być problemu np. ze sterownikami. Chyba, że chcemy instalować którąś z wciąż powszechnych poprzednich wersji tego systemu.

O Ubuntu na Lenovo G550

Jeśli natomiast chodzi o instalację Ubuntu, to najbardziej złożonym etapem było wydzielenie partycji, czyli nie było żadnych problemów. W zasadzie zaraz po instalacji jest ono już w pełni skonfigurowane i gotowe do pracy, z jednym małym wyjątkiem – sterowniki do WiFi, jako własnościowe, należy dociągnąć sobie we własnym zakresie. We własnym zakresie, czyli z menu System->Administracja->Sterowniki należy wybrać właściwą opcję. Aby ta się pojawiła, trzeba dodać dodatkowe repozytoria, a być może tylko pozwolić na update systemu. Ja wybrałem opcję “automatyczna konfiguracja systemu” z załączonego do polskiej wersji Ubuntu skryptu konfigurującego. Mała uwaga: nie wiedzieć czemu moje Ubuntu strasznie polubiło sieć bezprzewodową dostępną w pracy. Obudzone po hibernacji w domu wciąż i wciąż chciało się z nią łączyć, mimo iż była dostępna niezabezpieczona sieć domowa. Czasem trzeba było restartować system. W drugą stronę nie było żadnych problemów. Nie sprawdzałem pod tym kątem systemu Windows 7.

A tak w ogóle, to oto i on

Teraz może dla odmiany trochę o samym laptopie. Bateria trzyma około trzech godzin. Klawiatura posiada blok numeryczny, przez co touchpad jest przesunięty w lewo, tak aby był na środku “właściwej” części klawiatury. Podobno niektórym to przeszkadza, ja akurat nie używam laptopów na co dzień, więc aż tak bardzo mi to nie wadziło, choć od czasu do czasu zamiast przesuwać kursor używałem “rolki” (małego skrawka touchpada po prawej, który służy w takim charakterze). Jeszcze jakby wymienili klawisz funkcyjny z sąsiadem – lewym CTRL, bo często zdarzało mi się je mylić. Po kilkunastu dniach zauważyłem też, że chociaż lapek był względnie nowy, pod światło widać było ślady używania na touchpadzie. Obudowa sprawiała wrażenie jakby miała pęknąć, kiedy chwytałem urządzenie w pośpiechu, ale normalnie na taką nie wygląda.

Podsumowanie

Przyznam, że nie próbowałem na tym sprzęcie wymagających gier, według innych recenzji, Lenovo G550 nie radzi sobie z nimi. Codzienna praca, czyli otwieranie przeglądarki, jakiś film czy słuchanie muzyki, przy korzystaniu z jakiegoś pakietu Office lub środowiska programistycznego, przebiegało sprawnie i bez zarzutu. Małym minusem dla mnie była też mała rozdzielczość ekranu, jak wspomniałem wyżej, na co dzień korzystam z normalnych pecetów. Czas i na podsumowanie: Lenovo G550 to dobry i przystępny cenowo sprzęt biurowy, który można wynieść i pracować na nim poza biurem. A w związku z tym, nie ma sensu używać na nim Windowsa, wszak i tak nie pogramy 😛

Linki

Gdzie jest mój thunderbirdowy profil?

Jeśli ktoś chce bawić się we wspólny, międzysystemowy profil, to być może powinien wiedzieć, że w Windows 7, jego katalog jest nieco zamaskowany. Już tłumaczę.

Pierwotnie zakładałem, że szukany przeze mnie folder znajduje się pod ścieżką: C:\Users\<nazwa_użytkownika>\AppData\Local\Thunderbird\Profiles (w domyślnych ustawieniach zarówno systemu, jak i Thunderbirda). Pomijając tutaj obecność w systemie pustych katalogów takich jak np. Documents and Settings, czy Application Data w katalogu użytkownika, które pewnie są jakaś efektem kompatybilności wstecznej, to odnaleziony profil nie był tym czym chciałem. Owszem były tam pliki ustawień, ale nie było w nich konfiguracji kont, czy ściągniętej poczty.

To czego szukałem znalazłem obok: C:\Users\<nazwa_uzytkownika>\AppData\Roaming\Thunderbird\Profiles. Gdybym to wiedział, oszczędził bym trochę czasu i sporo nerwów. Nie wiem, czemu mam rozdwojone te katalogi, ale warto chyba liczyć się z tą ewentualnością. A przy okazji: ścieżkę lokalną danego konta w programie Thunderbird można sprawdzić np. w sekcji Konfiguracja serwera.

Nie ma czegoś takiego, jak darmowy freeware

Jak moim czytelnicy wiedzą, nie używam za dużo Windowsa. A, że nie używam go za dużo, ten służy mi wiernie i bez większych problemów (biorąc pod uwagę, że to Windows) już dość długo, od czasu jego pierwotnej instalacji. Krótko mówiąc – dawno nie reinstalowałem tego systemu, a co za tym idzie, nie instalowałem masy przeróżnych programów potrzebnych do jakiegoś normalnego wykorzystania komputera.

Ale, przyszła kryska na matyska. Musiałem zreinstalować system Windows i to na dwóch kompach na raz. Rzecz jasna, dodatkowo na obu zainstalowałem sporą liczbę dodatkowego oprogramowania, głównie freeware. I tu własnie leży wampir pogrzebany…

O ile kiedyś było to zjawiskiem rzadkim, to teraz prawie każdy “darmowy” nie Open Source’owy program oprócz samego siebie proponuje instalacje najróżniejszego śmiecia. Jakiś pierdół: pasków do przeglądarki, dodatkowych programików nie-wiem-na-co-mi-one, i to jeszcze takich fajnych, które z miejsca lokują się przy starcie systemu, czy nawet całej przeglądarki (w tym wypadku Google Chrome – przy instalacji Avasta).

O ile jeszcze część uczciwie pyta, czy można dorzucić coś na hasiok, i jest możliwość odkliknięcia domyślnie wybranego zaśmiecania, ale tylko pod warunkiem, że proces instalacji nie sprowadza się do przechodzenia “dalej”, “dalej” z uporem godnej lepszej sprawy, to np. takie Skype bezpardonowo instaluje sobie jakieś swoje dodatki (tutaj, przyznam, że opuściłem pole wyboru opcji, dokładnie tak, jak sugerują komentujący mój wpis). Trzeba je potem ręcznie wyszukać i usunąć z systemu.

A potem jeszcze się ludzie dziwią, czemuż to ich komputer wygląda jak przydrożny kawałek lasu, na którym okoliczni mieszkańcy oszczędzają na wywozie śmieci. Cóż, stara dobra zasada “nic za darmo” jak widzę wciąż w mocy.

Microsoft powinien stworzyć Linuksa

Znalazłem dzisiaj artykuł na Onecie o takim tytule. Były pracownik Microsoftu (Keith Curtis) wysłał e-maila do Steve’a Ballmera z propozycją zmiany profilu firmy na open-source’ową. Czyli Microsoft ma porzuć linię Windows i zająć się tworzeniem własnej dystrybucji.

Zastanawia mnie ten pan Keith Curtis. Czy pracując w Microsoftcie nie zauważył, że firma zarabia na swoim monopolu? Że jego pensja wynika z tego, że MS nie sprzedaje dobrego oprogramowania, ale po prostu coś sprzedaje? Byle kolorowo i dużo? Nie słyszał też, że jego szef raczył nazwać Open Source “rakiem”? Chyba był bardzo młody. Albo ja jestem już bardzo stary.

Przy okazji panowie z Chipa, tytuł jest nieprawidłowy, bo chodzi tu o dystrybucje tylko, a dwa Linux już istnieje.

Siedem grzechów Windows 7

Dzień dzisiejszy zacząłem od przeglądu prasy, w tym i tego oto artykułu: 7 grzechów Windows 7. Nie ma jak dobre rozpoczęcie poranka. Oczywiście mogłem wstawić komentarz pod artykułem, ale to może zrobić każdy, ja zrobię to inaczej! Oto i moje kilka groszy – wstawianych w miarę czytania.

1. Komputer staje się coraz częstszym narzędziem edukacji, korzystają z niego najmłodsi użytkownicy. Niestety, dzieci rozpoczynają przygodę z informatyką od poznania produktów jednego dostawcy – Microsoftu.

Hmm, z treści tego wpisu nie wynika, że chodziło o system edukacji. Jeśli ktoś ma w domu prywatnie Windows, to choć powinien się wstydzić:P, to jego sprawa. Ale jeśli o szkolnictwo idzie, jest to jak najbardziej zła sytuacja. Nie dość, że z naszych podatków robi się darmową reklamę MSowi, to jeszcze płaci mu za licencje.

2. Zastosowane w systemie Windows 7 mechanizmy DRM (cyfrowa ochrona praw autorskich) ograniczają swobodne wykorzystywanie sprzętu – użytkownik oddaje kontrolę nad podstawowymi aspektami używania PC w ręce przemysłu rozrywkowego.

Na pohybel piratom. Wiadomo, widać ktoś tam się zgadał na górze. Mimo wszystko użytkownicy dalej korzystają z tego systemu, więc są sobie sami winni. Ale z drugiej strony nie ma konkurencji, do której mogą się udać. Też z ich własnej winy. Osobiście nie popieram takich wynalazków jak DRM, nie korzystam również z Windows.

3. Microsoft bardziej dba o własne bezpieczeństwo, niż bezpieczeństwo użytkowników. Windows jest podatne na wszelkiego typu cyber-zagrożenia, a użytkownicy są całkowicie zależni od producenta oraz jego polityki przygotowywania łat i aktualizacji.

Bo jest popularny. I badziewny. Liczy się data premiery i kolorowe przyciski. Większość użytkowników nawet nie jest świadoma zagrożenia, to po co je eliminować? Zabawne, że ta prosta prawda jakoś nie dociera do urzędników, czy nawet wojskowych.

4. Firma z Redmond dała się poznać na całym świecie jako bezwzględny monopolista. Przed premierą systemu Vista współpracowała z producentami komputerów nad znacznym zwiększeniem sprzętowych wymagań systemu, by użytkownicy byli zmuszeni do kupna silniejszych maszyn. Ponadto większość pecetów sprzedawana jest z preinstalowanym Windows, jednak nie dzieje się tak z wyboru użytkowników.

Spiskowa teoria dziejów. Ale coś w tym jest, zastanawiałem się czemu Vista miała aż tak wielkie wymagania sprzętowe. Preinstalowany system jest złem! Nie umiesz sobie zainstalować? Chętnie pomogę (jest jeszcze wielu informatyków na świecie), za niewielką cenę.

5. Microsoft próbował zablokować standaryzację formatów dokumentów (posuwając się nawet do łapówek) gdyż formaty takie jak ODF (OpenDocument Format) zagroziłyby kontroli, jaką posiada firma nad użytkownikami jej pakietów biurowych.

Prawda.

6. Koncern regularnie próbuje wymuszać na użytkownikach aktualizacje oprogramowania, np. kończąc wsparcie starszych wersji Windows i Office.

Przecież musi sprzedać jakoś to swoje badziewie, które nie różni się tak znowu wiele od poprzednika. Nie rozumiem zachwytów na nowymi Office’ami. Większość jego użytkowników ma i tak problem z podstawowymi jego funkcjami jak np. style.

7. Przy użyciu mechanizmów takich jak Windows Genuine Advantage Microsoft dokonuje inspekcji komputerów użytkowniów.

Nie wiem czym jest rzeczony program(?), ale brzmi paskudnie. Przy okazji, WP.pl macie literówkę! W tym punkcie z przyczyn merytorycznych wstrzymam się od komentarza.

Zdaniem dyrektora wykonawczego FSF, Petera Browna, wszystko to sprawia, że polityka Microsoftu zasługuje na miano “zdradzieckiej informatyki”.

Ja bym to nazwał monopolistą. Każdy taki będzie bronił swojego poletka i nie ma co wierzyć w jego dobre intencje. Liczy się zysk i nawet samozwańcy; Obrońcy Dobrego Imienia Microsoft nie napiszą mi tu “wcale nie”. Jakby napisali to znaczyłoby, że żyją w jakimś innym Wszechświecie…

Grupa rozsyła też listy do władz spółek z listy magazynu Fortune – skupiającej 500 największych światowych koncernów – w których namawia do przejścia z oprogramowania Microsoftu (Windows, Office) na bezpłatne alternatywy (Linux. OpenOffice.org). FSF argumentuje, że migracja ta przyniesie korzyści z etycznego, technicznego, a w dłuższej perspektywie także finansowego, punktu widzenia.

Popieram, popieram. Tylko, oprócz samego przejścia trzeba by też nieco doinwestować w wymienione ‘produkty’. Nie tylko finansowo. Producenci sprzętu powinni pisać sterowniki na Linuksa itd…

Ciekawe, czy list taki otrzyma także Steve Ballmer – Microsoft, którego jest prezesem, na ostatniej liście Fortune 500 zajmuje 44. miejsce.

No, on i tak wolałby Appla;)

Free Software Foundation została założona w 1985 r. przez Richarda Stallmana, guru wolnego oprogramowania. Organizacja nie chce, by identyfikowano ją z ruchem open source, którego przedstawiciele promują udostępnianie kodów źródłowych aplikacji, ale dopuszczają pobieranie opłat za korzystanie z programów.

No… to wszystko wyjaśnia. Jak wspominałem czytałem ten artykuł w miarę wklejania tekstu, więc macie przykład oto przykład notki w czasie rzeczywistym;) Swoją drogą myślałem, że to jakaś ‘normalna’ fundacja, nie związana z ruchem OS i podobnymi.

Ja mam jeszcze jedno, ogólne ‘ale’. W nazwie artykułu, jaki i strony, jest mowa o grzechach Windows 7, a pasuje pod to w zasadzie tylko jeden podpunkt. Trochę to mylące. Zapewne chodziło o wyłapanie wszystkich tych użytkowników, który z wypiekami na twarzy poszukują informacji o nowym dziecku Microsoftu.

Więcej informacji: Windows 7 Sins – http://windows7sins.org

Przyznam, że tą stronę nie zaglądałem, mój wpis dotyczy tylko i wyłącznie tekstu na portalu Wirtualnej Polski.

Najpopularniejsze OSy w Polsce

Ankieta do artykułu: “Najpopularniejsze systemy operacyjne w Polsce – zestawienie (sierpień 2009)” przestawia się mniej-więcej tak: Windows XP 39 %, Linux 32 %, Vista 19 % a Windows 7 1% (na oddanych głosów 834). Wysoka pozycja Linuksa dziwi, jeśli wziąć pod uwagę statystykę z artykułu, gdzie zajmuje on 0,44% rynku.

Jak dla mnie, wysoki udział komputerów z deklarowanym Linuksem czy Windows 7, oznacza, to po prostu, że dział Technologie czytają ludzie nieco bardziej świadomi swoich komputerów, albo obdarzeni sporym, acz dziwnym poczuciem humoru…

HP 6735s FU601ES – oesy w natarciu

Od kilku dni instaluje na tym lapku różne dziwne programiki. Z żalem muszę przyznać, że używanie Ubuntu bardzo mnie rozleniwiło, ten system praktycznie po instalacji ma już prawie wszystko co jest mu potrzebne – pozostają instalacje “niewolnych” sterowników, kodeków itp, oraz szczególne używane przeze mnie aplikacje. Windows z kolei, to niekończące się pasmo: “szukaj w necie”, pobierz, włącz instalator, klikaj dalej i uważaj, żeby instalator nie porobił kretynizmów w systemie (po kiego grzyba tyle badziewia pcha się do autostartu?), a jak już przepełza ten pasek, to nie, nie uruchamiaj się/nie uruchamiaj ponownie komputera. No, ale po kolei…

No to zaczynamy

Zacząłem od instalacji Windows. Jak wiadomo, ma on brzydki zwyczaj nadpisywania boot sektora. I – jak to Windows – zgrzyty. Po tym, jak w końcu miał raczyć mi wyświetlić menu “to czemu włożyłeś płytę z instalatorem”, wywalił mi biało na niebieskim, że on nie będzie ze mną współpracował i żebym sprawdził dysk – ok – restart, do BIOSu i uruchamiamy testy. Chwilę to trwało.

A skoro o BIOSie mowa, wbrew oczekiwaniu nie był taki “tekstowy”, z ramkami w ASCII. Całość jest graficzna, dość prosta, ale jednak + obsługa touchpada. Moja Pani tutaj okazała się zatwardziałą konserwatystką – BIOS bez ASCII, nie podobał jej się. Mnie nie przeszkadzał, dopóki można było dostać to czego się chciało. W miarę to się udawało.

Z tym Windowsem to miałem sporo zabawy, bo na początku myślałem, że winna jest płytka, więc wypróbowałem kilka. Potem jednak się wkurzyłem i zainstalowałem Ubuntu, które żadnych problemów z instalacją nie miało. Na wybrzydzający Windows pomógł stojący obok komputer, na którym wyszukałem, że trzeba zmienić w BIOSie "SATA Device Mode" na “IDE.

No poszedł jaśniepan… inna sprawa, że tym razem ja schrzaniłem sprawę i przez przypadkiem zainstalowałem go na FAT32. Co z kolei spowodowało, że całość nie dostrzegła pliku ntldr. Może go tam faktycznie nie było. Ponieważ nie chciało mi się z tym wszystkim bawić, to zainstalowałem go raz jeszcze – tym razem na NTFS – ufff… jest i Windows. W końcu.

Krajobraz po instalacji

Uruchomił się Windows i … pustka. Dokładnie, na tym systemie nic nie ma. Wszystko trzeba dociągać. A przede wszystkim – sterowniki. Te akurat udostępnia producent na swoje stronie, wstydliwie ukrywając go pod zbiorami przeznaczonymi dla Visty – a zapomniałem napisać – instalowałem XP. Jedyne co mogłem zrobić po pierwszym uruchomieniu to pooglądać swoją gębę z kamerki.

Taki widok po instalacji, bardzo mnie zaskoczył, zwłaszcza, że to po Ubuntu spodziewałem się problemów. Przypomnę, że to je pierwsze zainstalowałem. Dopiero po zainstalowaniu systemu Windows, mogłem zauważyć, że na Ubuntu na wstępie miałem skonfigurowanego touchpada, jakiś domyślny sterowniki karty graficznej (wyglądało to zdecydowanie lepiej od tego co wyświetlał mi Windows), połączenie sieciowe przez kabel itp. Pierwsze co zauważyłem, że nie działa to dźwięk. O nim napiszę trochę więcej później. A nie wiem też w sumie, gdzie jest kamerka obsługiwana w Ubuntu i czy działa.

Głębiej w las

Pomijając wtórność procesu instalacji sterowników na Windows, to w zasadzie nic trudnego, z wyjątkiem sterownika dźwięku. Żeby zainstalować sterowniki do tej karty, trzeba było najpierw zainstalować coś co się nazywa KB835221. Podobno dodają to do SP3, ale akurat tego dodatku moja płytka instalacyjna nie posiadała. Tutaj jednak dopowiem, że trzeba było najpierw wyszukać tej informacji i kiedy już zainstalował mi się sterownik dźwięku, gorzko zapłakałem nad losem tych, tzw. “zwykłych użytkowników” – żartowałem, po prostu zastanawiałem się jakby taki jeden z drugim sobie poradził.

A skoro już o dźwięku zacząłem – głośniki na tym laptopie są bardzo głośne… i to nawet na połowie głośności. A sam dźwięk – jak na moje przydeptane ucho – jest czysty. I dobrze, to było jedno z kryteriów doboru tego właśnie laptopa.

W Ubuntu sprawa z dźwiękami wyglądała na początku nieco tragicznie. Przynajmniej na początku, jednak po chwili poszukiwań natrafiłem na rozwiązanie. Należało na końcu pliku /etc/modprobe.d/alsa-base.conf dopisać: options snd-hda-intel model=laptop (mimo, że procek to AMD:P) i działa. Podobno, jakby podłączył słuchawki, to by działały. Akurat ich nie miałem, więc nie testowałem.

Na stronie producenta oprócz sterowników do XP, jest jeszcze kilka(naście) programów dodatkowych. Ja z tego zainstalowałem tylko wskaźnik baterii, bo Windows żadnego mi nie świetlał – może trzeba było go wyszukać? No, ale w Sapera na touchpadzie można było zagrać – polecam bicie rekordów!

Goście

Jak pisałem, luksus używania Linuksa, sprawił, że straciłem część użytecznych dla każdego “windziarza” instynktów i po jakimś czasie dopiero przypomniałem sobie, że wypadało by zainstalować coś co się zwie “antywirusem”. Na pierwszym skanowaniu pokazały się jakieś cztery robaczki.

Koniec na dziś

Oba systemy jakoś działają. Bardziej bezproblemowe w instalacji okazało się Ubuntu – chyba, że ta kamerka nie będzie działać. Jednak tak naprawdę instalacja to proces jednorazowy. Prawdziwy test, to dopiero przed nami – życie i jego problematyka. Ale to nie ja będę testował.

Do poczytania dla tych, którzy niedawno rozpakowali swojego hp6735s może się przydać:

PS

Tak sobie przypomniałem: wiatraczek jest nieco głośny, jak działa, a nie zawsze. Baterie trzymają jakieś 3 2h (sorry, nie zauważyłem pomyłki), na Ubuntu szybciej się wyczerpują, nie szukałem jeszcze jakiś rozwiązań.

EDIT: Posłowie

Kamerka w Ubuntu była skonfigurowana na dzień dobry. Sprawdziłem, bez problemów działał w Skype, czy w Cheese. A odnośnie baterii, to ostatnio w Windowsie wskazała mi 1.5h pracy – a była pełna. Po 10 minuta przełączyłem się na Ubuntu, które oszacowało, że bateria wytrzyma jeszcze 2 godziny z groszami – tutaj jednak nie testowałem.

Zalety systemów z rodziny Windows

Dziś nieco awangardowo, będę pisał o zaletach, jakie posiadają systemy Windows, szeroko znane i lubiane przez masy (w tym ciemne) użytkowników. Tak. Dobrze czytacie, będzie o zaletach Windowsów. Pisząc tą notkę trzymam się dwóch założeń; po pierwsze, notka jest o systemach z rodziny Windows, nie o firmie czy ludziach za ich powstanie odpowiedzialnych. Drugą zasadą ma być: “De Windows aut bene, aut nihil“, czyli co by mi się złego o nim nie nasuwało, postaram się tego nie spisać. Inna sprawa, że będzie trudno – no i notka będzie dużo mniejsza.

Przyczyny

Kiedy czytam czyjeś ostre stanowisko w pewnych sprawach, zawsze zastanawiam się, czy autor(ka) tej opinii jest w stanie przedstawić jej wady oraz czy potrafi wskazać “plusy” w opinii przeciwnej. Dla przykładu: cofnijmy się kilka lat w przeszłość. Mamy przedednie referendum o wstąpieniu do UE i zagorzałą dyskusję, czy wejść czy nie. Co odpowie eurosceptyk na pytanie “jakie ma plusy wejście Polski do Unii?”. Zapewne spora część odpowie (odpowiadała) “żadne!”, no i wiemy, że mamy do czynienia z fanatykiem, który nie myśli, ale powtarza jakąś propagandówkę. Tak samo można postąpić z “euroentuzjastą” (tylko pytanie zmienić). Czasem jednak odpowie konkretniej. I wiemy, że przynajmniej zastanowił się nad swoim stanowiskiem. Ta notka właśnie jest moim własnym sprawdzianem: czy jestem neofitą idei OpenSource, czy po prostu wybrałem rozwiązanie lepsze. Zacznijmy!

Jest kolorowy i ładny

To pierwsze, co mi przyszło na myśl, kiedy przyjdzie mi wymieniać zalety Windows. Windows nie był pierwszym system o graficznym interfejsie, nie jest też jedynym (zwłaszcza dziś), ale jest. Np. wiele osób uważa gradienty Visty za śliczne i warte posiadania, inni wolą design MacOS – kwestia gustu.

Jest popularny

Tak. To pierwszy poważny argument. Nie da się ukryć, to najpopularniejszy system operacyjny na komputery osobiste. Zwłaszcza w tak magicznym kraju jak naszym. Są osoby na świecie, które nawet nie są świadome tego, że istnieje alternatywa do Windows (między innymi: polscy politycy….). Wciska się go wszędzie, gdzie można. Kiedy na poczcie, w urzędzie lub u lekarza patrzę na DOSowy (przynajmniej patrząc na interfejs) program uruchamiany na jakimś XPeku, to skłania do myślenia. Dostajemy go często do komputera (czy laptopa) i co gorsza wliczonego w cenę i nierozerwal…. sorry.

Co tu jeszcze….

Nastała chwila ciszy, pospiesznie przeszukuję swoje wspomnienia związane z Windows wyszukując tam argumentów, jakich nie spisałem wyżej. Dobra, coś jest.

Są gry! (i inne programy też)

Ten argument tak naprawdę wynika z popularności. Nawet zastanawiałem się, czy pisać go jako osobny, czy dopisać go wyżej. Właśnie dlatego, że Windows jest używany niemal powszechnie, to właśnie na niego wydawane są gry i liczne inne aplikacje, których nie można uruchomić potem na innych systemach (pomijam Wine). Sam z tego właśnie powodu trzymam na dysku ten system i nawet czasem go uruchamiam. Brak Windowsa w firmie oznacza kłopoty, ewentualne sporo papierkowej roboty (programy związane z Urzędem Skarbowym). Wracając do gier, nie wiem, jak Wy, ale ja to widzę, że gry zaczynają odpływać w kierunku konsol – być może trzeba się spieszyć miłować ten plus Windowsa.

Jest prosty w użyciu

Ten argument powinien się znaleźć nieco wyżej, ale przytaczam je w kolejności skojarzenia. To duży plus. Zwłaszcza dla tzw. “target group”… – jak napisałbym, jak byłbym złośliwy, ale nie jestem, więc nie napiszę:P … Wielu użytkowników systemu Windows nie bardzo wie, czego używa, nie zna też jego możliwości (i ceny – no, nie oszukujmy się, piractwo nie jest marginesem. Inna sprawa, że wiele osób nawet nie wie, że coś ukradła – dobra, temat na inną notkę). Ale zupełnie to im nie przeszkadza go użytkować. W Windowsie nikt im nie karze wklepywać tajemnych symboli do tej abominacji – konsoli! Większość programów ma instalatory i działa od razu, bez problemów. W połączeniu z punktami opisanymi wyżej daje to wystarczający powód tzw. prostego człowieka.

Pozwolę, sobie tu jednak zauważyć, że Windowsy nie są jedynymi prostymi systemami. Nie używałem nigdy komputera Mac, ale słyszałem, że to system dla idiotów, znaczy bardzo prosty – pomijam więc go (bo nie znam się na nim, nie dlatego, że podobno jest dla idiotów). Używałem kilku systemów z rodziny Linux i jeśli go dobrze skonfigurować (dowolnego Linuksa) to będzie bardzo prosty w użyciu. Ubuntu jest bardzo proste, nawet dla niekumatego użytkownika – nic jednak nie zastąpi aplikacji i popularności Windows.

Z niego są pieniądze

Ten argument usłyszałem od osoby, która podzieliła się ze mną również swoimi uwagami odnośnie komputerów Mac (“są dla idiotów“). Owszem, z Windowsa są pieniądze, ale nie dla jego użytkowników – tylko dla jego dystrybutorów (i to zakładając, że użytkownicy nie ściągną go sobie sami).

Tu zapewne ktoś chciałby wpaść mi w zdanie i powiedzieć: “ale jak to?! A pomoc techniczna!“. Słusznie, ale tak naprawdę to wynika z popularności. Sprzęt psuje się niezależnie od systemu (no, czasem jakieś zależności są). A gdyby inny system był tak rozpowszechniony, to “z niego byłyby pieniądze”. Dziś jednak to Windows jest “na topie”, więc argument jest. Kurcze… zapomniałem, ile kosztuje godzina pomocy technicznej, z oficjalnego cennika…

Jak można żyć bez Painta i Pasjansa?!

Ten podpunkt traktuje o programach, jakie dostajemy na dzień dobry w systemie. Chyba każdy kojarzy te aplikacje: Paint, kilka gierek, Media Player, Internet Explorer itd… nie jest tego wiele, ale jest. Są one obecne po instalacji systemu i wliczone w jego cenę.

Powstrzymam się tu od ich oceny… bo jak pamiętacie, miałem albo dobrze, albo wcale. I dodam, że jest to argument bardzo mizerny, np.: Ubuntu oferuje znacznie więcej.

To nowoczesność!

Tak uważa wiele osób, zwłaszcza te, które nie wiedzą o istnieniu alternatyw. Ja tu miałem raczej coś innego na myśli. Twórca Windows, pewna firma z Redmond, rozwija wiele projektów tylko i wyłącznie na Windowsie. Całkiem sporo z nich jest dziwnie znane wielu bardziej zaawansowanym użytkownikom jako udane, lub nie, kalki istniejących rozwiązań. Przykładem jest np.: .NET, mocno inspirowany Javą, są różne opinie o nim, ja powstrzymam się od swojej, bo nie o tym miało być tu pisane. Wiele z tych projektów firmy Microsoft jest teraz bardzo popularnymi programami i znowu mamy problem, kiedy inni zmuszają nas (osoby używające innych systemów) do męczenia się z jakimiś dziwnymi … no dobra – miałem siedzieć cicho. Do czego zmierzam, nie tylko MS tworzy nowe rozwiązania z myślą o Windowsie. Dobrym przykładem może być Flash, dziś co prawda jest dostępny i na inne platformy, ale nie tak dawno temu było z nim nieco problemów. Jak słusznie zapewne zauważyliście, to kwestia popularności – ciekawe, czy sam MS wydawałby swoje nowe rozwiązania for-Windows-only gdyby powszechne byłyby Linuksy, pewnie nie – zależy jak bardzo byłyby owe Linuksy popularne.

Brak problemów ze sterownikami

Przyznam, że początkowo uznałem, że mieści się to w prostocie i… tak! w popularności oraz dostępności oprogramowania. Producenci sprzętu (jak i producenci aplikacji) tworzą wszak sterowniki do najpopularniejszego systemu dostępnego na rynku i czasem pomijają potrzeby innych użytkowników. Stąd na czymś innym niż na Windzie raczej nie poszalejemy z nowiutkim, szpanerskim sprzętem lub sprzętem, który jest bardzo mało popularny.

Jest zamknięty

Wiele osób uważa, że zamknięty kod to gwarancja bezpieczeństwa systemu. Ta… a te … wszystkie popularne małe programiki, które mają nazwy zaczerpnięte z biologii, są na to żywym dowodem. Niezbyt to poważny argument, ale słuchałem już osób, które uważają go za całkiem sensowny. Znalazł się więc i w tym zestawieniu.

On był tym pierwszym

Szkoda, że system nie ma rodzaju żeńskiego, bo wtedy zabrzmiało by lepiej:) No… W sumie to brzmi to odpowiednio dla większości Pań i części Panów.

Nazywam się Sigvatr i ja też zaczynałem od Windowsa – tu chyba reszta grupy bije wtedy brawo… tak mi się skojarzyło. Nie bądźcie tacy święci, wiele osób tak zaczęło swoją przygodę z komputerami PC. Chyba, że zaczynało się od MsDOSa:) To w ogóle nie jest argument, bo sentyment nie jest zaletą systemu, a nawet jeśli ktoś się uprze, to wynika to z popularności.

Podsumowanie

Czy jestem więc wojującym fanatykiem? Czy może, jak kto woli “romantykiem”? Z mojego zestawienia w zasadzie wynika jeden plus systemu Windows: popularność. To z niego wynikają inne – tak z grubsza patrząc. Czy ktoś zna jeszcze jakieś plusy systemów Windows? I czemu Windows zawdzięcza swoją popularność, czy nie temu, że jest wspaniały? Nie, raczej prawom rynku, ale o tym nie dziś. Czy to całe zestawienie oznacza, że Windowsów należy używać? Nie. Są lepsze rozwiązania.

Niemniej jednak, czy tego chcemy, czy nie, trzeba uświadomić sobie istnienie tych rzeszy, błąkających się w ciemnościach, które razi światło Słońca i którego się boją. Ci biedni Morlocy nie wiedzą, jak pięknie może być w jego świetle i tym samym więżą w tych ciemnościach innych.

Na koniec

Moje zestawienie jest subiektywne. Co zresztą widać. Uważam jednak, że wydobyłem więcej obiektywizmu niż niektórzy autorzy podobnych zestawień (choć akurat nie o zaletach Windowsów). Chętnie zapoznam się z trzeźwą argumentacją, nawet przeciwną do mojej.