Star Trek Discovery preludium

Życie fana Star Trek, który zakończył już obowiązkową edukację szkolną i wie co nie co o pisarstwie, jak i fizyce, nie jest usłane różami. Mieliśmy całkiem już niezłe seriale, ale od czasów Voyagera (włącznie) włodarze tej marki coraz bardziej kładą lachę na jakoś.

Czytaj dalej „Star Trek Discovery preludium”

Test drzewa

„Proszę narysować drzewo” – usłyszałem dawno temu na badaniu przez psycholożkę. I już wtedy, pacholęciem będąc, zachodziłem w głowę, jak to może pokazać cokolwiek. Bo w to, że chcą ustalić, gdzie wypadam na spektrum od artystycznego beztalencia do nowego Van Goga – nie wierzyłem. Tym bardziej, że moje dziełko raczej plasowało mnie bliżej tego pierwszego. Nie chodziło o zmierzenie moich zdolności manualnych. Wtedy o tym nie widziałem, ale padłem ofiarą zabobonu, który najwyraźniej ciągle ma się dobrze w psychologii. Dzisiaj jak się przed nim bronić.

Czytaj dalej „Test drzewa”

Inni o religii #35

Pytanie było naprawdę dobre. Może to właśnie największa słabość ludzkości. Może potrzeba wiary w istotę wyższą wynikała z naturalnego impulsu. Być może wiara była niczym próżnia, zasysająca łatwowierność, by wypełnić swą pustkę. A głód duchowej pociechy zapisany był w ludzkich genach.

‒ Być może jesteśmy przeklęci ‒ powiedział Karkasy do pustej sali. ‒ Być może naszą klątwą jest wieczne pożądanie czegoś, co nie istnieje. Bogowie, duchy i demony nie istnieją. Wymyślamy je więc dla własnej pociechy.

Czas Horusa – Dan Abnett

Inni o religii #34

Jednak największym z naszych osiągnięć intelektualnych było zrzucenie jarzma religii. Zarówno przesądy i zabobony, jak i wielkie teologie przez wiele tysięcy lat skłaniały ludzkość do wojen i mordów, toczyły nas niczym zarazy, obciążały jak kajdany. Powiem wam, czym była religia… Albo nie, wy mi to powiedzcie. Słucham.

‒ Ignorancją.

‒ Dziękuję, Khanna. Właśnie. Ignorancją. Od najwcześniejszych czasów nasz gatunek dążył do zrozumienia prawideł rządzących kosmosem. Tam, gdzie nie sięgał umysł, pojawiała się ślepa wiara, łatająca luki w rozumowaniu. Dlaczego słońce przebiega nieboskłon? Nie wiem, przypiszę to więc słonecznemu bóstwu pędzącemu w złotym rydwanie. Dlaczego jesteśmy śmiertelni? Nie znam odpowiedzi, ale wierzę, że sprawcą jest szkielet z kosą, który zabiera dusze w zaświaty.

Słuchacze zaśmiali się. Sindermann zszedł z mównicy i zbliżył się do prowadzących na katedrę schodów, wychodząc poza zasięg mikrofonów. Ale choć mówił cicho, jego wyćwiczony głos, narzędzie iteratora, brzmiał wyraźnie i docierał do każdego zakątka sali.

‒ Wierzenia religijne, wiara w demony i duchy, w zaświaty i inne zjawiska nadnaturalne, służyły tylko temu, byśmy czuli się pewniej w obliczu bezmiaru kosmosu. Wszelkie modlitwy i talizmany miały dawać pocieszenie, były podporą dla intelektu i światłem wśród mroku. Teraz jednak znamy już kosmos, przyjaciele. Przemierzamy go. Zrozumieliśmy naturę rzeczywistości. Zobaczyliśmy gwiazdy od nieznanej dotąd strony i pojęliśmy, że nie napędza ich żaden mechanizm, że nie ciągną ich żadne rydwany. Zrozumieliśmy, że bóstwa są nam zbędne, nie potrzebujemy więc również demonów, diabłów ani duchów. Największym osiągnięciem ludzkości było przekształcenie się w cywilizację świecką.

Czas Horusa – Dan Abnett

Jak wspomniałem, ta książka zaskakująco śmiałe spostrzeżenia. Albo być może pośród fanów Warhammer 40 000, jest sporo ludzi trzeźwo myślących o religii.

Inni o religii #33

‒ Żal mi ich ‒ dodał. ‒ Muszą być przerażeni.
‒ Nami?
‒ Oczywiście, ale nie o tym mówię. Przeraża ich prawda, którą przynosimy. Staramy się nauczyć ich, że w galaktyce nie ma sił potężniejszych niż światło, grawitacja i ludzka wola. Nic dziwnego, że kurczowo trzymają się swych bożków i duchów. Pozbawiamy ich bezpiecznej ignorancji, w której trwali do nasze go przybycia. Wierzyli, że czuwające nad nimi duchy zapewnią im bezpieczeństwo. Że istnieją zaświaty, życie po życiu. Że po śmierci czeka ich nieśmiertelność duszy.
‒ Teraz zaś spotkali prawdziwych nieśmiertelnych ‒ dokończył Vipus. ‒ Trudna lekcja, ale wyjdzie im w końcu na dobre.
Loken wzruszył ramionami.
‒ Sądzę, że po prostu im współczuję. Pocieszali się tajemnicą, a my im ją zabraliśmy. W zamian dajemy im tylko twardą rzeczywistość, w której życie jest krótkie i pozbawione wyższego celu.

Czas Horusa – Dan Abnett

Kto by pomyślał, że taka pozycja skierowana głównie do pozyskiwania pieniążków fanów świata Warhammer 40 000, podejmuje tak śmiałe tematy, jak konsekwencje wyplewiania wierzeń religijnych i robi to całkiem sprawnie. Mimo nieco czytadłowego charakteru tej pozycji, dziękuję osobie, która mi ją poleciła.

Scenarzyści Discovery nie umieją w matematykę

W jednym odcinku serialu „Discovery” na pokładzie statku pojawia się, przyznajmy wprost, deus ex machina, nowa postać. Ratuje ona dzień przez swoją znajomość fizyki. Pogadajmy o scence w której reżyserzy postanowi zaprezentować jak bardzo genialna jest ów Me Hani Ika Hali Ka Po, z wykorzystaniem do tego, zapewne też uzdolnionej, Jett Reno. Bo przyczepić się chciałem do sposobu w jaki to pokazano.

Czytaj dalej „Scenarzyści Discovery nie umieją w matematykę”

Inni o religii #32

Religa zawsze była tamą dla postępów waszego gatunku. Wygląda na to, że na każdym etapie rozwoju ludzkości powraca, aby znów pchać wszystko ku bardziej prymitywnym czasom.

Artanak (Seven: The Days Long Gone)

Seven: The Days Long Gone

Wydana cztery lata temu gra polskiego studia z Bielsko Białej. Kilka lat temu rozważałem kupno tego tytułu, ale nie zdecydowałem się. Aż tu dostałem ją za darmo (kluczyk na gog.com).

I od razu przedstawię swoją opinię: nie jest to coś, co koniecznie musicie mieć w swojej bibliotece. Te oceny 7/10 są więc jak najbardziej prawidłowe. To jeden z tych dzieł, które pomimo wszystkich swoich wad, ma tych kilka dobrych cech, które wyróżniają go jakoś w morzu obfitości, jaką ociekają sklepy z grami. Chciałbym przybliżyć nieco „Seven: The Days Long Gone” i wyjaśnić, czemu warto dać jej szansę, albo chociaż potencjalnej „Eight” (na której pokazanie się w cichości serca liczę).

Czytaj dalej „Seven: The Days Long Gone”