Legendy polskie wg Allegro 2

Pisałem o nich wcześniej. Widać liczba wyświetleń wcale nie była taka mała. Allegro postanowiło się szarpnąć i zrobić to samo, tylko więcej.

Powstała więc kontynuacja do tak docenionego przeze mnie Twardowskiego. Ma całe 20 minut i widać, że pieniądza nie pożałowano. Zapowiedziano też dwa kolejne filmy. A jak prezentuje się opublikowany wczoraj?

Obejrzałem całość z wielką przyjemnością, ale nie umknęło mi kilka rzeczy. Po pierwsze zabrakło kogoś kto zna się na nieco na astronomii (pierścienie Saturna, resztę już przemilczę). Po drugie, nieco za dużo przekleństw, w dodatku w momentach, w których spokojnie mogło ich nie być. Przez to zmarnowano potencjał tej tak zapowiadanej niespodzianki po napisach. Po trzecie, trochę wiary w widza! Zdecydowanie przesadzono z ekspozycją kartki z hasłem (Boruta bawiący się nią podczas rozmowy). Czemu ona nie mogła tam po prostu leżeć na widoku? No i scena z golizną była niepotrzebna. Werdykt? Spróbujcie mimo wszystko, to ciągle jedne z najlepsze polskie produkcje filmowe🙂

A znaleźć to można tutaj: “Legendy Polskie. Film TWARDOWSKY 2.0. Allegro“.

Jestem jakiś inny

Obejrzałem przed chwilą trailer do filmu “Nowe przygody Aladyna”. Co mnie totalnie odrzuciło? Nie poziom żartów, nie grypsera, nie uwspółcześnia. Przy tych kilku staruszkach grających w kartkach jedynie się skrzywiłem.

Ale do jasnej cholery, nikt nie wytłumaczył aktorom, że arabski czyta się od prawej?!

Inni o religii #18

– (…) Jest pan wierzący?

– Nie. Jestem śledczym. Wierzę w dowody.

– A to oznacza?

Harry, wahając się, zerknął na zegarek, ale w końcu odpowiedział szybko, głosem bez emocji:

– Mam problemy z religią, która mówi, że wiara sama w sobie zapewnia bilet wstępu do nieba. Czyli z tym, że ideałem ma być zdolność takiego zmanipulowania własnego rozumu, żeby zaakceptował coś, czego nie akceptuje. To ten sam model podporządkowania intelektualnego, którym od zarania dziejów posługiwały się dyktatury. Idea wyższego rozumu, na którego istnienie nie wymaga się dowodów.

Komandor pokiwał głową.

– Stwierdzenie z dużą dawką refleksji, komisarzu. Oczywiście nie pan pierwszy je przedstawia, a jednak jest wielu ludzi znacznie inteligentniejszych od pana i ode mnie, którzy wierzą. Czy nie uważa pan tego za paradoks?

– Nie – odparł Harry. – Spotykam wielu ludzi znacznie inteligentniejszych ode mnie. Niektórzy z nich odbierają innym życie z powodów, których ani ja, ani oni sami nie rozumieją. (…)

Źrodło: Jo Nesbø – “Wybawiciel”. Norweski kryminał. Jeszcze jeden cytat ode mnie:

Ale zanim kula roztrzaskała mu czoło, zdążył jeszcze
uświadomić sobie jedną prawdę, która przebiła się przez lata wątpliwości,
wstydu i rozpaczliwych modlitw: że ani krzyków, ani modlitw nikt nie
słyszy.

A poniższą sentencję wielu ludzi bardzo sobie ceni. W dziale z cytatami na Lubimy Czytać, zamieszczono ją bodaj ze cztery razy (nie szukałem jakoś wnikliwie). Szkoda jedynie, że czytelnicy nie zestawili go w głowach ze pierwszym, jaki zamieściłem ja tutaj. Wszak to o tym samym (“ideałem ma być zdolność takiego zmanipulowania własnego rozumu, żeby zaakceptował coś, czego nie akceptuje”).

Wątpliwości to cień wiary. Jeśli nie masz zdolności, by wątpić, nie możesz wierzyć. To tak jak z odwagą, komisarzu. Jeśli nie odczuwa się strachu, nie można być odważnym.

Inni o religii #17

(…) weszłam w posiadanie informacji, które nie pozwalały na pogodzenie faktów z wiarą. Nie dysponowałam natomiast wątpliwą moralnie zręcznością kapłanów pozwalającą im jednać ze sobą filozoficznie nieprzywiedlne kwestie.

Glen Cook “Woda śpi”.

O podejściu do spieniężania wiary

– Mistrzu, co ja bym bez ciebie zrobił? Niezliczone rzesze wyznawców Lebiody będą wznosić za ciebie modły pochwalne.

– Ale zapłacisz mi? Tak?

– Ależ oczywiście, oto nagroda. Inwestor to poważny człowiek interesu. W planie mamy masowe nawrócenia, które doprowadzą do całkowitego zwrotu kosztów produkcji w przeciągu trzech do pięciu lat. Wszystko, panie, skalkulowane.

“Wiedźmin 3 – Krew i wino”, zadanie “Komu w drogę, temu w czas”. Polegało ono na wspomożeniu budowy olbrzymiej statuy świętego. Jak widać ów zbożny cel był po prostu przyziemną inwestycją. Zabawne, że gra komputerowa o mutancie walczącym z duchami na miecze, ma bardziej realistyczne podejście do wykorzystywania dewocji niż doświadczamy tego w tym naszym poważnym i prawdziwym życiu. Continue reading

Tymczasem w Toussaint

Nie ma to jak przebiec się po wszystkich burdelach w mieście, aby grać w gwinta z prowadzącymi te przybytki.

Nowa talia, nowe potworki, nowe zadania, starzy znajomi. Jak dobrym winem, powoli raczę się dodatkiem “Krew i wino”. Tym bardziej, że to ostatni.

Ilu jest katolików w Polsce?

Zwyczajowo przyjmuję się, że 95% populacji tego kraju to katolicy. Jak powołujący się na ten argument jest bardzo wzburzony tematem dyskusji, podnosi tę wartość do 99%. Ma to dowodzić, że w Polsce społeczeństwo żyje zgodnie z naukami Kościoła Katolickiego i wszystkie nasze prawa i ustalenia dotyczące życia społeczne powinny również z automatu powinny pod katolicki paragraf podpadać.

Skąd te liczby?

Podane 95% wynika z… no właśnie z czego? Prawdę pisząc: myślałem, że to wymyślona liczba. Że wynika ze liczby chrztów, ale jak poucza mnie Wiki w artykule Kościół katolicki w Polsce:

Badanie CBOS z listopada 2011 roku wykazało, że 95% mieszkańców Polski deklaruje się jako katolicy

Tutaj ujawnia się nieco słabość naszych wikipedystów, z których jeden zalinkował informację do losowego doniesienia prasowego, który opisało jakieś (dosłownie jakieś, nie podano tytułu) badania CBOS, zamiast bezpośrednio do samych badań (pomijam, że to i tak słabe źródło). Owych badań (związanych z religią) było w listopadzie 2011 kilka. W O religijnym i społecznym zaangażowaniu Polaków w lokalnych parafiach, znalazłem takie pytanie do ankietowanych: Niezależnie od udziału w praktykach religijnych, czy uważa pan(i) siebie za osobę. I wynikało by z odpowiedzi, że osób wierzących może być maksymalnie 92% (bo 5% raczej niewierzących i 3% całkowicie niewierzących). A to 95% katolików znajdziemy we wstępie do wspomnianego raportu, gdzie pada zdanie:

Ostatnie pomiary pokazują, że wciąż około 95% badanych stanowią zdeklarowani katolicy

Nie podają jakie to badania, ale mam nadzieję, że CBOS nie wziął tych wartości z powietrza (jak wspomniałem, słabego źródło do źródła ktoś użył na Wikipedii). Ale nie wnikajmy to dalej, wbrew pozorom, w tym do czego zmierzam, niczego to nie zmienia.

Według tego samego zjechanego przeze mnie artykułu z Wikipedii:

W 2011 roku liczba osób ochrzczonych przez polski Kościół katolicki, wynosząca 33 399 328, stanowiła 86,66% populacji Polski, szacowanej na 38 538 447 osób

Już na prawdę nie chce mi się wnikać, skąd wzięto te liczby, ale przynajmniej liczby ochrzczonych możemy być chyba bardziej pewni niż jakiś tam deklaracji. Skoro ochrzczono jedynie 86,7%, to skąd te deklaracje 95%?! Ale ja nie o tym. Nie dziś.

Kościół wiernych liczy

Istnieje coś takiego, jak Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Organizuje on od 1980, co roku niedziele liczenia wiernych. Nie będę rozwodził się nad tym badaniem, czy jego wykonaniem technicznym, bo to w sumie nie jest ważne. Ważne są jego wyniki, które z grubsza można przyjąć za jakieś tam przybliżenie liczby uczestniczących we mszy świętej i liczbę ludzi przystępujących do komunii. A według danych za 2014r (nie ma jeszcze raportów za rok 2015), do kościoła chodzi około 40% wiernych zobowiązanych. Tak na prawdę trochę mniej, ale mam gest. Do czego zmierzam?

Jak wspomniałem głównym powodem powoływania się na rzekome dziewięćdziesiąt ileś tam procent katolików jest proste rozumowanie, że skoro większość deklaruje się żyć zgodnie z naukami Kościoła Katolickiego, to wola Kościoła jest wolą Narodu. I to jest oczywiście bzdurą, gdyż sam Kościół wykazuje, że ledwo połowa wiernych wypełnia jedną z najprostszych zasad i to w dniu, o którym trąbi się, że będzie liczenie!. Właściwie to, ledwie połowa wiernych, niecałe 40% może właściwie być nazywana zaszczytnym mianem “katolików”. Reszta to jacyś pozoranci.

Przyjmując, że wierzących praktykujących jest 40% (przypominam, że to moje zaokrąglenie, tak na prawdę w 2014 wynosił 39,1% i spada już od lat) z liczby starszych niż 7 lat, zdrowych i nie za starych wiernych (czyli w sumie 86%), których w ogólności deklaruje się w jakiś sposób 95% populacji kraju, to wyjdzie nam, że mamy w Polsce 33% katolików plus minus dzieci i chorych. Że niby robię statystykę godną pożałowania? Jasne, że tak. Ale moje wyliczenia i tak są zdecydowanie lepsze niż te kościelne.

Jezdem kotalikiem…

Ktoś może zapyta, ale przecież podobno 95% deklaruje się jako wierzący katolicy, regularnie (np. raz na 10 lat) uczestniczących we mszy świętej, czy ci ludzie nie mają prawa nazywa się katolikami? Odpowiem nieco przewrotnie: oni mają, Kościół jednak nie ma prawa ich wliczać. Katechizm Kościoła Katolickiego jasno stanowi, że jeśli chcesz się bawić w katolicyzm, to musisz przestrzegać pewnych reguł. O ile szeregowy wierny może być hipokrytą, to księżom i wyższej hierarchii kościelnej już nie wypada.

Z innej strony: oczywiście, każdy tam sobie może mówić, że w Boga wierzy itp. ale czy to faktycznie jest katolicyzm? To są jakieś własne teologie, wyobrażone sobie przez owych niepraktykujących, odpryski chrześcijaństwa, z naleciałości, którą mogą nawet sięgać buddyzmu.

Warto tutaj zauważyć, że większość wierzących niepraktykujących bywa taka nie tylko z lenistwa. Wydaje mi się, że może to też wynikać z niechęci do kleru i jego życiowych nauk. Wszak wszyscy wiemy lepiej co myśleć, o zaawansowanych zagadnieniach moralnych niż jakiś tam ksiądz, co nie? A papież, święty czy sam Jezus Chrystus, to by się i tak z nami zgodzili. Warto żeby i kapłani wyciągnęli z tego naukę, jak i co poniektórzy katolicy zastanowili się nad czymś, co biorą za hasełko.

Stosunek wiernego do nauki Matki Kościoła

Mały bonus ode mnie, wygrzebany z raportu Polacy wobec różnych religii i zasad moralnych katolicyzmu:

Jedynie niespełna co trzeci dorosły Polak (31%), w śród których, przypomnijmy, około 95% określa się mianem katolików, uważa, że zasady moralne tej religii [katolicyzmu] są najlepszą i wystarczającą moralnością. Co czwarty natomiast (26%) twierdza wprawdzie, że zasady katolicyzmu są słuszne, jednak określone sytuacje życiowe wymagają ich weryfikacji i uzupełnienia innymi normami. Ponad jedna trzecia badanych (36%) przyznaje słuszność większości zasad, które proponuje religia katolicka, jednak nie ze wszystkimi się zgadza, a ponadto jest przekonana o ich niewystarczalności.

Podsumowując

Drodzy księża, politycy i wy, który nie macie chęci mierzenia się z rzeczywistością taką jaka jest (w kwestiach światopoglądowych). Nie ma w Polsce aż tylu katolików, aby wygadywać różne bzdury z tego tytułu. Być może warto nabrać jakiegoś dystansu. Dziękuję.

Żeby było zabawniej, zdanie z podsumowania artykułu: Konferencja religijność Polaków 1991-2011:

(…)w skali całej populacji, religijność nie stanowi dziś dominującego czynnika wpływającego na postawy w obrębie sfery publicznej.

W obawie przed piekłem

Czyżby mimo wszystko religia była do czegoś przydatna? A może wprost przeciwnie? Kilka słów na temat przeprowadzonego lata temu badania nad wpływem wierzeń w pewne koncepty religijne.

Krótko o badaniu

Dwóch naukowców, przez kilka lat w kilku krajach zbierało dane na temat wiary i porównało to z wskaźnikami przestępczości w danym kraju. Interesowała ich głównie wiara w Piekło i Niebo. Lub jak kto woli: w boga wybaczającego i boga każącego.

Wnioski wyszły dwa (z grubsza):

  • Im bardziej wierzysz w karę po śmieci, tym mniej skłonny jesteś do popełniania przestępstw
  • Im bardziej wierzysz w to, że Stwórca ci wybaczy, na tym więcej sobie pozwalasz

Daleko idące wnioski

Być może to jest moment, kiedy wierzący wstają z miejsc pełni szczęścia, bo właśnie znalazł się choć jeden konkretny powód uzasadniający ich zachowania. Wstrzymałbym się jednak z tym entuzjazmem.

Według tego badania zasadniczo nie ma znaczenia religia, ważny jest tylko aspekt kary. Innymi słowy: to strach odstrasza ludzi. Jedna z najbardziej prymitywnych emocji. Od której zasadniczo religie mejn-strimowe się odcinają.

Tak, wiem, że choćby i u nas w kraju, wciąż się słyszy straszenie diabłem, ale pochodzi ono z jakiś tam lokalnych inicjatyw księży. Nawet oni wysyłali by do Piekła raczej homoseksualistów i niewierzących, niż przestępców.

Główny nurt wyznania katolickiego zazwyczaj skupia się na Bogu-Ojcu, miłości, pojednaniu i wybaczeniu. Nawet jeśli rzadko widuje się takie idee pośród szarych wyznawców. Ale, niestety według omawianego badania, są one czynnikiem zachęcającym do zbrodni.

Jeszcze dalej idące wnioski

Innymi słowy: nici z pożyteczności wiary. To tak samo ślepe i obusieczne narzędzie, jak każde inne jakim, jako społeczeństwo, dysponujemy.

Ciekawi mnie jeszcze, czy można jakoś zeświecczyć powyższe zjawisko. Gdyby np. zbadać wpływ permanentnej inwigilacji połączonej z niemal stu procentową wykrywalnością i egzekutywą prawa. Bo tak naprawdę chodzi o karę, której nie można uniknąć. Ale czy nie byłaby to sytuacja, gdzie lekarstwo jest znaczenie gorsze od choroby?

Na zakończenie cytat do podumania, bo tak mi się jakoś skojarzył:

Osiągnąłem to przez filozofię: że bez przymusu robię to, co inni robią tylko w strachu przed prawem.

Linki: