Dzisiaj 13 grudnia

Minęła już całkiem spora część dnia. Od rana na WP.pl, czy Onet.pl można poczytać, czy to Jaruzelskim, czy o Kwaśniewskim, czym kimś innym komentującym kolejną rocznicę ogłoszenia stanu wojennego. Na gazeta.pl, jest to niewątpliwie temat dnia, podczas gdy na innych portalach, to raczej dodatek, trochę gubiący się wśród innych newsów.

Tym czasem na Joggerze raczej nikt nic nie napisał (zdaję się będę jedyny). Być może dlatego, że w większość z nas jest osobami młodymi, które nie pamiętają tych czasów (np. ja). Może po prostu jest już historia zamknięta (niestety nie). Ja osobiście nie widzę w tej ciszy nic złego, historię trzeba pamiętać, a nie nią żyć.

Cudowne dzieła stwórcze ukazujące chwałę Boga

W oryginale “The Wonders Of Creation Reveal God’s Glory”. Dość długa nazwa, ale za to bardzo adekwatna. Ten post-recenzję sponsoruje nam Strażnica, ze świadkami Jehowymi na czele.

Czegoż można się spodziewać po takim tytule? Już od pierwszych minut nie ma wątpliwości o czym będzie ten film. W tym przypadku Stwórcą jest Jehowa. Cytaty z Biblii przeplatane są tutaj pięknymi ujęciami przyrody, czy szczęśliwych ludzi, na ten widok raduje się serce wiernego. Niestety, mój zarobaczywiony cynizmem umysł pytał mnie nie ustanie: czy pokażą może jakąś ładną bakterię? Wirusa, może jakieś schorzenie genetyczne? Czy obrazki żyjących w pokoju ludzi nie zastąpią obrazki walczących ludzi, eksterminujących się nawzajem, czy to w imię ideologii, czy z “ekonomicznego” powodu.

Ludzie wierzący jakoś nie bardzo chcą uwierzyć (brzmi to ironicznie), że wszelakie pasożyty, drapieżnicy, wirusy, grzyby czy bakterię składają się z tych samych składników, co i ludzie, czy piękne pachnące kwiaty. W ich komórkach znajduje się to również DNA i tak samo chcą przeżyć, przekazać potomstwu swoje cechy. Spotkałem się (poza filmem), z tłumaczeniem, że są one dziełem Szatana (istny powrót do pierwotnej koncepcji dualistycznej Zaratusztry), ale nie wydaje mi się, żeby teologia nadała mu zdolność do tworzenia, stałby się wówczas niemal równy Bogu.

Zawartość filmu

Wracając do filmu: ogólnie to zbiór opisów przyrodniczych, czy to gwiazd, czy zwierząt, czy roślin. Każdy z omawianych przypadków (prawidłowości i wzory) ma unaoczniać moc stwórczą, potęgę oraz zamysł twórczy, czyli de facto dowód na to, że Wszechświat, Ziemia i my zostaliśmy zaprojektowani przez Jehowę. A obserwacja jego dzieł, ma nas do niego przybliżać. W zakończeniu mamy konkretne zalecenia: więcej czytania Biblii, uczestnictwa w spotkaniach zborowych, przekazywania dzieciom nauki o cudach Jehowy oraz rezygnacja z konsumpcyjnego trybu życia, które oddala nas od przeznaczonej nam roli (służbie Bogu, w konsekwencji życia wiecznego w Raju).

Autorzy jednak ignorują pewne fakty. Np. Ziemia jest prezentowana jako wspaniała planeta, idealnie dobrana dla rozwoju życia, odpowiednie warunki klimatyczne, obecność wody stanowiącej podstawę życia. To wszystko prawda, ale przecież bez wody (swoją drogą, to najpowszechniejszy związek chemiczny we Wszechświecie) i odpowiednich warunków życie w ogóle by nie powstało. Nie można tutaj dopatrywać się szczególnej interwencji siły nadprzyrodzonej.

Technicznie jest to ładny film, przetłumaczony na 6 języków (przynajmniej w posiadanej przeze mnie kopii) łącznie z dubbingiem, czy lektorem, oraz tekstami, które wydają się częścią filmu. Oprócz samego film są 4 dodatki (utrzymane w tym samym duchu).

Dostępność

Wydawało mi się, że powinno być problemów z dostaniem, legalnie, tego filmu. Strażnica w ramach swojej działalności misyjnej, zwykle udostępnia sama swoje materiały. Film ten kiedyś był np. na YouTube’ie, tyle, że obecnie zamiast niego wyświetlany jest komunikat:

This video is no longer available due to a copyright claim by Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvanias.

Osobiście nie przeszkadza mi to, a zainteresowani mają dostęp do niego.

Podsumowanie

Film powstał w jednym konkretnym celu i dla konkretnej grupy ludzi o konkretnym wyznaniu, niema w nim żadnych elementów debaty, przedstawienia argumentów przeciwnych przesłaniu. Ale przynajmniej jest sporo ładnych widoków.

Duke Nukem 3D

O tej grze słyszał chyba każdy, ale czy w nią grał? Wzrasta nam pewnie pokolenie takich właśnie graczy. Ja sam, choć wiek mam odpowiedni, pewnego pięknego uświadomiłem sobie, że owszem w Duka 3D grałem, ale jakoś nigdy go nie ukończyłem. Postanowiłem to zmienić.

Duke Nukem

Czy trzeba przedstawiać Księcia? Umięśnionego blondyna, którego zachowanie i poczucie humoru jest ziszczeniem największych koszmarów (lub snów) feministek? Duke był bohaterem dwóch platformówek, które obecnie mało kto zna. Mając szansę w nie zagrać ograniczyłem się jedynie do obejrzenia ich wprowadzeń. Ich najmocniejszą stroną były właśnie humor i główny bohater. I to właśnie zadecydowało o sukcesie wydanej w 1996 r. gry “Duke Nukem 3D”.

Oto mamy standardową grę FPS, w której kierujemy poczynaniami tytułowego bohatera i za pomocą 10 broni unicestwiamy (roztrzaskujemy zamrożone, lub rozdeptujemy zmniejszone) hordy kosmitów, który odpowiednio: przerwali Dukowi wakacje i porywają mu laseczki. Gra jest pełna różnego rodzaju odniesień do samego Duka, różnych filmów, czy to SF (np. “Obcy”, “Odyseja kosmiczna”), czy nawet Gwiezdnych Wojen. Do tego mamy tam mnóstwo brzydkiej mowy (słynne one line Duka), nagości (powiedzmy:P) i przemocy – czy trzeba czegoś więcej? To może wspomnę, że standardowo mamy 3 spore epizody, każdy z dużym paskudnym bossem na końcu (przy jednym z nich rozleciał mi się gryzoń).

High Resolution Pack

Gra ta ma już no, ze 13 lat. Co z tego wynika: dalej ciężko ją dostać (przynajmniej za darmo) w wersji z muzyką, filmami etc. W dodatku trochę bałem się jej pikslozy. Dlatego zainteresowałem się projektem “Hight Resolution Pack”. Widać, że projekt ten się rozwija. Wersja, w którą grałem miała już większość oryginalnych sprit’ów przerobione na modele 3D. W późniejszych etapach trafiały się jednak dwuwymiarowe elementy dekoracji.

Przy okazji odtwarzania autorzy dorzucili trochę własnego humoru. Dla przykładu: na niedziałających już komputerach zobaczymy słynny niebieski ekran śmierci, albo od czasu do czasu ekran ładowania Linuksa. Autor umieścił też swoje zdjęcie obok zdjęć innych twórców na tablicy poszukiwanych. Podobno pochodzi z Niemiec. Biorąc pod uwagę występujące w grze “Dębowe”, wyczuwam też tu jakiś polski lobbing.

Ciekawe też, że zmieniły się gusta, w latach 90tych w kokonach (czy na plakatach) gościły dziewczyny topless. Teraz są całkiem nagie (czasem skromnie zasłonięte). Jest też ciekawe, że przy zapisie i odczycie gry widzimy screen dokładnie taki, jaki był kiedyś, dzięki temu możemy porównać sobie co się zmieniło.

Oprócz nowej szaty graficznej modyfikacji uległy niektóre bronie, dodano nowe tryby ich używania, ale prawdę powiedziawszy starałem się grać w jak najwierniejszą wersję w stosunku do oryginału (wszystkie dodatki można włączać i wyłączać). Trochę też grę urealniono, bohater na wyższe przeszkody nie może skoczyć, ale może się podciągnąć chwyciwszy się wcześniej krawędzi. Nawet pokuszono się o prosty silnik fizyczny, może nie jest to jeszcze Havok i właściwie ma znaczenie symboliczne, ale coś tam w tym kierunku jest.

Podsumowanie

Jeśli ktoś czeka na Duke Nukem Forever (BTW. w outro zapewnianono, że zaraz się pokaże), jest wielkim fanem Duke’a, lub już dawno nie grał w Duke Nukem 3D i chce sobie przypomnieć czemu czeka, zapewne go HRP ucieszy. Tylko, że prawdopodobnie sam o niej wie. Gra się przyjemnie, zwłaszcza jeśli ktoś umie bawić się przy tego rodzaju grach, no i nie oczekuje nie wiadomo czego. Pomimo ulepszenia grafiki ta gra wciąż potrafi trącić myszką. Wrogowie występują w dużej ilości, mają proste AI. Mapy obfitują w tajemne przejścia i schowki. Tego rodzaju zabawa. Choć trzeba oddać, gra oferuje sporo, duże mapy, kilka niespodzianek, jak np. łamigłówki w stylu jak zmniejsz się aby przejść dalej, czy okrągła sala mająca więcej niż 360 stopni. Nie bez powodu Duke Nukem 3D cieszy się swoją sławą. Polecam.

Linki

Religia a szkolne świadectwo

Wczoraj (tj. 2 grudnia) Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż ocena z religii (i etyki) powinna być wliczana do średniej ocen, gdyż cytuję:

Konsekwencją ocen z religii na świadectwie szkolnym jest także równoprawna z innymi przedmiotami nauczania możliwość wliczania ocen z religii i etyki do średniej rocznej lub końcowej.

Zwróciło to moją uwagę na to, iż ocena z religii nie powinna znajdować się na świadectwie, bo skoro oznacza, to, że trzeba ją wliczać, tak więc powinna zniknąć z tego dokumentu (oraz ze szkół, chyba, że postrzegać ją jako przedmiot “zewnętrzny” tylko dla zainteresowanych, nauczany w wynajmowanych salach lekcyjnych, przez nieopłacanych przez Państwo “nauczycieli”).

Lista ocen, nazwy przedmiotów oraz średnia tychże ocen ma świadczyć o naszej wiedzy. Wiara lub niewiara i w konsekwencji nasza – powiedzmy: – wiedza na temat konkretnej religii jest prywatną sprawą każdego i nie powinna być podawana do wiadomości publicznej przez organy państwowe. Tak jak w czasie rozmowy kwalifikacyjnej nie można nas pytać o wyznanie – niejako gwarantuje nam to Państwo. To samo jednak Państwo na wydawanym przez swoją instytucję świadectwie, do którego potencjalny pracodawca może mieć wgląd, drukuje czarnym na błękitnych wzorkach tę właśnie informację. Wyczuwam tu pewnego rodzaju rozbieżność.

Co do etyki, bo pewnie ktoś się przyczepi, to nie wiem czemu przedstawiana jest ona jako “religia dla ateistów”. Powinna być – jeśli musi być – obowiązkowa dla wszystkich, czy chodzą na religię, czy nie. Wtedy ocena z niej, może być i na świadectwie jak i we średnią wliczana.

BTW: Inne wnioski wynikające z tego orzeczenia przeczytać można we wpisie “Religia w średniej i nie tylko”.

Jesteśmy gorsi po dobrym uczynku

Z cyklu artykuł o naturze dobra i zła. Ponownie artykuł z Gazety Wyborczej (niektórzy mogą poczuć się nieswojo), z działu “Nauka”, opisujący zależność: jeśli zrobimy coś dobrego, to potem dla równowagi stajemy się bardziej samolubni. Przypomina mi to zasłyszaną kiedyś opowieść o wolontariuszu Wielkiej Orkiestry (oj, znowu ktoś może poczuć się nieswojo), który “wypłacali” sobie część zebranych pieniędzy jako gratyfikację finansową całodziennego stania z tą puszką – czyli coś w tym jest, choć trochę mi to ciężko pojąć. Wygląda na to, że faktycznie altruizm wynika z egoistycznych pobudek.

Jesteśmy gorsi po dobrym uczynku